Inspiracje lutego

Wybacz, proszę, że lutowe inspiracje pojawiają się z dwudniową obsuwą. Cokolwiek będę próbowała powiedzieć na swoją obronę możesz potraktować jako czystą wymówkę. Więc nie będę się usprawiedliwiać, a to brzydkie zaniedbanie spróbuję choć troche wygładzić poprzez dobór bardzo interesujących polecajek. Dasz się zaprosić?

INSPIRACJA: podróżnicze miejsce w necie

Nie wiem, jak to sie stało, ale w Bieszczady trafiłam dopiero jako trzydziestolatka, gdy moja siostra wyjechała za mężem do Sanoka i tam się osiedliła, zbudowała gniazdo i mnie zaprosiła. No i ja w ślad za nią, pojechałam penetrować tamte tereny. Było łatwo, gdy za przewodnika miało się mojego szwagra, tubylca, w dodatku kogoś, kto zna bieszczadzkie zakamarki jak własną kieszeń. Przez lata wycieczek i spacerów to tu, to tam, wydeptałam swoje ścieżki.

Dziś więc zabieram Cię w Bieszczady, ale jest to miejsce, do którego moje nogi mnie jeszcze nie zaniosły, choć wiem już nim całkiem sporo. A wiem to, bo z wypiekami na twarzy śledzę każda kolejną relację, każdy wpis na fejsie, chłonę każde zdjęcie i wzmiankę. Wiem, kiedy właściciele jeżdżą na wakacje, jak się nazywają ich zwierzęta, co podają gościom na kolację i co się zmieniło podczas ostatniego remontu. Trochę jak bym była jakąś stalkerką, ale mnie po prostu tak urzekają ci ludzie i sposób prowadzenia przez nich socjalmediów…

Nic nie poradzę jednak, bo profil prowadzony tak, że gdyby tylko luzy w moim portfelu na moment spotkały się z luzami w moim napiętym grafiku, już bym tam była i nocowała, gadała z tymi psami i patrzyła na te krajobrazy widziane z werandy.

Miejsce, o którym wspominam to ZAGRODA MAGODA (wszystkie linki podam pod koniec artykułu), gospodarstwo agroturystyczne prowadzone przez Jagodę i Maćka, który wieki temu uciekli z wielkiego miasta, osiedli w Bieszczadach, jak moja siostra, i całkowicie zżyli się z lokalsami. Na swoim profilu na FB opowiadają o tym, jak pięknie, ale też jak trudno się czasem tam żyje. Dla części opowieści narratorem jest Bunia, błyskotliwa i wszędobylska suczka o sierści w kolorze owczej wełny i niebywałym poczuciu humoru oraz własnej wizji na świat.

Zagroda Magoda - zdjęcie profilowe

I oczywiście wszystkie wpisy i zdjęcia z tego profilu Wam polecam. Jak również książkę Jagody „Chata Magoda. Ucieczka na wieś”, którą również mam i łyknęłam w dwa wieczory tylko po to, żeby kolejnej zimy wrócić do niej i sączyć powolutku. Ależ to się czyta…

Jest jednak jeden wpis z tego profilu, do którego Was zachęcam szczególnie – trzeba go sobie odnaleźć. Wpis został opublikowany na magodowym profilu na FB w dniu 13 lutego i opowiada o Jagodowych rozkminach na temat najpiękniejszych słów świata. Ach, jakież tam są słowa… Jako namiętna pożeraczka pięknych słów, wszystkie sobie oczywiście wynotowałam w moim osobistym notatniku.

No i spodobał mi się ten wpis tym bardziej, że książka, którą przeczytałam w tym miesiącu i która jest moją dla Was rekomendacją na luty, również traktuje o pięknych słowach.

INSPIRACJA: książka

Lutowa książka to „Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy” Grażyny Plebanek. Jest to zbiór felietonów, luźnych notatek, rozkminek o słowach z innych języków, których trudno znaleźć w przekładach na język polski. Nie ma ich wiernych odpowiedników w Słowniku Polskim. Pani Grażyna przywołuje więc SŁOWO i chcąc przybliżyć jego sens opowiada wokół niego historię, przytacza przykłady z własnego życia oraz doświadczenia z podróży. Wyrazy pochodzą z krajów nam bliskich, europejskich, ale też tych zupełnie odjechanych, jak Wyspy Trobrianda albo Nikaragua.

Torba Wisłocka teraz czytam

Miałam, czytając tę książkę, kilka flashbacków. Pierwszy dotyczył słowa „koyaanisqatsi” pochodzącego z języka Indian Hopi, a oznaczający dosłownie „schyłek dinozaura”. W rzeczywistości zaś dotyczy zjawiska, w którym wszystko, co przez dłuższy czas miało się dobrze, w pewnym etapie egzystencji zaczyna dążyć do samounicestwienia. I jakby nie spoglądać wstecz, w historię wszystkich wielkich cywilizacji, każda po kolei skończyła marnie i teraz jedyny ślad po nich możemy znaleźć w historycznych książkach albo jaskiniowych malowidłach. Teraz i my (mam takie wrażenie) zdążamy w tym samym kierunku. Więc „koyaanisqatsi” to trochę też jakby o nas, cywilizacji zachodniej. No, nie jest tak?

A ta retrospekcja pojawiła się u mnie stąd, że około dwadzieścia pięć lat temu obejrzałam film o tym samym tytule – pewną ciekawą, napakowaną symbolami upadającego świata i nadchodzącego chaosu impresją filmową. Film bez żadnego słowa. Tylko obraz i dźwięk. I gdy tak teraz dodaję dwa do dwóch, to i tamten oglądany dawno temu film, i felieton pani Plebanek, mówią właśnie o tym samym. Że trzeba nam powoli zbierać manatki…

Drugą retrospekcję miałam przy słowie „lagom” – ze szwedzkiego. Słowo oznacza, że coś (lub ktoś) jest wystarczająco dobre, w sam raz, nie za bardzo ani nie za mało, czyli dokładnie takie, jakie powinno być. No, wypisz wymaluj Szwecja. A nawet szerzej – Skandynawia. Gdyby tak się przypatrzeć wszystkim ichniejszym aktywnosciom, ich firmom, narodowym produkcjom… to ma się to poczucie, że najwygodniej i najpewniej czują się, gdy zajmują środkowe pozycje.

No ok…, krajobrazy mają nieziemskie – to się zgadza. Ale krajobrazy to nie ich zasługa, a dar od niebios. Ale reszta, czyli to, co od nich jest zależne, powinno być w swojej klasie najlepsze, ale wciąż jednak tylko w tej swojej klasie. Ani mniej, ani więcej, niż potrzeba.

No więc mój flashback dotyczy właśnie tej przeciętności i przenosi mnie wprost do książki Filipa Springera „Dwunaste: nie myśl że uciekniesz”. Springer odnosi sie właśnie do tej samej, przywoływanej przez Plebanek średniości. Trzeba żyć tak, aby sie nie wychylić. Skandynawowie mają nawet swój kodeks, w którym się przeglądają i w razie czego usuwają ostrym cięciem wszystko, co wykracza poza ramkę. Kodeks zwany jest PRAWEM JANTE. Jeśli zechcesz, poczytaj o tym więcej, bo to niezwykle ciekawe.

Wracając jednak do książki lutego, czyli „Słów na szczęście” – rozdziałów jest tam czterdzieści. Każdy z nich o innym słowie. Nie sposób ich wszystkich zapamiętać, ale pobyć choć na chwilę w tych „nienazwanych stanach duszy” warto. Zwłaszcza zimą, gdy nie trzeba się do niczego śpieszyć. I pooglądać, co dla kogo jest szczęściem, prostym życiem, uważnością, etc. w różnych zakątkach świata.

Grażyna Plebanek "Słowa na szczęście"

INSPIRACJA: film

Nie wiem, jak na niego wpadłam, ale grunt że wpadłam i to jest moje szczęście, mój fuks do wynajdywania takich ludzi. A jak już takiego kogoś znajdę, to nie mogę przestać oglądać i się zachwycać.

Jon Foreman, artysta rzeźbiący świat (Sculpt the World), w nietrwałych materiałach, z wmieniającycm się środowisku i przy czasami kapryśnej pogodzie. Robi artystyczne instalacje z liści, muszli, kamieni, pobitego szkła – układa je, poluje na odbicia w wodzie, rysuje na mokrym piasku. I to wszystko na chwilę, dopóki rysunku nie zmyje przypływ, albo nie zwieje wiatr i deszcze, nie rozniosą buty przechodniów. Bardzo to ulotne, ale jak sam autor twierdzi, to powolne niszczenie jest częścią twórczego procesu.

Zachęcam Cię do obejrzenia zdjęć instalacji Jona, ale ponieważ to kącik filmowy, podlinkuję jednen z filmów, na którym sam opowiada o swojej sztuce.

Tych filmów jest oczywiście więcej i można je obejrzeć na stonie Jona Foremana:

Długo zastanawiałam się, które zdjęcie tu wstawić dla zilustrowania tego fenomenu. Aż wreszcie wykminiłam to (u góry screena podane jest jego źródło).

Podsumowując…

Obiecany wcześniej link do Chaty Magoda. Link prowadzi do FB, gdzie gospodarze dzielą się emocjonalnymi i poruszającymi relacjami z bieszczadzkiego życia.

oraz ich strona internetowa, gdzie znajdziesz opisy wszystkich posiadanych i remontowanych przez panią Jagodę i pana Maćka (no i Bunię oczywiście) domów. Są tam też warunki i ceny zakwaterowania (ech, moje marzenie) oraz galeria zdjęć, w której można utonąć. Naprawdę…

No i na zakończenie dodam jeszcze, że książka Grażyny Plebanek sfotografowana została w torbie WISŁOCKA, uszytej w naszej pracowni. Jeśli chciałabys dla siebie taką torbę, możesz ją nabyć pisząc do nas przez messenger lub bezpośrednio ze sklepu:

Torba Wisłocka teraz czytam

Torba Wisłocka teraz czytam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *