Aplikacje do nauki angielskiego – mój ranking

Gdy tylko udało mi się wkręcić w naukę na tyle, że poranne minuty nie stanowiły już problemu i zaczęłam wymagać od siebie czegoś więcej, zainteresowałam się tym, które aplikacje do nauki angielskiego mogą mnie choć trochę wspomóc.

Pierwszą z nich było DUOLINGO

O Duolingo powiedział mi syn, który w tym czasie wypróbowywał tę samą apkę do nauki hebrajskiego. Odpaliłam system jeszcze tego samego dnia na moim komputerze. Przy pomocy Duolingo można uczyć się angielskiego (bazując na języku polskim jako naszym języku ojczystym) lub kilku innych języków (jeśli jako swój główny język przyjmiesz język angielski, wtedy jednak musisz ten angielski znać naprawdę biegle).

Aplikacja pojawiła się w moim życiu w odpowiednim momencie. Prawdę mówiąc dokładnie wtedy, gdy moja własna metoda „3 słowa i 3 frazy” zaczęła utrwalać mnie w moich własnych schematach i przestała być dla mnie odkrywcza.

Aplikacja z początku bardzo przypadła mi do gustu z kilku prostych powodów:

Ma przyjemny dla oka, przejrzysty interfejs

Plansze w Duolingo wyglądają jak kolorowanki, albo planszówka dla przedszkolaków. Wszystko jest przejrzyste i zawiera dużo powietrza, co tak bardzo lubię, gdy poznaję jakieś nowe rewiry wiedzy. Wchodziłam na stronę i poznawałam tylko wycinek wiedzy, którą właśnie się zajmowałam. Nie było przeładowania treścią ani ciężkostrawnych długich tekstów. Ilustracje, choć nieco infantylne, były dla mnie łatwe do odczytania. Jak dla mnie, wizualna super-ekstra-rewelacja na początek nauki.

Ekran startowy aplikacji Duolingo

Zawiera elementy gry

Ja generalnie jestem typem gracza. Lubię zgadywać, zdobywać etapy, punktować, rozwiązywać zagadki i quizy, ścigać się. Przyznawane punkty i medale bardzo mnie mobilizowały. Dyscyplinujący był dla mnie też pasek pokazujący postęp rozwiązywanego zadania. Zadanie zwykle składało się z dziesięciu podzadań. System nie puścił dalej i nie zaliczył zadania, dopóki wszystkie podzadania nie zostały uzupełnione poprawnie.

Wiedza w małych porcjach

Duolingo jest świetną propozycją dla zabieganych lub dla tych, którzy tak jak ja uważają, że małe porcje są ekstra skuteczne. Zadania są krótkie i czasem ich nauka i rozwiązanie zajmują nie więcej niż 3-5 minut.

System powtórek

System ułożony jest fajnie, jeśli chodzi o powtórki. Zadania pogrupowane są w działy. W obrębie działu pewne słowa zmuszona byłam powtarzać wielokrotnie. Jeżeli założyłam sobie żółwie (czyli w tym wypadku raczej wskazane) tempo rozwiązywania zadań, wtedy okazywało się, że ledwo wyuczone słowa wracały do mnie również w następnych dniach. Dla mnie to skuteczny sposób na utrwalanie słownictwa. Powtórki po paru dniach, a nie tylko tego samego dnia, mają sens.

No i na tym niestety zestaw zalet w odniesieniu do Duolingo się kończył. Bo było tam również parę rzeczy, które mnie denerwowały, a mianowicie:

Pozbawione sensu wyrażenia

Nie wiem, czy tworzy je jakiś automat, czy niewprawni nauczyciele, wolontariusze, czy ktokolwiek, którzy robią to dla jaj, irytowało mnie niezmiernie, że muszę układać lub obrabiać zdania w stylu: „Mój telewizor nie lubi, gdy mu śpiewam.” Albo: „Naprawdę nie wiem, gdzie są skarpetki mojego hipopotama.” To wnerwiające. A gdy dodatkowo przydarzyło się, że w tym bezsensownym zdaniu zrobiłam jakikolwiek błąd, musiałam go potem powtarzać, aż zdanie napisałam poprawnie. To już naprawdę potrafiło mnie nieźle wk…ić.

Lektor z puszki

Tak jak wkurza mnie „śmiech z puszki” puszczany w tle niektórych sitkomów, najpewniej po to, abym wiedziała, kiedy coś jest śmieszne i kiedy według twórców filmu powinnam się zaśmiać, tak samo irytuje mnie dźwięk sztucznego lektora, który jest podkładany pod zdania. Nie lubię, naprawdę nienawidzę. Pomijając już to, że znany mi osobiście doskonały znawca języka angielskiego, boki zrywa, gdy słyszy wymowę niektórych zdań. Wprowadzanie ucznia w błąd, zwłaszcza na początku nauki jest nie fair.

Nikła obecność gramatyki

Generalnie jestem osobą, która uważa, że przeładowanie naszych systemów szkolnych gramatyką szkodzi i przeszkadza. No zawstydza oraz zniechęca do rozmawiania. Nauczyciele języków mogą się ze mną nie zgadzać. Wolno im. To wciąż jeszcze wolny kraj – przynajmniej w tym zakresie.

Duolingo pomija tę gramatykę jednak zupełnie. Co prawda można poczytać sobie pewne skróty, zajawki i schematy, gdy tematy gramatyczne (np. nowe czasy gramatyczne, albo strona bierna) mają swoja premierę w ćwiczeniach, ale mają one postać diagramów typowych dla książek z głębokiej komuny, gdy wiadomo jakie było podejście do nauki języków. Kto chodził w tym czasie do szkoły, zapewne pamięta. Brrrr… Tak więc z moim mniemaniu skuteczność tak podanej lekcji gramatyki jest zerowa.

Jeśli więc pominiesz sobie diagramy lub nie odnajdziesz powiązań pomiędzy teorią a praktyką, które – umówmy się – nie są tu w żaden sposób wyjaśnione, to nie pokonasz, nie utrwalisz i nie będziesz wiedzieć, jak tych nowych struktur i odmian używać. Według mnie to duże zaniedbanie i rozpuszczanie mojego zapału do nauki do roztworu dworcowej herbatki.

Podsumowując:

korzystałam z Duolingo przez parę ładnych miesięcy, równolegle z innymi moimi metodami. Nauczyłam się sporo słówek. Jednak nie mam poczucia, że aplikacja nauczyła mnie budować zdania, rozumieć ze słuchu albo wchodzić w konwersacje. Ogólnie uważam ją trochę za stratę czasu. Choć dla niektórych osób może się okazać ofertą na zasadzie: „lepsze takie coś niż nic.”

Drugie było BUSUU

Busuu jest chyba mniej popularna od Duolingo, jednak według mnie bije tę pierwszą na głowę. Poznałam ją dużo później i trochę żałuję straconego czasu przy tej pierwszej, a także tego, że zapoznając się bliżej z Busuu musiałam znowu zaczynać wszystko od początku.

Aplikacje do nauki angielskiego - Busuu

Ale aby już nie rozbijać opisu tej aplikacji na tak szczegółowe podpunkty, jak poprzedniej, podsumuję od razu:

Zalety BUSUU:

  1. Busuu również wprowadza elementy gier i zabaw, co urozmaica proces i mobilizuje do nauki.
  2. Ma przejrzysty układ plansz, które nie zakłócają nauki i nie odciągają uwagi od tego, co w danym momencie jest najistotniejsze.
  3. Nadaje się do nauki w małych porcjach – jest więc dobra dla przemęczonych, zabieganych i dla szybko zniechęcających się.
  4. Zdania wypowiadane są przez nativ speakerów. Osłuchasz się więc z żywym językiem. Lektora słyszysz i jednocześnie widzisz na krótkim filmiku. Według mnie to idealny sposób na równoczesną pracę kilku zmysłów, które też pracują razem w rzeczywistych sytuacjach życiowych.
  5. Pomocne krótkie wskazówki przy wprowadzaniu nowego zagadnienia lub czegoś ciekawego, godnego szczególnego podkreślenia.

Wady BUSSU:

  1. Dostępna jest wersja bezpłatna, jednak w niej musisz zaczynać uczyć się od samiutkich podstaw. Jeśli chcesz wskoczyć na wyższy poziom, bo już coś umiesz i nie chce Ci się bawić w naukę nazw kolorów lub dni tygodnia), albo masz zamiar pominąć jakieś lekcje, system będzie namawiał Cię na wykupienie wersji premium.
  2. Stała obecność reklam w wersji podstawowej.
  3. W wersji podstawowej niemożliwa jest nauka w tempie większym niż trzy zadania dziennie. Jeśli masz większe ambicje, nie zaspokoisz ich z tym systemem.

Podsumowując:

Jeśli w nauce angielskiego stawiasz właśnie pierwsze kroki, będzie zupełnie spoko. Jeśli chcesz wiedzę jedynie uzupełniać, ale główną część wiedzy zdobywać gdzie indziej, również wystarczy. W innych przypadkach musisz się skusić na bycie w wersji Premium.

No i wreszcie nadszedł czas na absolutny sztos w moim osobistym rankingu. Na portal, od którego powinnam zacząć i na którym mogłabym skończyć, czyli na:

NEWS IN LEVELS

To już propozycja dla tych, którzy co nieco potrafią. Zaczęłam używać tej strony gdzieś w około 10 miesiącu nauki. Opanowałam wcześniej już jako taki zasób słownictwa, ale ponieważ wciąż jeszcze nie zakupiłam żadnego podręcznika, News in levels świetnie uzupełniło tę lukę.

Aplikacje do nauki angielskiego - News in levels

Jest to portal, który publikuje króciutkie, bo zaledwie parozdaniowe teksty dotyczące różnych dziedzin życia, od rozrywki i wszelkiej maści ciekawostek zaczynając, na polityce i gospodarce kończąc.

Cała paleta bezapelacyjnych zalet:

  1. Nadaje się do nauki w krótkich porcjach.
  2. Świetne dla trenowania rozumienia podczas czytania i rozumienia ze słuchu. Teksty czytane są przez lektora, który jest żywą osobą, a nie gadającym automatem.
  3. Ze względu na różnorodność tematów, portal nigdy Ci się nie znudzi.
  4. Każdy tekst opracowany jest dla trzech różnych poziomów wtajemniczenia. Sama regulujesz, który poziom artykułu jest dla Ciebie odpowiedni.
  5. Przy każdym temacie wciskając Level 3 masz okazję obejrzeć krótki film, który stanowił podstawę do napisanych tekstów. W większości przypadków te filmy są bardzo, ale to bardzo interesujące. Zwykle od nich właśnie zaczynałam pracę nad tekstem.
  6. Dodatkowym, i jak dla mnie dużym walorem jest to, że trudne słowa z tekstu wyjaśniane są za pomocą innych, prostszych, ale jednak wciąż angielskich słów. To bardzo wzbogacające.
  7. Możesz zmierzyć swój poziom językowy. Pomaga w tym prosty kalkulator, który daje tylko jako-takie pojęcie na temat nie tyle ogólnej znajomości języka, co ilości słów, które znasz – przynajmniej ze słyszenia. Taki kalkulator ma sens jedynie wtedy, gdy jesteś ze sobą absolutnie szczera i zaznaczasz rzeczywiście tylko te słowa, co do których jesteś pewna znaczenia. No i gdy robisz go stosunkowo rzadko, np. co parę miesięcy systematycznej pracy. Wtedy rzeczywiście jesteś w stanie dojrzeć progres, który najpewniej zadziała na ciebie tak samo mobilizująco, jak na mnie.

Wada, którą oczywiście można by pominąć:

w zasadzie widzę tylko jedną, a mianowicie lektor czytający teksty zmieniany jest zbyt rzadko. Fajnie byłoby jednak poznać wymowę języka z ust innych czytających. Odkąd pracuję z tą stroną, czyli od jakichś trzech lat, lektor zmienił się dopiero trzeci, albo czwarty raz.

Podsumowując:

gdybyś znalazła czas tylko na jedną z tych aplikacji, poleciłabym stanowczo tę ostatnią. To mój absolutny faworyt i mam poczucie, że to dzięki niemu zyskałam najwięcej. Dużo rozumiem, nauka jest interesująca, a przy okazji udaje mi się liznąć tematy, do których przy moim zabieganiu z pewnością bym nie sięgnęła sama z siebie. aplikacja pomaga tez uczestniczyć w społeczności osób uczących się jak Ty czy ja. Jednak nie korzystałam z tej opcji, nie wiem, jak to działa i czy działa. Widzę jedynie, że taka propozycja jest do dyspozycji. Dla rozwijania swoich umiejętności rozmawiania po angielsku skorzystałam z innej opcji, ale o tym w innym, osobnym rozdziale.

Czy warto inwestować w płatne aplikacje do nauki angielskiego?

Oprócz tych wymienionych przeze mnie, znajdziesz jeszcze wiele innych bezpłatnych aplikacji. Przy takim ogromie bezpłatnych propozycji, zbywające grocisze wolałabym zainwestować raczej w prywatne lekcje z lektorem lub nauczyciele. Gramatykę i słownictwo, przy pewnej dozie motywacji i samozaparcia ogarniesz spokojnie sama z wersji podstawowych albo z filmików na Youtube, których są już w tej chwili tysiące. Są też tacy, którzy osłuchali się z językiem, używając do tego celu jedynie piosenek, albo seriali z Netflixa. Jednak nic, absolutnie nic nie zastąpi Ci żywego kontaktu z językiem, gdy to Ty musisz być aktywną stroną konwersacji. Czyli musisz być tez dawcą wypowiedzi, nie tylko biorcą.

Ufff… I to by było tyle ode mnie o aplikacjach. Napracowałyśmy się obydwie. Dla relaksu zapraszam Cię na spacer po Wrocławiu. Będzie mi też miło, jeśli podzielisz się uwagami, które z aplikacji są Ci znajome, albo które zamierzasz dopiero poznać. A może znasz inne, które mi polecisz. Zrób to, proszę, pod tym artykułem, albo na profilu FrouFrou na FB. Z góry dziękuję…

Może Ci się spodoba również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *