Jeśli tak jak ja, zastanawiałaś się kiedykolwiek, czy samodzielna nauka języka obcego w domu ma sens oraz jak ją wdrożyć, to ten artykuł być może jest dla Ciebie.
Używając terminu „nauka samodzielna” mam na myśli pracę, którą wykonasz głównie Ty sama. Mam na myśli również moje osobiście wypracowane albo podpatrzone u kogoś i przeze mnie przetestowane pomysły, które sprawią, że Twoja nauka będzie efektywna, przyjemna i skuteczna. Idee, które sprawią, że nabierzesz mocy, zaczniesz używać języka, polubisz go, odważysz się wyjść do ludzi i zacząć gadać, a przynajmniej nie uciekniesz w popłochu, gdy to ktoś pierwszy odezwie się do Ciebie.
Pokażę Ci metody, które zastosowałam, a które sprawiły, że moja nauka stała się relaksująca, które mnie rajcowały i sprawiały, że chciałam więcej. A przede wszystkim takie, które dały mi poczucie, że szybko posuwam się do przodu.
Byłabym hipokrytką, gdyby twierdziła, że mój proces był tylko i wyłącznie moją zasługą, i że nigdy nie korzystałam z pomocy innych osób. W naszych sukcesach nigdy nie jesteśmy sami. I tak w mojej nauce pojawiła się na pewnym etapie nauczycielka, która była dla mnie prawdziwym oparciem. Była w zasadzie nawet bardziej przewodniczką niż nauczycielką. Ale zostawmy to na razie… O nauczycielce i o tym, co dzięki niej osiągnęłam, będzie tu osobny rozdział.
Codziennie trzy nowe słowa
W poprzednim wpisie napisałam Ci o moich porannych 10 minutach. Tyle czasu to zbyt mało, aby osiągnąć spektakularny rezultat, gdyby jedynie w tych minutach zamknąć całą swoją pracę. Wiedziałam to doskonale. Dlatego moje minuty poświęcałam na wyszukanie, a następnie zanotowanie sobie dwóch-trzech wyrazów, które miałam zamiar opanować każdego dnia. Następnie wyszukiwałam dwie-trzy gotowe frazy, powiedzenia, krótkie zdania.
Wyrazy dobierałam sobie dość impulsywnie, intuicyjnie, bez dłuższego zastanawiania. Kierowałam się uczuciami i nastrojami konkretnego dnia. Jednego razu były to słowa związane z pogodą, innym razem z jedzeniem. Wypisywałam nazwy ubrań, kolorów, przedmiotów codziennego użytku, środków lokomocji. Wyrazy nie były szczególnie wyszukane. Wiadome o nich było to, że używam ich często w swoim codziennym życiu lub w pracy. Czasem wiązały się luźno z moim hobby. Początkowo były to głównie rzeczowniki. Z czasem dołączyły przymiotniki i przysłówki, czasowniki itd.
Fajnym pomysłem okazało się dla mnie szukanie pokrewieństw lub przeciwieństw: drogo-tanio, długi-krótki, początek-koniec, pusty-pełny, ciocia-wujek, etc.
Codziennie trzy nowe frazy
Gotowe frazy również zapisywałam na kartce notatnika. Gotowe, znaczy takie, które, gdy się ich wyuczyłam, wykorzystywałam je potem automatycznie, bez nadmiernego zastanawiania się, z czego się składają i jaką konstrukcję w sobie zawierają. W sposób zupełnie naturalny, jakby były mi przyrodzone…
Przykłady fraz:
„mniej więcej”,
„nie mam dzisiaj czasu”,
„fajnie było cię spotkać”,
„pogadamy innym razem”,
„też tak uważam”,
„fajnie wyglądasz”,
„lubię lody truskawkowe”,
„jutro po pracy”,
„zaraz się tym zajmę”,.
„dobra robota”,
I tak dalej…

Frazy znajdziesz w słowniku, w przykładach użycia danego słowa. Ja znajdywałam swoje również w piosenkach i reklamach. Niekiedy na opakowaniach kosmetyków. Czasem też otwierałam tłumacza google i wpisywałam jakąś frazę po polsku i przepisywałam do notatnika angielskie tłumaczenie. Lektor przypisany do słownika google pomagał mi też poznać właściwą wymowę słów lub fraz.

Nauka języka obcego według zasady „mniej znaczy więcej”
Czy trzy słowa i trzy frazy dziennie to dużo, czy mało? I czy 10 minut wystarczy na ich opanowanie?
Wypadałoby odpowiedzieć językiem prawnika: „to zależy”. Czasem słowa zapadają w pamięć bardzo szybko. Dobrze się z czymś skojarzą lub są po prostu łatwe. Inne jednak trzeba powtarzać wielokrotnie i w wielu kontekstach, zanim nabierze się pewności, że to już.
Zauważyłam u siebie pewną prawidłowość, że nowe słowa mają u mnie trzy życia: życie powierzchowne, gdy po paru powtórzeniach wydaje mi się, że je już pamiętam bardzo dobrze. Gdy jednak w ciągu dnia próbuję je przywołać, okazuje się, że poszły sobie w siną dal. Sięgam wówczas ponownie do porannych notatek i powtarzam kolejny raz (lub kilka razy). Wtedy słowo przechodzi w etap biernego zapamiętania. Wiem już, że gdybym je usłyszała z cudzych ust, będę wiedziała, co ono oznacza. Jednak to wciąż jeszcze nie jest pełnia życia dla tego słowa. Jego pełnię rozwijam wówczas, gdy potrafię je sama przywołać z pamięci od tak, w dowolnym momencie, na żądanie – gdy następnego dnia potrafię go użyć w zdaniu, bez zbytniego grzebania w zasobach mózgu i wysiłku z tym związanego. Słowo po prostu spływa ze mnie. Dopiero wtedy wiem, że dojrzało w mojej głowie i już w niej pozostanie.
Mniej więcej dlatego narzuciłam sobie reżim nie uczenia się zbyt dużo jednego dnia. Wolałam wykonać mniejsze kroki, takie prawie że edukacyjne tiptopki, ale za to robić je systematycznie i z dużą skutecznością.
Logiczne ciągi słów i fraz
Stosując tę metodę dzień po dniu, zauważysz tę prawidłowość, że w zaczynasz wyszukiwać sobie słowa nawiązujące do tych poprzednio poznanych. Będziesz chciała je znać, aby móc konstruować pierwsze zdania. Twój umysł zacznie sam podpowiadać Ci konteksty, w których będziesz mogła używać poznane słowa. Gdy więc nauczysz się słowa „dom”, najpewniej kolejne, jakie wynotujesz, będzie słowo „wracać”, aby móc to wszystko złożyć w zdanie „wracam do domu”. Poszukasz też słów „rodzinny”, „ładny”, „przytulny”, „wygodny” itd. Tym sposobem, nim się spostrzeżesz, będziesz w stanie budować i modyfikować zdania, oraz zadawać pytania.
Odręczne pisanie
Są jeszcze dwa szczegóły, o których muszę tu napomknąć. Pierwsza jest o magicznej mocy odręcznych notatek. Ważne jest, abyś sama, własną ręką pisała słowa i frazy. „Thinking on paper” czyli „myślenie na papierze” przynosi sukcesy nie tylko w zakresie uczenia się. Odręczne zapisywanie sprawia, że szybciej wszystko zapamiętasz, że łatwiej Ci się to wszystko ułoży w głowie i że znajdziesz powiązania, skojarzenia czy konteksty. I to bez względu na to, czy jesteś wzrokowcem, słuchowcem czy innym „-owcem”. Wszyscy profesorzy ze wszystkich uniwersytetów świata są co do tego zgodni. Oczywiście, że są nowoczesne technologie, dyktafony, mobilne systemy etc., jednak przewaga pisania nad innymi metodami rzeźbienia z mózgu jest porażająca. Gdy zapisuję swoje notatki, staram się, aby były ładne, kolorowe i przejrzyste. Aby przyjemnie mi się na nie patrzyło i aby miały w sobie dużo „powietrza” tzn. sporo wolnych przestrzeni, bo gdy wracam po jakimś czasie do tych notatek, mam gdzie nanosić uwagi. Używam do tego zadania lekko piszących długopisów lub piór, oraz świetnej jakości zeszytów.
Druga rzecz, to głośne czytanie i powtarzanie. Jeśli usłyszysz słowo wypowiedziane na głos, a następnie również głośno je powtórzysz, zapamiętasz jego „melodię”, oswoisz jego brzmienie w swojej głowie. Nawet najdziwniejsze słowo przestanie być dziwne, gdy je kilka razy wypowiesz. To sprawi też, że obce słowo stanie się bardziej znajome i w przyszłości będziesz bardziej odważnie po nie sięgać. Mów więc od siebie na głos, zadawaj sobie głośno pytania i na nie odpowiadaj. Nawet gdyby miał to być z pozoru bezsensowny i bezcelowy dialog w stylu:

Enjoy!
A jeśli jesteś tu po raz pierwszy i zainteresował Cię ten artykuł, sięgnij jeszcze tu:
