Jest taka niepozorna wieś na Dolnym Śląsku, nieopodal Kątów Wrocławskich, do której ściąga coraz więcej pielgrzymów. Zwłaszcza w okolicach Wielkiego Piątku Sośnica przeżywa prawdziwe oblężenie. Ludzie przyjeżdżają autokarami lub indywidualnie, samochodami. Z nieodległych miejscowości przybywają też pielgrzymki piesze. A wszystko to za sprawą Świętych Schodów i ukrytych w nich relikwiach.

Kościół w Sośnicy
Pierwsza wzianka o tej świątyni pochodzi w 1244 r. Po tej bryle nie ma dziś śladu. Gotycką część, którą widzę obecnie, wybudowano w XIV w. Elementy wyposażenia – ołtarze, rzeźby i obrazy to już dzieła barokowych mistrzów. To co jednak najbardziej tu jest interesujące, to kaplica ze Świętymi Schodami.
Skąd się wu wzięły?

Święte Schody (Scala Santa)
W drugiej połowie XVIII w. w majątku kuzyna w niemieckim Schosnitz zamieszkuje po śmierci męża hrabina Józefina von Würtz und Burg. Kobieta od przeszło trzech dekad jest wdową i ma własnie 55 lat, gdy decyduje się na wyjazd z pielgrzymką do Rzymu. Sama pochodzi z rodu bardzo zasłużonego kościołowi. To jej dziadek był pomysłodawcą przekształcenia Wambierzyc w tzw. „śląską Jerozolimę” i sypnął też groszem na budowę nowego kościoła. (O Jerozolimie w Wambierzycach pisałam tu: KLIK). okazuje się, że wnuczka Józefina nie była gorsza ani pod względem pobożności, ani tym bardziej hojności.
Z początkiem 1775 r. udaje sie więc hrabina do Rzymu, gdzie w Bazylice św. Jana na Lateranie modli się i na klęczkach przebywa 28 stopni świętych schodów, po których stąpał Jezus, zanim został skazany na śmierć przez Poncjusza Piłata.
Decyzję o wybudowaniu repliki tych schodów Józefina podobno podjęła jeszcze będąc w Rzymie. Zakupiła też z myślą o tym projekcie sporo relikwii. Podobno zakupy obejmowały najcenniejsze z możliwych przedmioty: skrawek włókna z chusty św. Weroniki – tej którą Weronika otarła spoconą i zakrwawioną twarz Chrystysa podczas drogi krzyżowej, i na której odbił sie wizerunek chrystusowej twarzy. Drugą niewątpliwie cenną relikwią był kawalątek gwoździa, którym przybito Jezusa do krzyża. A także fragment kości prawej ręki św. Anny, babki Jezusa. Tych pamiątek po ludziach świętych było oczywiście więcej, ale nie wiem, czy gdzieś widnieje pełna ich lista. Miały one wszystkie znaleźć się w specjalnych kapsułach po obu stronach schodów.


Budowa kaplicy zaczęła się jeszcze w tym samym roku, a w 1776 r. była już skończona. Wszystko szło więc błyskawicznie. W budynku wzniesiono – jak w pierwowzorze – 28 osiem stopni z marmurową balustradą po obu stronach. Na suficie i ścianach wymalowano polichromie, a w powierzchni schodów tuż przy poręczach umieszczono w szklanych kapsułkach zakupione relikwie. Obok głównych schodów wybudowane schody dodatkowe, którymi wierni mogli zejść (te właściwe można było pokonywać tylko na kolanach. Tak jest zresztą do tej pory).
Na jednym z malowideł można zobaczyć św. Jadwigę – patronkę Śląska, której błogosławieństwa udziela Chrystus, odrywając na ten moment jedną rękę od krzyża. To Jadwiga Śląska jest patronką tej kaplicy.



Wielka sztuka w kościele
Na schodach cudowności w tym kościele sie jednak nie kończą. W nawie głównej znajduje się barokowy ołtarz, pięknie zdobiona ambona, ale przede wszystkim 14 obrazów przedstawiających 7 smutnych i 7 radosnym momentów z życia Maryi. Obrazy również zostały zamówione przez Józefinę, a namalował je znakomity śląski malarz Johann Heinrich Kynast wraz z synem. Jego obrazy można zobaczyć w katedrze we Wrocławiu, w klasztorze w Henrykowie, a katedrze w Legnicy, w kościele pocysterskim w Cieplicach. Kilka prac jest obecnie również w zbiorach muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Gdy pisałam o kaplicy świętych schodów, zapomniałam wspomnieć o niezwykle osobliwym tabernakulum w kształcie kuli ziemskiej, na którym stoi Jezus jako „mąż boleści”. Wnęka ołtarza ma symbolizować grób, stąd umieszczone w nim narzędzia Męki Pańskiej. Na straży zaś stoi anioł.

Nie sposób też poinąć licznych kamieni nagrobnych i tablic pamiątkowych – głównie renesansowych i barokowych. Tablice wmurowane są w ściany wewątrz kościoła i po zewnętrznej ich stronie. Ich bogaty zbiór naprawdę robi wrażenie.


Przed kościołem zaś stoi kaplica Zmartwychwstania Pańskiego – urokliwy barokowy budyneczek, któremu pobielono ściany i odremontowano dach. Jego wnętrze niestety jest niezagospodarowane i pełni fukcję magazynu szczotek i innych rupieci z remontu.

Majątek
Pałac w Sośnicy nie miał szczęscia do właścicieli i przechodził z rąk do rąk: albo przekazywany jako dziedzictwo, albo sprzedawany. W najważniejszym dla Sośnicy okresie – w którym to mieszkała tu również wspominana wcześniej Józefina, należał do Jana Franciszka von Roye. Oprócz pałacu, w dobrach majątku było prawie 450 ha pól, a na kolejne sto hektarów składały się las, drogi i podwórza, a także łąki. A zabudowaniach we wsi działał młyn wodny, cukrownia, cegielnia i stajnie dla zwierząt.
Od końca osiemnastego wieku majątek zaczął podupadać. I od tej pory nie znalazł się tak dobry gospodarz, który byłby w stanie to wszystko ogarnąc i tym zarządzać. Po kolei wyłączano funkcje niektórych budynków (np. cukrowni), przekształcając je w zwykłe budynki gospodarcze. Końcowego zniszczenia dokonał PGR, który tu działał po 1945 r.
W pałacu zakwaterowano kilka rodzin i ludzie ci mieszkali w budynku do niedawna. Jeszcze gdzieniegdzie w oknach wiszą stare przyszarzałe firany. Przez tarasowe okna można jednak zajrzeć do środka. Pałac obecnie stoi pusty.
Zabudowania majątku to jednak fajne miejsce dla fanów urbexu. Widać, że miejsce jest odwiedzane. Trawa do wejść jest wydeptana, a krzaki wycięte. Po śladach widać, że penetrowane są nie tylko olbrzymie stajnie i stodoły, ale też piwnice i strychy.
Z Sośnicy przeskoczyłam w miejsca poświęcone feldmarszałkowi Blucherowi – i tam spędziłam resztę tej uroczej niedzieli. I mam zamiar opisać Ci ten spacer wkrótce tutaj:
A jeśli chciałabyś śledzić nowości z Frou Frou na bieżąco, zapraszam Cię na mój fejsbukowy profil:

[…] niedawno zabierałam Cię na wycieczkę do niepozornej Sośnicy, która – jak sie okazuje – skrywa prawdziwe cuda. Dziś natomiast chcę zaprosić […]