Jak nauczyć się języka obcego skutecznie?

Z nauką języka angielskiego było w moim życiu mniej więcej tak, jak z kompulsywnymi porządkami mieszkania: było kilka zrywów, które zazwyczaj kończyły się krótko po przystąpieniu do zadania. Plany początkowo były ogromne i zazwyczaj udało mi się zaledwie zacząć i wytrwać przez pierwsze dni, a potem entuzjazm opadał i okazywało się, że postanowienia schodziły na dalszy plan, potem na jeszcze dalszy, przykrywane były innymi, bardziej naglącymi potrzebami, aż w końcu zupełnie rozpływały się we mgle dnia codziennego. Pozostawała nadwątlona wiara w siebie, zawiedzione zaufanie, i rozczarowanie, że znowu siebie zawiodłam. Przełomem okazała się moja wizyta w Brukseli, gdy okazało się, że z moim jako takim niemieckim nic tu nie wskuram i zwyczajnie ciężko mi się tu będzie porozumieć. Spędzając długie godziny w autobusie w trakcie drogi powrotnej z tego miasta i korzystając z autobusowego wifi zaczęłam poszukiwać w Internecie wskazówek, ja nauczyć się języka obcego w domu. Na kartkach mojego osobistego notesu powoli dojrzewał plan i wtedy gorąco zaczęłam wierzyć, że przy całkowitej zmianie podejścia to może się wreszcie udać. Jedyne co musiałam zrobić, to zejść z utartej ścieżki, zerwać schematy, które miałam w głowie i lepiej przygotować się w kilku bazowych punktach.

Motywacja: Lepsza pracowita mróweczka niż spazmatyczny Herkules

Zadałam sobie kluczowe pytanie

Droga z Brukseli do domu trwała ponad 22 godziny. Dałam radę więc się wyspać, trochę powpatrywać się w krajobraz za oknem, poczytać książkę, posegregować zdjęcia z podróży… aż wreszcie postanowiłam trochę pobawić się we własnego coacha i rozprawić się z tematem tego kłopotliwego niedostatku, który tak nieoczekiwanie wypłynął na powierzchnię. Wyjęłam notes, bo wiedziałam, że „myślenie na papierze” przyniosło mi już sukcesy w innych drobnych i większych sprawach. Na kartce zeszytu wynotowałam wszystkie myśli, które były odpowiedzią na pytanie, „dlaczego, do cholery, jeszcze nie uczę się angielskiego”. Zaczęły się pojawiać pierwsze zdania. Pozwoliłam sobie na brutalna szczerość. Założyłam, że nikt obcy nie będzie tych zdań czytać. Że są tylko narzędziem dla mnie samej. Nie musiałam się wybielać ani pudrować rzeczywistości. W tej szczerości rzeczywiście doszłam do krawędzi i wypunktowałam zdania o sobie samej, których wcale nie było mi przyjemnie przyjąć do wiadomości. Gdy udało mi się stworzyć tych twierdzeń kilka, zatrzymałam się i zaczęłam im się uważniej przyglądać. Zauważyłam, że wśród tych zdań są dwie tendencje: zdania zawierały albo wymówki, albo blokujące przekonania na mój własny temat. Oznaczyłam każde ze zdań odpowiednio literką W i P. Następnie postanowiłam punkt po punkcie się z nimi rozprawić. Wiedziałam, że w tym tematem może być jak z nowo zakładaną grządką: jeśli odpowiednio ją przygotuję na stracie, mam szansę zebrać dobry plon za jakiś czas, albo przynajmniej tym razem (dla odróżnienia od poprzednich zrywów) tego nie spartolić.

Poczyniłam postanowienie, że najpierw rozprawię się z wymówkami. Znaleźć kontrargumenty będzie raczej prosto. Gorzej będzie z przekonaniami, bo je zmienić i przekuć w przekonania pozytywne to może być bardziej wymagająca praca.

W jak wymówki

Zdania oznaczone literką W wzięłam na pierwszy ogień. Jedną po drugiej przepisałam na nowej kartce, zostawiając sobie miejsce na uzupełnienie i wyjaśnienie dalszych myśli, które w tym rachunku sumienia spłynęły:

Wymówka nr 1: Nie mam czasu

Mój dzień wypełniony był zadaniami po brzegi. Od rana do wieczora byłam zaganiana w pracy i przemęczona. Zawsze twierdziłam, że są rzeczy ważniejsze niż zajmowanie się sobą, a gdy już znalazłam okienko w obowiązkowych zajęciach, wolałam je przeznaczyć na rzeczy przyjemne: pojechać na przejażdżkę rowerową, odpalić jakiś program lub serial w TV, poskrolować fejsa lub poświęcić się podobnym rozpraszaczom. Wiedziałam, że w tego nie zrezygnuję. Ponieważ jednak cały czas przed oczami miałam zdanie: „tym razem dam radę”, postanowiłam sobie wyznaczyć cel minimum. Celem minimum była na razie nauka przez 10 minut dziennie. 10 minut dziennie codziennie! Niby niewiele, ale „lepsza pracowita mróweczka niż spazmatyczny Herkules” – jak to mawiał Miłosz Brzeziński.

Motywacja numer 1: jak nauczyć się języka obcego

10 minut to niewiele, gdy się weźmie pod uwagę tylko jeden dzień, ale gdyby podliczyć cały rok, tych minut, a potem godzin trochę się uzbiera. Pamiętałam ze studiów, że zwykle semestr każdego lektoratu zabierał 45-60 godzin. A wiadomo, jak mało efektywna była to nauka. Poświęcając 10 minut dziennie zaliczę sama dla siebie taki właśnie semestr lektoratu, z tym, że ucząc się w pojedynkę efektywność musi, a przynajmniej powinna być większa. Tak właśnie założyłam.

Wymówka nr 2: Nie mam na to kasy

Nie wiem, kiedy w mojej głowie pojawiła się myśl, że muszę korzystać z czyjejś pomocy, aby się z tym angielskim zmierzyć. Znałam ceny kursów i wiedziałam, że można je raczej liczyć w tysiącach niż setkach. Nie miałam tej kasy. Jedyne co miałam, to chęć. Zaznaczyłam w zeszycie, aby w następnym kroku poszukać blogów, artykułów wskazówek, w których inni ludzie dzielą się swoja drogą do pozyskania tej umiejętności. Ustawiłam swój fokus na poszukiwanie darmowych i sprytnych metod.

Od razu tego samego dnia ustaliłam, że moje 10 minut będzie odbywać się rano, zanim jeszcze wstanę z łóżka. Przed oczami stanął mi obraz mnie samej zmęczonej wieczorem tak bardzo, że z pewnością byłoby to dobrą wymówką, aby tym razem powiedzieć sobie: „dziś sobie odpuszczę, ale za to jutro to nadgonię… jutro to się pouczę 20 minut, albo nawet godzinę.” Dobrze wiedziałam, jak to się potem kończy. Ranek to więc dla mnie odpowiednia pora. Zapisałam w notesie i podkreśliłam dla wyrazistości: na stoliku nocnym ma być obecny notes i długopis. Zapisałam też instrukcję: codziennie wieczorem sprawdzić, czy notes już tam jest. Wiedziałam, że trzeba zrobić z tego nawyk. A aby zrobić nawyk, codziennie trzeba się z tego rozliczać.

Blogów i audycji na interesujący mnie temat znalazłam w następnych dniach całkiem sporo. Przeczytałam wszystkie, które wpadły mi przed oczy, co najważniejsze jednocześnie uruchamiając moje magiczne dziesięć minut każdego poranka. Pierwsze 10 minut odbyło się jeszcze w tym autobusie.

P jak przekonania

Przekonania to opinie, to twierdzenia na mój własny temat. To rzecz, która może, ale nie musi być prawdą. Która wręcz najczęściej prawdą nie jest. Czasem utrwalamy przekonania o sobie, bazując na jakiś wcześniejszych doświadczeniach i niepowodzeniach. Czasem weźmiemy sobie do serca zbyt głęboko cudze osądy, przyjmiemy cudzą filozofię za własną. Robimy to dla wygody, niekiedy z lenistwa, aby coś w sobie usprawiedliwić. Nawet ich sobie czasem nie uświadamiamy i działamy w tych schematach, bo łatwiej jest nam działać na tym autopilocie, niż zmienić ten utarty tok myślenia. Na zasadzie „wróg jest może i straszny, ale za to jest znajomy i wiadomo, czego się po nim można spodziewać.”

Przekonanie nr 1: Jestem już na to za stara

Podczas podróży do Brukseli miałam 49 lat. Był luty, więc do następnych okrągłych urodzin pozostało mi 11 miesięcy. Zrobić sobie na okrągłe urodziny prezent w postaci nowej umiejętności to byłoby coś. I fakt, dzieci i młodzież uczą się łatwiej, ale pomyślałam, że jeśli chcę zacząć z tym angielskim, tym razem będzie to pierwsza taka okazja w życiu, że nie będę z tego rozliczana żadnym egzaminem ani testem, jak to było w szkolnych czasach. Nikt mnie nie będzie sprawdzał ani dyscyplinował. Nie mam programu, wedle którego muszę się posuwać. Nie muszę uczyć się gramatyki, która jest zmorą naszych uczniów. Generalnie mogę, mam teraz taką moc, aby była to dla mnie czysta przyjemność. Żadnych nerwów, żadnych rozliczeń. Nothing but pleasure!

jestem w odpowiednim wieku

Przekonanie nr 2: uczyć się z kimś byłoby mi łatwiej

Prawdę mówiąc nie wyzbyłam się tego przekonania do dziś. Jestem typem zespołowca. Inni ludzie mnie nakręcają. Było jednak jak było. Skoro w tamtym czasie mieszkałam samotnie, nie mogłam liczyć na to, że codziennie przez 10 minut ktoś inny będzie się uczyć razem ze mną. Wiedziałam jednak, że to drobna rzecz, którą mogę łatwo rozegrać na własnych zasadach i po prostu spróbować rozpuścić tę myśl. Postanowiłam, że będę korzystać z towarzystwa i pomocy innych w tym procesie, gdy tylko nadarzy się taka okazja. Lecz gdy okazja się nie nadarzy, będę trzymać swój azymut pomimo to.

Przekonanie nr 3: mogę się obyć bez angielskiego

Już sama nie wiem, czy to przekonanie, czy może wymówka. Tak czy owak, to twierdzenie konserwowało mnie w stanie myślenia, że mój niemiecki mi wystarczy. Wystarczał tyle lat, to i do końca życia jakoś z tym opędzę. I tak z grubsza było, aż do wyjazdu do Brukseli, gdzie językiem urzędowym jest francuski, a tylko nieliczne osoby były chętne gadać w innym. No i tym innym był właśnie język angielski. Argument na rzecz tego, aby właśnie z tym angielskim ruszyć, spłynął mi więc niejako z nieba.

Tych wymówek i przekonań było jeszcze kilka. Nie chciałabym Ci ich zaszczepiać, bo na pewno masz dość własnych problemów, nie trzeba Ci dokładać jeszcze moich. Podsumuję więc tylko, że dokonanie takiego rachunku sumienia okazało się dla mnie przełomem. Zapisałam w notesie hasła, które stały się bazą, na której mogłam wreszcie stanąć solidnie obiema nogami. I z takiej bazy trudno było mnie strącić.

Tę bazę stanowiły nowe fundamenty:

  1. Będę się uczyć co najmniej 10 minut dziennie codziennie. Począwszy od dziś!
  2. Nauka jest dla mnie łatwa i przyjemna.
  3. Robię to dla siebie.
  4. Jestem teraz w najlepszym wieku.
  5. Mogę się nauczyć za darmo.
  6. Pomagam sobie korzystając z cudzych doświadczeń.
  7. Świat mi sprzyja. Kiedy potrzebny będzie nauczyciel, on sam się do mnie zgłosi.
  8. Jestem dla siebie najważniejsza. Nie obchodzą mnie cudze opinie w tym zakresie.

Tak zbudowana otworzyłam nową kartkę i wynotowałam z telefonu dni tygodnia po angielsku. Do końca dnia miałam to obryte i obowiązkowo odhaczyłam ten sukces w kalendarzu.

Motywacja: teraz się uczę nowych rzeczy

Jeśli zainteresował Cię artykuł i jesteś ciekawa konkretnych metod, które zastosowałam, obserwuj ten wątek w przyborniku:

Może Ci się spodoba również:

1 komentarz

  1. […] Zacznij od początku angielskijęzyk obcyjęzyki obcenaukasamorozwój […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *