Bressanone i Brixen – dwie dusze w jednym ciele

Bressanone czy Brixen? Włochy czy Austria? Język włoski czy niemiecki? Będąc w tym mieście zaobserwujesz spotkanie obu tych dusz i obu natur. Bo choć miasto obecnie leży w granicach Włoch, to na ulicach słyszy się głównie ludzi mówiących po niemiecku. Wszak 75% ludności ma pochodzenie austriackie. I choć od włączenia Południowego Tyrolu do Italii minęło już ponad 100 lat, wciąż ma się poczucie i znajduje się dowody, że te geograficzne i społeczne manipulacje nie odbyły się w sposób naturalny. I wprawdzie w tkankach miasta płynie obecnie włoska krew, to jednak tęsknota za Austrią jest tu wciąż wyraźna i namacalna.

Moja pierwsza wizyta w Dolomitach

Zacznijmy od tego, że tej podróży w ogóle miało nie być. Nie planowałam jej i z powodzeniem mogę powiedzieć, że spadła mi ona z nieba. Nie wiedziałam, ani jakim czasem będę tam dysponować, ani co będę mogła zobaczyć. Zabrałam się na doczepkę przy okazji czyjegoś służbowego wyjazdu. Jedyne co było pewne, to to, że dni będę musiała wypełnić sobie sama – według uznania i według możliwości. A ponieważ po okolicy miałam poruszać się w pojedynkę, nie chciałam wypuszczać się w wysokie góry. Postawiłam więc na zwiedzanie pobliskich miejscowości.

Rejon, w którym wykupione było nasze zakwaterowanie, jest dość dobrze skomunikowany. Gęsta siatka połączeń autobusowych umożliwia szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce i daje wiele możliwości zagospodarowania pobytu. Pierwszego dnia decyduję się więc na miejski spacer po Bressanone (Brixen).

Kwitnące ogrody Bressanone

Do miasteczka wyruszam wcześnie rano. Zaraz po śniadaniu pakuję w plecak trochę prowiantu i owoców, butelkę wody mineralnej oraz kurtkę i schodzę w dół do przystanku autobusowego wskazanego mi przez obsługę pensjonatu.

Autobusowa przejażdżka zajmuje zaledwie chwilę. Jest dziewiąta. Bicie dzwonów katedralnej wieży zastaje mnie, gdy właśnie wchodzę do przecudownego ogrodu Herrengarten. Przechodzę przez niewielką furtę w wysokim murze i czuje się, jakbym odbywała tę podróż również w czasie. Nagle znikają uliczne hałasy, reklamy i witryny sklepowe. Jest połowa kwietnia i wszystkie krzewy, rabaty i drzewa jakby zmówiły się, że mają zakwitnąć wszystkie na raz. Zapewne z powodu dość wczesnej pory nie ma tu jeszcze zbyt wielu ludzi, ale spodziewam się, że takie miejsce jest w stanie gromadzić prawdziwe tłumy. Na razie jestem jednak tu tylko ja i pare innych osób. Nie wchodzimy sobie w drogę, ani w kadry.

Kwitnące ogrody Herrengarten, Bressanone

W tle, za kwitnącymi drzewami widzę mury pałacu biskupiego. Obecnie mieści się w nim muzeum sztuki i gdyby nie to, że pogoda jest taka piękna, wyruszyłabym od razu na jego zwiedzanie. Zwłaszcza, że mój pensjonat wyposażył mnie w kartę gościa, która uprawnia mnie do wejścia do każdej z miejskich galerii. Na razie jednak zamierzam zapuścić się w uliczki, muzea zostawiając sobie na koniec dnia – jeśli wystarczy czasu.

Piazza del Duomo

Opuszczam ogrody kolejną łukową furtą i kieruję się w prawo. Malowniczą uliczką utkaną maleńkimi sklepikami i kafejkami docieram na Plac Katedralny. Tu znowu przestrzeń zdominowana jest przez zakwitnięte drzewa. Zaczynam nabierać poczucia, że jestem tu w najlepszym możliwym momencie.

Podchodzę do stojącej w centrum placu dziwnej fontanny, przy której jakiś przewodnik opowiada uczestnikom wycieczki coś o kruchości życia i przemijaniu. „Łączę kropki” i zauważam, że życie i przemijanie to jednocześnie symbolika nowoczesnej rzeźby, która stanowi główną bryłę wodotrysku.

Piazza del Duomo, Bressanone

Omiatam wzrokiem budynki ograniczające plac z każdej strony. Przyglądam się też samej katedrze, która choć wybudowana w epoce gotyku, została całkowicie zbarokizowana – z zewnątrz i jak się potem okaże, również wewnątrz.

Wieże katedry w Bressanone

Z ulotki turystycznej, którą wręczono mi w recepcji pensjonatu, wiem, że wejście do katedry jest koniecznością. Zanim to jednak zweryfikuję, przez kolejne łukowate przejście w murze zauważam coś, co na razie woła mnie bardziej skutecznie. W półmroku wilgotnego, kamiennego korytarza dostrzegam rzędy kamiennych epitafiów. Mój turystyczny nos mówi mi, że te kamienne płyty to tylko zapowiedź czegoś znacznie większego. No i w sumie nos ma rację…

Epitafia biskupów katedry w Bressanone

Wirydarz i krużganki

Korytarzem, którego jedna ściana całkowicie pokryta jest epitafiami biskupów, docieram do przepięknego, zapierającego dech, zabytkowego wirydarza – klasztornego ogrodu otoczonego krużgankami. No i te krużganki to jest coś, co zatrzymuje mnie tu przez dobrą godzinę. Po pierwsze ze względu na kolory sufitowych malowideł, po drugie z powodu śpiewów pewnego chóru, który również wszedł tu po te same wrażenia, co ja. Grupa weszła tu chwilę przede mną i po prostu zaczęła muzykować. To jest właśnie jeden z tych niesamowitych zbiegów okoliczności, tych momentów „wow”, na które czasem trafiam w trakcie podróży.

Wspomnianymi freskami w XV i XVI wieku artyści wypełnili przestrzenie na piętnastu łukach, które zaś postawiono tu pięć wieków wcześniej, czyli w wieku X. Można je oglądać, czytać i analizować bez końca, są jak jakiś przepełniony symbolami, biblijny komiks.

Krużganki klasztoru w Bressanone - Brixen

Freski w klasztorze Bressanone - Brixen

Snuję się tu i snuję… Obchodzę krużganki dookoła ze dwa – trzy razy. Nieformalny koncert chóru uprzyjemnia pobyt i sprawia, że korytarze powoli zaczynają się wypełniać ludźmi. Wszyscy chodzą na palcach lub siadają po zacienionej stronie murów w zupełnej ciszy, aby nie zepsuć tej cudownej chwili choćby nawet najmniejszym szmerem.

Bressanone - Brixen, krużganki

Freski - krużganki klasztoru Bressanone - Brixen

Krużganki klasztoru w Bressanone - Brixen

Muzyka uwodzi wszystkich jeszcze przez kilka minut i nagle cichnie. Koniec. Można się rozejść! Chórzyści zaczynają witać się z sobą i dopiero teraz wdają się w wesołe pogawędki. Okazuje się, że przyjechali tu na festiwal muzyki chóralnej i pochodzą z różnych części Europy. Wydaje się, że co najmniej niektórzy znają się od lat. Właściwe koncerty tej imprezy mają się odbyć kolejnego dnia w katedrze. Trochę szkoda, bo będę już wtedy w innym miejscu. Wzięłam jednak z tego momentu dla siebie wszystko, co było możliwe i jestem wdzięczna. Spoglądam do góry na gmaszysko katedry od strony wirydarza, które również stąd prezentuje się imponująco. Za moment tam będę – myślę sobie…

Katedra mniejsza w Bixen - Bressanone

Duomo di Bressanone

Na ulotce informacyjnej w listą „must see w Bressanone” napisane było, że wnętrze kościoła potrafi wprawić w osłupienie. No i rzeczywiście potrafi. To oszołomienie jest wręcz gwarantowane.

Katedra zbudowana została w XI wieku. Następnie przebudowywano ją w XIII w., ale ostateczny kształt i wygląd nadała jej ostatnia, barokowa przebudowa. I to właśnie styl baroku jest tu dominujący.

Wnętrze katedry w Bressanone - Brixen

Tłem dla licznych bogatych, złoconych ornamentów są przepiękne marmury w niesamowicie szerokiej gamie kolorów. A już myślałam, że po pobycie w klasztorach w Krzeszowie i w Lubiążu w tematyce marmurów nic mnie już nie zaskoczy. A jednak!

Niesamowicie piękne okazują się też sufitowe malowidła – całe 200 m2 barokowych obrazów autorstwa Paula Trogera – znanego tyrolskiego malarza baroku. Niezwykle cenny jest też sam ołtarz główny oraz organy z z 3335 piszczałkami i 84 rejestrami. Trzeba by zapytać naszego Kuby Monety, co to oznacza. Uznaję jednak, że skoro się tym chwalą, to jest to naprawdę COŚ.

Organy katedry Bressanone - Brixen

Malowidła Paula Trogera w katedrze w Bressanone

Dopiero wieczorem doczytałam dokładniej w Internecie, że w katedrze przechowywane są relikwie świętych i biskupów katedry. Całe szczęście, że ta wiedza przyszła do mnie poniewczasie, bo jakoś średnio podoba mi się idea ćwiartowania zwłok świętych, aby potem do tych szczątków pielgrzymować. Nie wspominając o tym, że zupełnie mi to nie koresponduje z sentencją „Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli.” Dopuszczam jednak, że nie wszyscy się ze mną zgodzą. Zawsze możemy podyskutować…

Klimatyczna starówka Bressanone

Spaceruję uliczkami powoli. Pogoda sprzyja. Wiosenne słońce grzeje intensywnie, ale daleko mu jeszcze do skwaru. Miasto było w przeszłości otoczone murami, po których do dziś pozostały kamienne bramy. Odwiedzam każdą z nich. Odległości nie są duże, a bajecznie kolorowe elewacje budynków, liczne ornamenty i ciekawe detale sprawiają, że spacer się ani nie nudzi, ani nie dłuży. Na niewielkim placyku kupuję fiołkowe lody – pierwszy raz w życiu trafiam na takie. Fiołkową lemoniadę robię od lat, ale lody… Ech, co to jest za smak!

W pobliskiej studni uzupełniam zapas wody w bidonie. Tych miejskich fontann jest tu kilka. Napisy na tabliczkach mówią, że woda jest zdatna do picia. Lubię to we Włoszech, że woda pitna w kranach i poidłach jest tu tak wszechobecna.

Kolorowe uliczki Bressanone

Na kilku elewacjach i w witrynach restauracji zauważam, że wino dla miasta stanowi ważna gałąź turystyki. Czy może gospodarki… Będę mogła się o tym przekonać troszkę później, gdy wybiorę się na spacer za miasto. Temu spacerowi poświęcę jednak osobny wpis.

Moje turystyczne szczęście mnie nie opuszcza w dalszym ciągu, bo w mieście odbywają się właśnie targi książki. Można je kupić na stoiskach, na placach i w sklepikach. Wystawcy, ale też i mieszkańcy, którzy postanowili najwyraźniej przewietrzyć swoje biblioteki, urządzają w mieście prawdziwą literacką fiestę. Oglądam albumy z fotografiami z regionu. Pan Stoiskowy mówi: „poczęstuj się” i wręcza mi cały stos lektur w języku włoskim i niemieckim. Plecak ledwo to mieści i grozi, że się rozerwie, ale jestem szczęśliwa. Od teraz moje spacerowanie będzie się odbywać z dużym ciężarem na plecach. Nie ma co narzekać…

Zabytkowa architektura Bressanone

Podcieniowa uliczka w Bressanone

Drugi brzeg Isarco

Bressanone leży nad rzeką Isarco. W zasadzie wszystkie najważniejsze zabytki miasta leżą na jej prawym brzegu – choć moja głowa zmylona tym, że tutaj wszystkie rzeki płyną na południe, chciałaby się upierać, że spaceruję właśnie po jej lewej stronie. Dość dziwne jest to uczucie.

Tak mocno zafiksowałam się na informacji z przewodnika, że jeśli zabytki to tylko prawy brzeg rzeki, że o mały włos zupełnie nie przeszłabym przez most. I to by była naprawdę wielka strata, bo okazuje się, że zarówno z mostu, jak i z przeciwległego brzegu można oglądać piękne, budowane w tyrolskim stylu wille, z całą tą misterną snycerką oraz malowidłami świętych.

Tyroskie domy w Bressanone

Schodzę z mostu i zanurzam się w powyginane uliczki. I nagle przenoszę się do innego świata. Już nie jestem w Austrii. Nie witają mnie już niemieckobrzmiące szyldy i reklamy. Cichnie turystyczny gwar. Budynki są być może nie aż tak reprezentacyjne, ale dla odmiany czuję, że właśnie oto jestem we Włoszech. Kolorowe elewacje, niewielkie okienka, pranie porozwieszane na sznurach… Nagle wkraczam w świat, który bez nadmiernego retuszu mógłby być scenerią do „Cinema Paradiso”.

Kameralne uliczki Bressanone

Otwarte drzwi domów, w których można kupić młode wino rozlewane wprost do butelek, poustawiane byle gdzie rowery, a na dodatek ten wciśnięty w ciasną przestrzeń maleńki kościółek… Tak, Bressanone to miasto dwóch odrębnych światów: bogatego wymuskanego Zachodu i barwnego ale przytulnego Południa. Te kontrasty są urzekające i zaskakujące zarazem.

Lewy brzeg Isarco - Bressanone

Zamiejski spacer

Bressanone nie jest wielkie. Ma wprawdzie katedrę, uniwersytet i imponujące obiekty sportowe, jednak pomimo tego w kilka godzin zmieści się tu kompletne zwiedzanie miasta. Parę minut po czternastej mam poczucie, że więcej z tego miasta już nie wycisnę. Ale ponieważ wracać do pensjonatu o tej porze byłoby grzechem, przyszło mi na myśl, że mogłabym odwiedzić któreś z muzeów, skoro wstęp do nich tak czy siak miałam zafundowany przez moich gospodarzy. Nie pamiętam jak to się stało i co zaważyło, że zarzuciłam szybko ten pomysł i parę chwil później maszerowałam już w kierunku Abbazia di Novacella – cysterskiego opactwa o bogatej winiarskiej tradycji. Zobaczyłam tam jednak takie cuda, że – jak już wcześniej wspomniałam – opiszę to w kolejnym wpisie.

Gdyby ktoś poczuł niedosyt, to cudowną wycieczkę po mieście znalazłam w Youtube:

Może Ci się spodoba również:

1 komentarz

  1. […] już wspomniałam we  wpisie o Bressanone, nie bardzo kojarzę, na podstawie jakich przesłanek podjęłam decyzję, […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *