Stawy Milickie – część na zachód od Milicza

Niedawno zabierałam Cię na spacer po Miliczu, a stamtąd już tylko krok do rezerwatu przyrody, gdzie niewiadomo, czy patrzeć bardziej na wodę, czy niebo. Bo w wodzie bogactwo ryb, a w powietrzu niezwykła obfitość ptaków. Jako łącznik pomiędzy niebem a wodą szuwary i piękne lasy, czasem domki z czerwonej cegły lub drewniane. Takie są właśnie Stawy Milickie.

Stawy Milickie - rezerwat przyrody

Zawsze mam dylemat, czy w Miliczu wybrać skręt w prawo, gdzie liczba stawów i ich zagęszczenie jest jednak większa, czy skręcić w lewo i oprócz stawów załapać się tez na rybkę w moim ulubionym miejscu i zobaczyć dwa ciekawe miejsca, które widziałam już wprawdzie x-razy, ale zawsze lubię ta wracać, gdy zdarzy się taka okazja.

Dziś wygrywa druga opcja…

Stawy Milickie na zachód od Milicza

Przystanek 1: Sułów

Sułów to mała wioska, niegdyś miasteczko, z ryneczkiem i czterema odchodzącymi od niego uliczkami. Tu robię pierwszy postój, uzupełniam napoje w maleńkim sklepiku i kieruję się w stronę drewnianego kościółka, budowanego w tej samej technologii, co kościół św. Andrzej Boboli w Miliczu – czyli konstrukcji szkieletowej. Ten jednak jest maleńki, o podstawie ośmiokąta. Stoi na niewysokim pagórku, w otoczeniu starych 400-letnich dębów (pomników przyrody). Obok wybudowano dzwonnicę – jako osobny budynek, czyli tak jak w świdnickim Kościele Pokoju. Nie mam tu jednak szczęścia i nie udaje mi się zobaczyć wnętrza budowli. No cóż, jadę dalej…

Przystanek 2: Ruda Sułowska

To tu mam zamiar zjeść rybkę. „Gospoda 8 ryb” to to miejsce, gdzie zwykle zamawiam sobie pyszne rybne danie. Restauracja serwuje wszystkie ryby, jakie są hodowane w w stawach: karpia, jesiotra, suma, szczupaka i wiele innych. Ale i tu mi szczęście nie dopisuje. Do Rudy Sułowkiej przybywam ok. godziny 15, czyli w szczycie pory obiadowej. W dodatku w niedzielę. No, nie należy jechać do popularnych miejsc w niedzielę. Już nieraz bolesnie się o tym przekonałam, ale tym razem liczyłam na cud. Kolejka ludzi była jednak tak długa i tak wolno przesuwająca się, że przewidywany czas oczekiwania na danie – według kelnera – powinien zabrać dwie godziny. To zdecydowanie zbyt długo, bo szkoda dnia, aby go marnować na stanie w kolejce. Wycofuję się więc na ulicę i kupuję pajdę chleba od koła gospodyń wiejskich, które stanowią fajne rozwiązanie dla ludzi, którym spieszno – jak mi. Chwilę się zastanawiam, bo nie wiem, czy bardziej chciałabym pajdę z chorizo i ogórem, czy z góralskim serem i pomidorem. Pani widzi moje wahanie i proponuje: „Przygotuję pani po pół kroki z obu rodzajów.” Alleluja! Dylemat rozwiązany. Jak ja lubię taką elastyczność. Płacę rachunek (38 zł) i idę na groblę pomiędzy stawami, zjeść com kupiła, wypić com przywiozła i postudiować mapę.

Gospoda 8 ryb Ruda Sułowska - Stawy Milickie

Stawy milickie - Ruda Sułowska - gdzie zjeść

Ruda Sułowska - Stawy milickie - gdzie zjeść

Ta grobla całkiem fajna jest. Panuje tu spokój, bo chłopaki tuż obok zasadzaja się z wędką na rybki, które można tu samodzielnie odławiać. I co kilka minut któremuś udaje się na podbieraku wyciągnąć całkiem spore okazy. Cieszą się przy tym jak dzieci. A tych ryb musi być tu naprawdę sporo; raz poraz widzę, jak wyskakują ponad wodę. Spędzam tu dobre pół godziny. W międzyczasie widzę grupki osób udające się z przewodnikiem wgłąb stawów. Zaciekawiło mnie to i przy barze pytam o to kelnera. Tak więc można się tu wybrać na Fotosafari, czyli na krótką wycieczkę mającą na celu oglądanie i fotografowanie ptaków i przyrody. Ale głównie jednak chyba ptaków, choć osobiście wybierałabym się na takie safarii wczesną wiosną lub późną jesienią, gdy w wodzie brodzą żurawie, którymi na folderach reklamuje się cały region.

Stawy Milickie - Ruda Sułowska - teren łowisk

Przystanek 3: Rezerwat przyrody Olszyny Niezgodzkie

Usystematyzujmy: jestem właśnie w Rezerwacie Doliny Baryczy, w którym wyodrębniono kilka rezerwatów. Jednym z nich są Stawy Milickie. Innym Olszyny Niezgodzkie, do który właśnie jadę. Dotyczas myślałam, że odwiedzając te bagniska, wciąż jestem na terenie Stawów, ale nie. Myliłam się… Lepiej wiedzę wyprostować późno, niż wcale.

Tak więc Olszyny Niezgodzkie… Nie wiem, co w sobie mają, ale jestem tu już czwarty, może nawet piąty raz i wciąż, gdy już przybędę, nie potrafię stąd odejść. Krajobraz trochę jak z opowieści Tolkiena – woda stojąca, ale bez tego charakterystycznego słodkawego, niezbyt przyjemnego zapachu, jaki czasem towarzyszy takim zbiornikom, zarośnięta glonami i rzęsą Dojeżdżam tutaj piękną, naprawdę imponującą dębową aleją. I gdy tylko aleja się kończy, zaczynają się te olchy, z korzeniami zatopionymi w wodzie, w otoczkach z niewiarygodnie zielonych traw.

Stawy Milickie - Olszyny Niezgodzkie

Olszyny Niezgodzkie - Stawy Milickie

Rezerwat jest znacznie większy niż to, co mnie ciekawi najbardziej. Większość lasu o tej porze roku nie jest pod wodą. Teren dookoła bagien poddtapiany jest okresowo, głównie od późnej jesieni, ale wtedy z kolei kolory nie są tak ujmujące. Wiem, sprawdziłam.

Ten las został tu nasadzony w okresie, gdy zakładano stawy, czyli kilka wieków temu, a woda zalewowa pochodzi z rzeczki Starej Baryczy (zwanej też Ługą), która znacznie przybiera, gdy odwadniane są stawy, aby wybrać ryby. I w sumie po kilkuset latach wytworzyła się tu taka biocenoza, która typowa jest właśnie dla takich bagien. Warto, abyś tu przyjechała dla tych kolorów i tej absolutnie dojmującej ciszy. Ja jestem absolutnie oczarowana tym miejscem. Nie wchodzi się niestety wgłąb tego bagniska – trochę szkoda, że nie ma tu żadnej kładki. Rezerwat obserwuje się tylko z asfaltowej drogi i nie jest może ogromny, ale i tak… no co ja będę dłużej się rozwodzić. Sama zobaczysz, gdy tu przyjedziesz.

Tuż obok, na prawo od ulicy, jest ścieżka w bok prowadząca do lasu i decyduję się na krótki spacer w tym kierunku. Sprawdzam, czy w lesie są już grzyby (niestety tu nie znalazłam), za to natknęłam się na spróchniałe drzewo, na którym wisiała tabliczka z informacją, że jeśli wykażę się dużą dozą cierpliwości, mogę się tu zaczaić na żuki giganty. Jelonek rogacz– bo o nim wspominam, jest największym polskim chrząszczem i bytuje w tych rozpadających się na wióry starych martwych dębach. 10 minut wpatrywania się w dziury w drewnie nie dało jednak rezultatów. Znalazłam jedynie martwego jelonka, mocno nadjedzonego przez mrówki. Nieapetycznie wyglądał, więc fotki nie będzie. Za to długość tego truchełka – chyba z 7 cm – przyprawia o dreszcz.

Kawałek dalej natrafiam na malownicze rozlewiska Starej Baryczy. Robię parę fotek, wymieniam uprzejmości z panem wędkarzem, który od rana jest tu na rybach, i decyduję się zawracać. Grzybów tak czy siak nie ma, a i ścieżka się urywa. Nie mam ochoty przedzierać się przez krzaczory. Drugi raz ijam pana wędkarza, który proponuje swoją drugą wędkę. Miłe…

Stara Barycz - Stawy Milickie

Przystanek 4: Jaz Niezgoda

Wioseczka Niezgoda (od której nazwę zaczerpnął rezerwat, o który wspominałam chwilę temu) ma do zaoferowania więcej atrakcji. Jednak do kolejnej trzeba odjechać od olszyn ładnych parę kilometrów. Aby tam dotrzeć, zostawiam auro na parkingu przy trasie 439 (Niezgoda – Sułów), w miejscu, gdzie widzę drogowskaz drogi rowerowej R9 (międzynarodowej trasy dla cyklistów biegnącej również przez Świdnicę – tak tylko na marginesie wspominam). Dalej idę piechotą może z kilometr, utwardzoną drogą wgłąb lasu.

Obiekt, do którego zmierzam, to drewniana śluza na Baryczy. Wybudowano ją tu w XVI w. i potem kilkukrotnie odernizowano (ostatnio w 2015r.). Na mapie znajdziesz ją jako „Jaz Niezgoda” lub „Tama Göringa„. Jest to jedyna tego typu budowla na tej rzece.

Cała okolica w tym miejscu wygląda bosko, bo rzeka przed śluzą rozlewa się w malownicze bajoro, a zapora spiętrza wodę o 3,5 metra (2,16 m w stałej zabudowie i 1,3 m w ruchomej). Jest więc i szum spadającej wody, i rozbryzgi, i tęcza w kropelkach wody, gdy stanie się w odpowiednim miejscu.

Jaz jest jednocześnie kładką pieszo-rowerową i jest dość uczęszczana. Podczas godzinnego odpoczynku spotykam kilka rodzin i grupek rowerzystów.

Jaz Niezgoda - Tama  Göringa - Stawy milickie

Tama Göringa - Jaz Niezgoda  - Stawy Milickie

Nazwę Göringa tama dostała rzeczywiście w spadku po marszałku Göringu, który w czasach III Rzeszy przyjeżdżał w okoliczne lasy na polowania, choć nad samą tamą zdaje się nie był. W okolicy, niedaleko za jazem można natknąć się na wykopy z czasów II wojny światowej, wykonywane przez więźniów obozu Gross Rosen. Ja jednak odpuszczam sobie wojenne klimaty i kręcę się chwilę po kładkach, których jest tu kilka. Poniżej głównej przeprawy znajduje się pomost służący do wsiadania na kajaki. Zaczyna się tu jeden ze szlaków kajakowych Doliny Baryczy. Trzeba nim jednak płynąć pod prąd rzeki. W drugą stronę od jazu poziom wody jest tak niski, że niemożliwe jest tu kajakowanie, choć jak znam życie, pewnie są tacy, co daliby radę.

W każdym razie pomost, ponieważ jest w całkowitym cieniu, daje miłe wytchnienie w ten upalny dzień. Leżę sobie na nim, wpatruję się w parasol z liści i wcinam ostatnie kawałki rabarbarowego ciacha, które upiekłam specjalnie na ten spacer. I jest błogo i bosko. To byłaby świetna miejscówka na dłuższy piknik, gdybym tylko była lepiej przygotowana.

Widok z poostu - Jaz Niezgoda - Stawy Milickie

Tama Goringa - Jaz Niezgoda - Stawy Milickie

Jaz Niezgoda - Taa Goringa - Stawy Milickie

Staw Niezgoda - tama Goringa  - Stawy Milickie

Zmęczona? Bo ja trochę. Na tamie skończyłam swój milicki spacer. Zahaczyłam jeszcze tuż przed wieczorem o Żmigród, ale tam jest tyle wątków do obejrzenia, że trzeba wrócić do tego miasteczka na cały dzień. Co pewnie niedługo uczynię.

Za to zapraszam Cię dziś do sklepu, abyś pooglądała sobie moje kolorowe torby, które bardzo spodobały się moim klientkom. Na spacer do lasu się pewnie nie nadają, ale już na przechadzki po parkach, mieścinkach i plażach jak najbardziej:

Może Ci się spodoba również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *