Inspiracje stycznia

Chyba jeszcze nigdy nie udało mi się tak zadziałać, aby inspiracje miesiąca pojawiły się tak szybko. A tu proszę…

Ale to wszystko dlatego, że pisanie tego artykułu chciałam połączyć z wprowadzeniem do obrotu i promocją mojego najnowszego produktu. A jest nią torba WISŁOCKA.

Torba ma na celu wspierać czytelnictwo, a przy okazji wprowadzić trochę zabawy do mojej oferty. Bo czy nie jest zabawne noszenie taszki, w którą pakujemy nasze rzeczy i zakupy, a jednocześnie chwalimy się, co właśnie czytamy? No, dla mnie jest fun. Czy będzie również dla Ciebie, to się jeszcze okaże. 🙂

Ale do brzegu z kolejnymi inspiracjami:

INSPIRACJA: podróżnicze miejsce w necie

Dziś zabieram Cie do Jeleniej Góry, aby Ci pokazać Karkonosze tak, jak widzi je Tomasz Szyrwiel – artysta fotografik i pisarz. A widzi je w niesamowity, zaskakujący sposób. W jego zdjęciach pełno jest zabawy światłem i cieniem. Dużo groźnego nieba, mrozu i wiatru. Karkonosze objawiają się tam jako piękna, diamentowa, czasem mrożąca nie tylko palce u dłoni, ale i krew w żyłach kraina lodu. I czasem trudno mi się oprzeć wrażeniu, że pan Tomasz jest najszczęśliwszy zimą. A szczgólnie zimową nocą. Sama zresztą oceń.

Artysta prowadzi profil na fejsie. Nie mam odwagi ukraść zdjęcia wprost z profilu fotografa, dlatego pokazuję zrzut ekranu:

Ma też stronę internetową, na której promuje swoją książkę pt. „Bestiariusz Jeleniogórski”. Bo pan Szyrwiel również tropi, opisuje i ilustruje karkonoskie bestie – stworzenia których nie chcemy spotkać (jak sam pisze). Ale ja chcę je spotkać – choćby na kartach tej książki. Lekturę więc wkrótce nabędę i pewnie niedługo ukaże się tu jej polecajka.

Ale póki co, okładka „Bestiariusza Jelniogórskigo” prezentuje się tak:

Bestiariusz Jeleniogórski

Wszystkie linki podam tradycyjnie pod koniec wpisu, abyś mi nie uciekła za wcześnie, bo przed nami jeszcze inspiracja filmowa i książkowa.

INSPIRACJA: książka

Książkę Joannę Lamparskiej „Ostatni świadek” dostałam od siostry na gwiazdkę. Była na mojej liście życzeń, odkąd tylko usłyszałam, że wyszła drukiem.

Obawiam się, że wszystko co tu powiem, będzie nieobiektywne, bo ja Lamparską mogę jeść łyżkami. Ale czyż nie takie właśnie powinny być prywatne rekomendacje? Nieobiektywne, osobiste i trochę przekrzywione?

Ponieważ systematycznie oglądam na Youtube filmy z cyklu „Dolnośląskie tajemnice”, większość z opisanych tam epizodów jest mi znana. Czytam więc rozdział po rozdziale i w zasadzie wiem, jak się skończą. Ale to mi zupełnie nie przeszkadza. Smaczku dodaje fakt, że w zasadzie mój mózg czyta sobie treść głosem samej pisarki, która jest nie tylko autorką tej lektury, ale i narratorką we wspomnianych filmach. Ciekawe doświadczenie.

Książka jest o skarbach ukrywanych przez Niemców tuż przed opuszczeniem Dolnego Śląska. Skarbach dużych (jak sztaby złota czy dzieła sztuki), ale i tych wszystkich drobnych depozytach, poukrywanych w prywatnych ogródkach i poutykanych na strychach domów. Bo przecież dla każdego „skarb” oznacza co innego.

Akcja toczy sie szybko, zapętla z wątkami pobocznymi. Jest ciekawa i intrygująca. Czasem tajemnicza. Kolejne epizody dosłownie połykam, zarywam noce, czytam w wannie i w przerwach w treningu. Dłużej zatrzymuję się jedynie, gdy Joanna Lamparska zadaje pytanie: „Co byś schowała. gdybyś musiała uciekać (wyjechać), a wiedziałabyś, że nie możesz ze sobą zabrać wszystkiego?”

Ano własnie… Co bym zabrała ze sobą, a co schowała, z nadzieją, że to odzyskam, gdy tu znowu wrócę? I gdzie bym to schowała? To mnie naprawdę zatrzymuje, każe chwilę pomyśleć. I okazuje się, że moja lista jest nieoczywista. Sama się dziwię, do jakich wniosków prowadzi mnie to ćwiczenie. Co okazuje się być ważniejsze niż inne rzeczy, których nagromadziłam w życiu całe stosy? Podoba mi się to, co odkrywam, bo chyba otoczę je teraz większą opieką. Zgromadzę w jakimś kuferku albo walizce z lakierowanej tektury, którą mam od dziadka. Mam ochotę pogadać o tym z córką…

Konkludując, polecam Ci tę książkę, jeśli lubisz wartkie historie z tajemnicą i skandalem w tle, nierozwiązywalne zagadki, tropienie śladów, wypatrywanie dziur, luk i pęknięć. Nie ma tu może bardzo pogłebionych analiz, ale czy muszą być? Podzielam zdanie pani Joanny, że w całym tym szukaniu wcale nie chodzi o to, aby znaleźć, ale by wciąż szukać, kojarzyć, podejrzewać, domyślać się. Też tak masz?

Joanna Lamparska "Ostatni świadek"

Recenzja i sesja tej książki nieprzypadkowo zbiegła się u mnie z premierą torby, którą nazwałam Wisłocka.

Torba jest wygodna, obszerna i wytrzymała. W końcu wykonana jest z najlepszego gatunku tkaniny wodoodpornej. Ma śliczne, graficzne szelki i w ogóle cała jest śliczna. Posiada zamknięcie na zamek i poza kieszenią z grubszej folii, w którą wsuniesz włąsnie czytaną książkę, ma jeszcze dwie inne kieszenie, które pomogą Ci zorganizować cały Twój torebkowy świat.

Więcej szczegółów o Wisłockiej klikając w zdjęcie (tylko nie zapomnij tu wrócić, aby poczytać o filmach, OK?)

INSPIRACJA: film

No i dziś kilka zaskoczeń. Bo tę inspirację trudno nazwać filmem. A po drugie – obejrzysz ją w kilka chwil. Nie wiem, czy prawdziwe filmy mogą trwać tak krótko. No i wciąż borykam się z myślą, czy wytwory AI to zdjęcia i filmy, czy raczej ilustracje i animacje, nawet jeśli udają rzeczywistość tak doskonale jak tu.

Zabieram Cię więc w świat steampunkowych, postindustrialnych, postapokaliptycznych, wyimaginowanych ruchomych obrazów, wygenerowanych przez AI, a wszysto to na zlecenie artysty Fredricka Jonnsona.

AI samo w sobie jest fajną zabawką, ale w rękach geniusza potrafi generować prawdziwe dzieła sztuki. Nie wiem, czy podzielisz moje zachwyty, ale zaryzykuję i odeślę Cię do tego barwnego świata – czasem troszkę strasznego, ale głównie jednak romantycznego, natchnionego, i czasem trochę żałuję, że jednak nie z tego świata.

Jak donosi Facebook, Fredrik Jonnson, to artysta zyskujący na popularności. I tak rzeczywiście jest. Pomiędzy moim jego odkryciem (co było około listopada), a momentem, kiedy piszę ten artykuł, przybyły mu rzesze obserwujących. Imponuje mi lista jego dokonań na polu sztuki i designu (zobacz choćby na jego prezentację). Już nie mówiąc o jego filmowych produkcjach… (linki poniżej).

Fredrik jonnson

Na zakończenie, jak obiecałam, pora na zestawienie wszystkich linków:

No i raz jeszcze pozwól, że Cię zaproszę do sklepu na oględziny Wisłockiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *