Kuks na pewno nie jest celem pierwszego wyboru, gdy udajesz się na wycieczkę do Czech. Dla mnie też nie był. Jechałam właściwie do Broumova, bo gdzieś tam w zakamarkach pamięci kołatało mi się to przytulne miasteczko. Od dawna też planowałam zobaczyć tę słynną barokową, klasztorną bibliotekę. Ale że biblioteka właśnie jest w remoncie i będzie zamknięta przez najbliższe dwa lata (stan na 2024 r.), szybko zmieniłam plany. W Broumovie odbyłam tylko niedługi, choć bardzo urokliwy spacer, odwiedziłam piękny drewniany kościół (poświęcę mu osobny artykuł), i szybko przemieściłam się właśnie do Kuks. Pamiętałam opis tego miejsca z relacji koleżanki – również jak ja, rozkochanej w podróżach. A ponieważ nigdy nie zawiodłam się na jej rekomendacjach, decyzję podjęłam błyskawicznie.

Kuks dzieli od Broumova godzina drogi. Jest to zaledwie 60 km, ale jedzie się powoli, przez wsie i miasteczka. I nie ma jak, ani nawet nie warto się spieszyć. Po drodze mijam piękne krajobrazy, dojrzałe pola, niewielkie górki. No i ta architektura, która mogłaby robić za gotową scenografię do „C.K. Dezerterów”
Trzy części Kuks
Ostatnie kilometry drogi do wsi pokonuję wąskimi i krętymi, mieszczącymi czasem tylko jedno auto ścieżynkami. Parkuję na miejscu wskazanym przez nawigację (obszerny parking przed karczmą). Przekraczam linię kamiennego muru i nagle jestem w innym świecie – ogrodzie z bujną zielenią, z wielgachnym gmachem szpitala na końcu alejki.

Bedąc w Kuks, trzeba podzielić spacer na trzy etapy: ogrody ziołowe, szpital, oraz wieś. Zwiedzenie każdej z tych części zajmuje mi mniej więcej dwie godziny. Dwie godziny, w których nie ma ani sekundy nudy.
Zielarnia przyszpitalna
Od tego zaczynam, bo nie jestem w stanie oprzeć się zapachom tego miejsca. Spokojnie przechadzam się alejkami wysypanymi białym kamiennym grysikiem. Ogrody rozpościerają się na olbrzymim terenie. Całość podzielona jest na parcele. Jedna część wyróżnia się perfekcyjnie przystrzyżonymi żywopłotami i barokowymi rzeźbami. Ale mój nos już ciągnął mnie w miejsce bliżej domku ogrodnika, gdzie na kolejnych grządkach rosły dziesiątki odmian tymianków, rozmarynu, mięty i innych ziół. Zaszokowały mnie rozmiarem karchochy i krzewiaste hortensje. Były naprawdę gigantyczne. Pozwoliłam sobie też uszczknąć i rozetrzeć między palcami parę nasionek anyżu. Wszystkie moje wspomnienia z Chorwacji stanęły mi natychmiast przed oczami, jak żywe…

Uprawa ziół i innych roślin leczniczych w tym miejscu ma naprawdę długą tradycję. I praktycznie wytwarzaniem leków i fitoterapią zajmowano się tu od początku istnienia szpitala. Do dziś niektóre specyfiki można kupić w sklepiku z pamiątkami tuż obok kasy, lub zamówić przez internet.

Tak naprawdę zwiedzanie ogrodów można ogarnąć w pół godziny. Mi zajmuje to dłużej, bo kolekcja roślin wydaje się mi imponująca. Na jednej z ławeczek decyduję się też zjeść pierwszą część mojego wycieczkowego prowiantu. Po chwili nie jestem już głodna, słońce świeci, kwiaty pachną… Czego można chcieć więcej?

Szpital i klasztor
Szpitalny obiekt wraz z barokowym kościołem górują na wioską Kuks rozpostartą wzdłuż doliny Łaby. Cały obiekt można obejść dookoła oraz zwiedzić wszystkie tarasy i podwórza bezpłatnie. Jednak mnie przyciągnęła tu pewna szczególna apteka, a zobaczenie jej wymagało wejścia do środka. Zwiedzanie wnętrz może odbywać się tylko z przewodnikiem. Bilet wstępu kosztuje 200 koron czeskich, a wycieczka trwa godzinę.

Pomieszczenia rodziny Sporck
Trasa wycieczkowa zaczyna sie od zwiedzania pomieszczeń, w których oglądam portrety rodzinne rodziny Sporck (założycieli tego miejsca), elementy wyposażenia pokojów i piekne kaflowe piece. Moją uwagę zabiera olbrzymia makieta, która pokazuje wszystkie obiekty kompleksu z czasów najlepszych, czyli za życia głównego fundatora oraz przed wielką powodzią (1740 r.). Wówczas to we wsi, która rozwinęła się jako kurort, wybudowano i urządzono bibliotekę, teatr, tor wyścigowy, gościńce, pałac i łaźnie. Część obiektów zostało jednak poważnie zniszczonych przez nagle wzbierającą rzekę i potem nigdy nie przywrócono już ich pierwotnych funkcji.

Korytarze z malowidłami tańca ze śmiercią
Z pomieszczeń rodziny wychodzę na korytarz. Pani przewodnik opowiada, że ściany korytarza były przez sto ostatnich lat pokryte białą farbą. Znajdujące się tam malowidla, które mam okazję podziawiać, zostały odkryte podczas remontu w 2014 r. Jest to kolekcja fresków przedstawiających śmierć spotykającą się (tańczącą) z przedstawicielami każdej warstwy społecznej. Całość nazwano „Dans macabre”. Na kolejnych obrazach widzę księdza, króla, żebraka, dziewczynę, papierza, arytokratę w ostatnim tańcu życia – wszyscy równi wobec śmierci.


Kaplica świętego Krzyża
Kaplica swą nazwę bieże od znajdującej się tu relikwi. Fragmencik krzyża świętego umieszczono tu w bogato zdobionym relikwiarzu. I owszem – jak to w baroku – relikwiarz to prawdziwy popis sztuki snycerskiej, ale mnie porywa już wielka szopka – podobno jedna z największych tego rodzaju w Czechach. Zbudowana jest z trzech płócien i siedmiu tablic, i była namalowana ponad dwieście temu. Zobacz na zdjęciach, jak imponujący rozmach ma ta szopka oraz jak ciekawie można wkomponować w nią żywe postaci.


Kościół świętej Trójcy i zakrystia
Gdy moja wycieczka zatrzymuje się w kościele, pani przewodnik pokazuje kolejne ważne elementy wystroju tej świątyni: wielkie malowidła, bogate rzeźbienia, herby rodowe, ambonę. Po wyjściu z kościoła rzucamy okiem na zakrystię z pięknymi meblami pokrywanymi politurą udającą marmury. Przez otwarte drzwi zaglądam też do biblioteki, ale tylko przez moment, bo tuż za winklem czeka ona – królowa tego spaceru, czyli barokowa apteka.

Apteka i muzeum farmacji w kuks
Apteka – jak się okazuje – pochodzi z XVIII w. i jest oryginalna. Nic tu nie jest naciągane ani sztukowane. jak ją stworzono, tak ją teraz oglądam – z wielkim malowidłem na suficie i niebywałymi regalami pełnymi słojów, buteczek i szufladek kryjących zdobycze medycyny tamtych czasów. Wnętrze robi naprawdę wielkie wrażenie i zawsze gdy uda mi się trafić w takie coć, wiem, po co mi jest w życiu całe to podróżowanie. Ano właśnie dla tych sekund, gdy oddech się blokuje przez moment i nie wiadomo, na czym skupić wzrok, aby żaden szczegół nie umknął uwadze.

Ja wykupiłam wycieczkę ogólną, prowadząca po wszystkich obiektach szpitala. Ale w ofercie jest również opcja zwiedzania samego muzeum farmacji z rozszerzoną ekspozycją tego tematu, gdzie oprócz tej jednej apteki poznaje się również inne. Przewodnik wprowadza też w tajniki produkcji leków w czasie baroku. Żałuję, że czas nie pozwala mi na zrobienie obu tras tego dnia.


Galeria rzeźb
Na koniec wychodzę na wewnetrzny dziedziniec. Pani pokazuje piękny słoneczny zegar, ponownie herby rodowe, opowiada chwilę o mariażu rodziny hrabiego Sporcka z peną hrabianką pochodzącą ze Śląska. Na koniec wprowadza do budynku, w którym mieści się galeria rzeźb, które dopiero co podziwiałam przed wejściem do gmaszyska. okazuje sie jednak, że umieszczone przed szpitalem posągi są kopią. pod dachem zaś zgromadzono oryginały.

Kiedyś w tym budynku stało kilkadziesiąt szpitalnych łóżek. Gdyby tak uruchomić wyobraźnię, to wystrój wnętrza w moim mniemaniu nie bardzo mógł służyć zdrowieniu. Łukowate stropy i małe okna – to idealna recepta na umartwianie się raczej i na cierpienie w chorobie niż na terapię. Dziś jednak grube pobielone mury i lekki półmrok stanowią idealną scenę dla Cnót i Występków.
Wszystkie rzeźby są autorstwa Mateusza Brauna – uważanego za jednego z najwybitniejszych artystów Czech. Alejka Cnót i Występków przed szpitalem, która obecnie pokazuje kopie tych rzeźb, miała za zadanie nakłaniać pacjentów do zastanawiania się nad swoim życiem. No i miała dowodzić filantropii hrabiego Sporcka oraz pokazywać go w roli kuratora sztuki.
Kurort Kuks
Gdyby tak chodzić po tym terenie mając na uwadze chronologię powstawania wszystkich obiektów, tę wycieczkę powinnam w zasadzie zacząć we wsi. Obecnie to zaledwie kilka malowniczo wijących się uliczek, położonych nad Łabą, która nie ma tu jeszcze nic ze swojej potęgi i przypomina pierwszą lepszą, niezbyt pokaźną rzeczółkę.
Ale dziś dostaję się tu od strony szpitala. Przechodzę przez most i mijam dwa bliźniacze budynki, które to tak bardzo przypominały mi klimatem C.K. Dezerterów, że z otwartych okien omal słyszałam gardłowy rechot Marka Kondrata i porzykiwania Krzysztofa Kowalewskiego. Powoli wchodzę po szerokich schodach. Po obu stronach mogę schłodzić dłonie w wodzie spływającej kaskadami z przyjemnym szumem. Architekt tego miejca naprawdę miał rozmach. Odwracam się kilka razy za siebie i podziwiam idealnie prostą oś, na której stoją owe schody i szpital na przeciwległym wzniesieniu.



Na górze znajduję wolną ławkę i rozprawiam się z drugą częścią prowiantu. Z widokiem na szpital i okoliczne górki można by tu naprawdę odpoczywać dłużej, ale ja decyduję się zagłębić w uliczki, przy których stoją drewniane domki rzemieślnicze. Budowane były również w XVIII w, i jak cały kompleks miały zapewniać wygodny byt pracownikom szpitala. Dziś za to zadbane brązowe belki, drobne dekoracje, kubki na płotach i ukwiecone ogrody to prawdziwa uczta dla oczu dla ludzi, którzy kochają wiejskie klimaty ubiegłych wieków.

We wsi działa restauracja (być może nawet niejedna) i muzeum starych motocykli – otwarte pomimo późnej pory. Jest też przystań dla kajakarzy i informacja turystyczna. W centralnym punkcie działa hotel i niewielka galeria.



I na tym w zasadzie mój spacer po Kuks się kończy. W planach przed wieczorem mam jeszcze odnalezienie Betlejem – pewnego miejsca w pobliskiem lesie, które opiszę tu niedługo, więc wróć po więcej czeskich inspiracji.
Jeśli ten spacer ze mną Ci się podoba, zapraszam na inne czekie wycieczki
A jeśli interesuje Cię, co robię poza spacerowaniem, zapraszam Cię na oglądanie podróżnych akcesoriów, które powstają w mojej pracowni. Możesz je obejrzeć w zakładce SKLEP na tej stronie, choć najbardziej aktualne wyroby podejrzysz w aktualnościach na moim profilu na FB:

[…] ten artykuł nie jest Ci jeszcze znany, zachęcam Cię do odwiedzenia szpitala w Kuks), kilka posągów aniołów i alegorii, a następnie daje się namówić […]