Mimochodem w Dahme Mark

Który to już raz okazuje się, że nieplanowane wycieczki są najlepsze? W Dahme Mark miało mnie nie być. Na ten dzień zaplanowałam zwiedzanie Luckau i to do niego właśnie się udawałam, ale że droga krajowa prowadziła przez Dahme i na tejże drodze objawił się taki budynek, to pomyślałam sobie, że być tu i nie przyjrzeć się temu zamkowi rodem z bajek Disnaya, to byłby wielki błąd.

Budynek ratusza wDahme Mark w Brandenburgii

No więc tak to było… Nie wiedząc o tym mieście nic a nic, zatrzymałam auto w cieniu wysokich kamienic i ruszyłam wzdłuż pierwszej uliczki, jaka się przytrafiła.

„Zameczek Disneya” okazał się być ratuszem z jednej strony i budynkiem poczty z drugiej. I jest naprawdę wielki, imponujący i pełen zachwycających detali. Został wybudowany w stylu neorenesansowym. W środku znajdują się pomieszczenia urzędnicze. Magistrat zawiaduje czterema miejscowościami o łącznej populacji ok. 9000 ludzi. To takie dwie Jaworzyny. Tak mało ludzi, a taki potężny urząd…

Jest też w środku infomacja turystyczna – niestety zamknięta w niedzielę 🙂 I wieża ratuszowa, z której, po pokonaniu 118 schodów, można podziwiać panoramę okolicy. Ale też nie w niedzielę. Co za kraj…

Podziwiam więc jedynie dwie dostępne z ulicy elewacje i idę dalej, bo gdzieś tam pokazują mi się barwne fachwerki. A ja bardzo lubię fachwerki.

Dahme Mark ratusz

Dahme Mark budynek ratusza

Fachwerk czyli mur pruski

Jeśli mnie nos i pamięć nie myli, fachwerk jest pojęciem szerszym niż mur pruski. Czyli że mur pruski jest tylko jednym z rodzajów fachwerków. Musze o to podpytać rodziców. Oni z racji wykonywanego zawodu bardziej się na tym znają.

Jeśli chodzi o Dahme Mark, tutaj konstrukcja kratowa wypełniana jest cegłą. A domów stawianych w tej technologii jest naprawdę sporo.

Dahme Mark budynki w konstrukcji fachwerku

Fachwrk w Dahme Mark

Największe nagromadzenie budynków mniej bądź bardziej okazałych znalazłam przy uliczce Schlossgasse. Schlossgasse to w tłumaczeniu na Polski Uliczka Zamkowa. A jak wiadomo Niemcy jak piszą tak robią, więc uliczka rzeczywiście prowadzi do zamku. Zanim jednak dojdę do najbardziej okazałej budowli w mieście, podziwiam jeszcze więcej fachwerku.

Fachwerk w Dahme Mark

Spośród wszystkich domów, które tu odnalazłam, najbardziej urzeka mnie jednak pewien narożny budynek. Wszystko w nim jest piękne: kolory, konstrukcja, stan zachowania detali, drzwi. Nawet rower oparty o furtę. Wszystko dosłownie…

Budynek muzeum w Dahme Mark

Dahme Mark muzeum

Dahme Mark uliczka

Dahme Mark furta przy muzeum

I to jest w zasadzie jedyny obiekt, który można zwiedzać tu w niedzielę, ale że oglądanie muzealnych ekspozycji zwykle pochłania godziny, nie decyduję się na to, bo przecież cały czas mam w myśli, że jestem jedynie w drodze do Luckau. W każdym razie nadmienię tylko o tym, czego dowiedziałam się z tablicy informacyjnej umieszczonej przy wejściu: muzeum zgromadziło pokaźną kolekcję strojów regionalnych, mebli historycznych i przedmiotów użytku domowego. Jest też część poświęcona najważniejszym obywatelom miasta i przemysłowi tytoniowemu, bo ten był dla Dahme Mark kiedyś bardzo ważny.

No i wreszcie zamek…

… a w zasadzie jego ruiny. Zamek stoi w centralnym punkcie rozległego placu obsadzonego lipami i platanami. Widać go już daleka. Tego dnia drzwi zamku są przede mną zamknięte, ale gdybym była tu do wieczora, pewnie udałoby mi się wejść do środka. Wewnątrz urządzono bowiem centrum kultury i letnią scenę teatralną. Organizuje się tam imprezy kulturalne, koncerty i pokazy spektakli.

Ruiny zabezpieczono w sposób, aby nie były niebezpieczne dla odwiedzających, a w środku wybudowano schody, podesty i platformy dla widowni. Tyle widzę przez wielkie okna. I żałuję, że nie mam okazji zobaczyć tego z bliska.

Dahme Mark zamek

Dahme Mark zamek

W bezpośrednim sąsiedztwie zamku jest jeszcze kościół, który zamknięty jest na głucho wczesnym niedzielnym popołudniem. Oglądam go jedynie z zewnątrz. I powoli wracam do auta, gdzie natykam się na słup poczty polsko-saskiej. Podobne słupy spotykałam już wcześniej na Dolnym Śląsku. Najwięcej chyba na zachód od Bolesławca i w Izerach. Słupy te są zazwyczaj bardzo bogato zdobione, okazałe i pięknie odrestaurowane. Poza tym, że są piękne, w przeszłości miały też (a w zasadzie przede wszystkim) funkcję bardzo praktyczną. Wskazywały odległości do innych ważniejszych miejsc wraz z czasem przejazdu pocztylionu.

Powstały na zlecenie Augusta Drugiego Mocnego, który był królem polskim i jednocześnie władcą Saksonii. Krążą liczne legendy na temat hulaszczego życia za czasów saskich i toczą się spekalucje, czy można było być jeszcze gorszym królem dla Polski niż August II. Więc może z managementem państwowym król sobie radził raczej średnio, ale pocztę rozruszał, czego dowodem są te słupy i mapy.

Słup pocztowy w Dahme Mark

Herby na słupie pocztowym w Dahme Mark

Na ciekawy artykuł o tych słupach natknęłam się tu (link poniżej), więc wskakuj, jeśli zachęca Cię ten temat:

Jeśli jednak nadal tu jesteś, zapraszam Cię do mojego sklepu, gdzie sklepową półkę uzupełniłam o wakacyjne torby, w sam raz na takie wędrówki.

Może Ci się spodoba również:

1 komentarz

  1. […] na które wpada się przypadkiem, jak na przykład Dahme Mark, ale są i takie, które są celem samym w sobie, […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *