Do wsi i wiejskich tematów, do wszelkiego typu zagadnień etnograficznych mam przez całe życie wyraźne ciągoty. Ostatnio zabierałam Cię na spacer do Chochołowa. Dzisiaj zaś tematem przechadzki są Cicmany na Słowacji (Čičmany) – czyli taki Chochołów, tyle że pomalowany w białe szlaczki.

W zasadzie tę wieś odwiedziłam przy okazji jednej i tej samej wycieczki. Wyłamałam się ze schematu jazdy autostradą A4 w kierunku wschodnim. Tym razem postanowiłam od razu przy domu odbić na południe i pojechać w Tatry drogą przez Czechy, a następnie Słowację. Trochę się nadkłada drogi, ale za to widoki jakie piękne…

Cicmany są ośrodkiem narciarskim na Słowacji. Dojazd z obu stron do wsi odbywa się więc krętą drogą przez góry, wśród lasów, po odludziach.
Trochę historii
Pierwsze wzmianki o rozlokowanej u podnóża Gór Strażowskich wsi Cziczman pochodzą z roku 1272. Przez kolejne wieki miejscowość rozwijała się powoli i pięć wieków później w Cicmanach było już 126 domostw i 1272 mieszkańców. Mieszkańcy trudnili się wypasaniem owiec, produkcją wełny oraz różnych typów sera z owczego mleka. Rozwijało się również rzemiosło i gospodarka leśna.

Co jeszcze wiadomo, to to, że w 1895 r. w Pradze odbywała się jubileuszowa wystawa osiągnięć gospodarczych czeskiego przemysłu i rzemiosła. Na tę wystawę Dušan Jurkovič przygotował projekt i prototyp cicmańskiego gospodarstwa. Tak tu tylko wspomnę, że Dušan Jurkovič to ten sam architekt, który zaprojektował budynki na przełęczy Pustevny. A co było powodem tego eventu z udziałem pana Jurkoviča, powiem chwile później.
Parę dekad później, w latach 70-tych XX w. uznano zabudowę wsi za taką, którą warto chronić, otoczono ja więc opieką konserwatorską.


Architektura w miejscowości Cicmany
Domy, jak w wielu górskich miejscowościach w tym rejonie (czy to po polskiej, czy po słowackiej stronie), budowane były z drewna w konstrukcji zrębowej, czyli takiej, w której grube bale drewna układano prostopadle względem siebie, łącząc je w narożnikach na tzw. zrąb, czyli zatrzask.
Drewno ciemniało z czasem i latem domy nagrzewały sie nadmiernie od słońca. Jeśli by wierzyć opowieściom, malowanie białych ornamentów na ścianach miało służyć odbijaniu światła słonecznego. Racjonalnie jednak patrząc na tę sprawę trochę w to powątpiewam, aby miało to jakiś realny wpływ na obniżenie temperatury wewnątrz mieszkań. Raczej skłaniam się ku temu, że od zarania mieszkańcy dbali o walor czysto artystyczny, wprowadzając stopniowo tę piękną ornamentykę wprost do tradycji.


To by też potwierdzało zaangażowanie Dušana Jurkoviča, który po kilku pożarach we wsi, które doprowadzily do niemal całkowitego upadku osady, postanowił zebrać fundusze na odbudowę Cicmanów. Sam więc zaprojektował wspomniane wcześniej wzorcowe gospodarstwo wiejskie, a ludność ze wsi zmobilizował, aby ocałałe domy ozdobiła ornamentami najpiękniej, jak tylko potrafiła. Nie wiem, jak dla Ciebie, ale dla mnie ta wersja ma więcej sensu niż wersja o ochronie przed słonecznym promieniowaniem.
W przeszłości ornamenty wykonywano wapnem. Z czasem zastąpiono wapno farbą lateksową, która nie blednie pod wpływem proieni UV i nie płowieje w deszczu. Nie trzeba więc szlaczków odnawiać tak często jak dawniej.

Etnografia
Podobne ornamenty odnaleźć można również na tradycyjnych strojach ludowych pochodzących z tego terenu. W obu przypadkach używano tych samych motywów stylizowanych ptaków i kwiatów, rozet i spirali, w powtarzających się, rytmicznych ciągach. Co ciekawe, słowacka reprezentacja olimpijczyków użyła cicmańskich ornamentów na swoich strojach, na Olimpiadzie w Londynie w 2012 r. (no i potem również w Rio).
Co zobaczysz w Cicmanach?
Generalnie cała wieś warta jest obejrzenia – każda odnoga ulicy, każdy zaułek i podwórko. Wśród ponad 130 malowanych domów wyróżnia się jeden – pod numere 137 znajduje się okazały dwupiętrowy Dwór Radena. Dom został odbudowany po pożarze i prezentuje się naprawde okazale. Wewnątrz znajduje się muzeum prezentujące dawne życie we wsi, obyczaje, przedmioty użytkowe, stroje regionalne.


Zaraz po sąsiedzku znajdziesz Drevenicę należącą onegdaj do Ondreja Gregora – niegdyś ważnej persony w tej miejscowości. Do roku 1980 zamieszkiwała w tym domu wdowa po Ondreju, pani Anna Gregorova. Dziś można jedynie zaglądnąć przez okna do środka domu i zauważyć, że również tam zgromadzono niezłą kolekcję rzemiosła artystycznego.
Oprócz muzeum, we wsi znajduje się również informacja turystyczna. W kilku domostwach można też kupić drobne pamiątki, ziołowe przetwory czy miód. Jest też restauracja serwująca lokalne specjały. Pierogi z bryndzą polane tłuszczem ze skwarkami bardzo, ale to bardzo polecam.

Obecne problemy wsi Cicmany
Okazuje się, że nie potrzeba pożarów, by wieś znowu zaczęła popadać w kłopoty. Gdy ruch turystyczny jest duży, a stałych mieszkanców płacących podatki jet niewspółmiernie mało, budżet miejscowości nie może się spiąć. Koszty utrzymywania wsi (prowadzenia informacji turystycznej, organizacji toalet, wywozu odpadów, utrzymywania dróg w dobrej kondycji, koszenie trawników, odśnieżanie, a do tego finansowe wspieranie mieszkańców, aby chcieli odmalowywać i dekorować swoje domy) są znacznie większe niż przychody z podatków miejscowych obywateli. Dlatego władze okręgu Żylińskiego, pod który podlegają Cicmany, wciąż zabiegają o zdobywanie środków na dofinansowywanie wsi. Namawiają również turystów, aby otwierali swoje portfele i kupowali we wsi rękodzieło oraz kosztowali miejscowych przysmaków. Warto to mieć na uwadze, gdy jesteśmy w takich miejscach.

I to koniec wycieczki. Jeśli dotarłaś aż tu, brdoz Ci dziękuję. Na „do widzenia” zapraszam Cię jeszcze na rundkę po sklepie, gdzie jest ostatnio sporo nowości.
