Inspiracje grudnia

Tak się zbierałam, tak się organizowałam z tym wpisem, takie zamiary miałam piękne, że grudniowe inspiracje wstawię tu odpowiednio wcześnie, a i tak robię to za pięć dwunasta. I to niemal dosłownie. Jednak grudzień każdego roku rządzi się u mnie innymi prawami i jest tak wypełniony zajęciami, że trudno pomiędzy nie wcisnąć choćby łepek szpilki.

Ale do brzegu…

INSPIRACJA: podróżnicze miejsce w necie

Dziś zabieram Cię do Krakowa, do miejsca, które z podróżowaniem ma tylko tyle wspólnego, że jest daleko od mojego domu, więc aby tam dotrzeć, musiałabym ruszyć w podróż. Ale to przecież wystarczy, prawda?

Jeszcze tam nie byłam. Na razie znam to miejsce tylko z interenetów, ale obiecuję sobie (i Tobie), że gdy tylko bedę miała w planie podróż do stolicy Małopolski, punkt ten będzie najważniejszym elementem tej wizyty.

A jest to sklep, manufaktura, pracownia, warsztat i galeria w jednym, czyli Salon Mód Nikado. Właścicielką i twórczynią tego miejsca jest Dominika Łabędzka – artystka z wybrzeża, mieszkająca w Krakowie.

Dlaczego zapraszam Cię do tej pracowni? Bo wspomniana artystka tworzy w tkaninie (co również mi jest od wielu lat bardzo bliskie), tworzy odzież i galanterię (w pewnym stopniu obie dzielimy tę pasję), a miejsce jej pracy, tworzywa, których używa oraz efekty tej pracy są zaskakujące, zachwycające i niezwykle inspirujące.

Drugą rzeczą jest to, jaki klimat panuje w tej niezwykłej pracowni, jakie słowa są tam używane, jakie przekazy, dźwięki, kolory i faktury. Usłyszysz „Serwus, Madamki, dzień dobry świecie…”, wejdziesz tam i przepadniesz na zawsze, obiecuję…

Na podniesienie Twojego apetytu, podkradam tu dwie fotografie artystki, link do pracowni zaś zostawię Ci pod koniec tego artykułu, bo – jak mniemam, jak już wejdziesz do Nikado, to nie wrócisz tu prędko.

Nikado

Nikado

INSPIRACJA: książka

Zawsze, gdy jestem proszona o polecenie komuś dobrej książki, mam z tym niezły zgryz, bo dla każdego określenie „dobra książka” znaczy w końcu co innego. Jednak są takie pozycje, które można proponować w ciemno, bez ryzyka, że ten ktoś poczuje się zawiedziony.

Taką lekturą może być „Strażnik trumny” Wenguang Huang, chińskiego pisarza i dziennikarza, mieszkającego obecnie w Chicago. Opowieść jest zapisem jego osobistych przeżyć i wspomnień z rodzinnego domu w Chinach, w którym mieszkał wraz z rodzicami i babcią. I to właśnie o tę babcię rozbija się rzecz. A właściwie o jej obsesyjne myślenie – nie tyle o jej własnej śmierci, co w jej wieku byłoby do wyobrażenia, a o sposób pochówku jej ciała po śmierci. Mianowicie babcia panicznie obawiała się kremacji i jej życzeniem było, aby jej ciało pochowano w ziemnym grobie. Było to jednak w dużej sprzeczności co do tego, na co pozwalały ówczesne władze komunistycznych Chin. Te dopuszczały kremację jako jedyną formę pogrzebu.

Kto oglądał choć raz bajkę „Mulan” lub podobną historię, ten wie, że babcie w Chinach cieszyły się (i pewnie cieszą nadal) wyjątkowym statusem. To bardzo ważne osoby w rodzinnych strukturach. Dlatego zdanie babci i w tym wypadku nie mogło zostać zbagatelizowane. Ojciec rodziny wystarał się więc o tradycyjną, drewnianą trumnę dla babci, a najstarszego syna (wnuka babci) mianował strażnikiem owej trumny. I tak sobie żyli wszyscy pod wspólnym dachem: wnuk, rodzice, babcia i jej trumna…

Czy ta opowieśc jest straszna, bo wkońcu traktuje o śmierci? Nie! Czy jest wzruszająca? Bardzo! No i jest też napisana z humorem i swadą. Nie raz zaśmiejesz się w głos podczas czytania… Oprócz ukazywania zawiłości rodzinnych, jej absurdów i sentymentów, rozprawia się też z historycznym, religijnym i politycznym tłem Chin sprzed kilku dekad, które stoją pewnie do dziś we wzajemnej opozycji. Bardzo to wszystko ciekawe i nieoczywiste. Dasz się skusić?

INSPIRACJA: film

Sebastiao Salgado – Brazylijczyk, fotograf, podróżnik. Czy obok kogoś takiego mogłabym przejść obojętnie, skoro sama interesuję się i fotografią, i podróżami? Nigdy w życiu! Zwłaszcza, że drogi nasze, a w zasadzie moje drogi z nim (bo przecież sam Salgado o moim istnieniu nie wie nic a nic), przecinały się kilka razy. Pierwszy raz kilka lat temu, gdy wpadł mi w ręce jego przejmujący album zdjęć dokumentujący pracę robotników w krajach trzeciego świata, dzieci w kopalniach złota, sytuację społeczności w miejscach dotkniętych kryzysem, nieludzko traktowanych ludzi próbujących zdobyć środki na pokrycie niegodnej, żebraczej egzystencji (Album „Workers”). Potem w albumie „Genesis” obejrzałam jego czarno-białe fotografie z miejsc dalekich od turystycznych szlaków, ukazujących dziką przyrodę i niedostępne krajobrazy pokazywane tak, jak widzą je tylko wyjątkowe jednostki, które wystawią się bez wahania na odmrożenia, wielogodzinne czekanie w niekomfortowej pozycji i wszelkie inne niewygody, byle tylko zrobić to jedno dojmujące zdjęcie.

No więc gdy dowiedziałam się, że Wim Wenders (jeden z moich ulubionych reżyserów) zrobił film o Sebastiao Salgado, nie mogło mnie zabraknąć na seansie.

Film trwa trzy godziny i mogę w nim wyodrębnić trzy części. Pierwsza tyczy się tego, od czego zaczęła się fotograficzna przygoda fotografa – czyli od ilustracji biedy, konfliktów społecznych, nadludzkiej pracy w urągających wszelkiej godności warunkach, wykorzystywaniu dzieci na rynku pracy, wędrówki ludów i ucieczki przed wojną. Druga część, niemniej poruszająca, pokazuje etap fascynacji artysty przyrodą – tą nietkniętą przez człowieka, spoza turystycznych szlaków i miejscówek z katalogów turystycznych operatorów. Ostatnia – to dokumentacja przywracania życia w zdegradowanym środowisku. To sadzenie drzew, odbudowanie ekosystemu, pomaganie przyrodzie w jej bujnym rozkwicie. Tę ostatnią część rekomenduję sobie i osobom, które chciałyby wierzyć, że z drobnych rzeczy mogą powstać wielkie efekty. Że długi dystans składa się z tysiąca drobnych, ale systematycznie powtarzanych małych kroczków. To buduje i inspiruje, pozwala mieć wielkie nadzieje i daje dobrą pożywkę, aby nabierać rozmachu w marzeniach. I pewnie dzięki tej ostatniej konkluzji tak lubię ten film. W końcu jestem pełnoetatową marzycielką…

Sól ziemi

No a teraz obiecany wcześniej link do Nikado. Gotowa?

A jeśli spodobały Ci się te inspiracje, może zechcesz sięgnąć do tych wcześniejszych…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *