Jaki powinien być dobry nauczyciel języka obcego

Czy dobry nauczyciel języka obcego, to taki, który wiele wymaga, czy też taki, który folguje i pozwala na własną inwencję? Przeprowadzający sprawdziany i rozliczający z postępów, czy taki, który wszelkie testy zupełnie pomija? Bo to przecież Tobie przede wszystkim powinno zależeć…

Te i inne rozterki miałam tuż po tym, jak zakiełkowała w mojej głowie myśl, że mogłabym zacząć z kimś współpracować.

Obrazek zawierający pytanie, jaki powinien być idealny nauczyciel języka obcego?

Wszystko zaczęło się od zwykłej rozmowy…

Iwonę znałam od lat. Nigdy się nie przyjaźniłyśmy, ale znałyśmy się na tyle, aby wiedzieć, czym się każda z nas zajmuje. Ona kupiła kilka rzeczy w moim sklepie, a ja wiedziałam, że udziela korepetycji z angielskiego szkolnej młodzieży. Nieśmiało zapytałam ją kiedyś, czy nie zechciałaby mnie uczyć. Pytałam orientacyjnie. Chyba potrzebowałam w tym momencie raczej jakiejś kotwicy w swoim umyśle, niż konkretnej odpowiedzi. Przede mną był listopad i grudzień, a więc dwa najtrudniejsze miesiące w mojej pracy. Wspomniałam, że być może od stycznia mogłabym ruszyć temat.

No i temat zapukał do moich drzwi w pierwszym tygodniu stycznia. Iwona odwiedziła mnie w moim sklepie i spytała: „no to kiedy zaczynamy?” A ja wciąż byłam w wątpliwościach, czy aby na pewno chcę i czy w ogóle potrzebuję. „No wiesz, jak mi ktoś coś mówi, to ja to biorę konkretnie” – powiedziała Iwona. Moja niekonkretność nagle stanęła mi ością w gardle… Ustaliłyśmy więc stawkę i postanowiłyśmy, że spotkamy się już w najbliższy poniedziałek, czyli dwa (a może trzy) dni po rozmowie.

Pierwsze spotkanie

Nasze pierwsze spotkanie obnażyło moje niedostatki i brak pewności siebie. Iwona wypytała mnie (wszystko po angielsku), jakie są moje cele, do czego potrzebuję języka, w jaki sposób najbardziej lubię się uczyć, a także ile czasu na to poświęcam. Wydukałam zdawkowe odpowiedzi. Z pomocą nauczycielki i jej pytań „wyciągających”, udało mi się sformułować ogólne wnioski:

  1. zależy mi na otwarciu się na swobodne rozmawianie,
  2. chciałabym nauczyć się komunikować przez telefon,
  3. interesuje mnie literatura, kino i kultura, podróże, przyroda, psychologia i ogólna wiedza o świecie,
  4. kompletnie nie jestem zainteresowana gramatyką,
  5. póki co, sporo rozumiem, ale boję się mówić.

Dalszy tok nauki

Kolejne spotkania odbywały się w poniedziałki z samego rana. Dużo rozmawiałyśmy. W zasadzie pierwsze kilka zajęć to głównie była luźna rozmowa o tym i owym. Nauczycielka chciała wyczuć, co już potrafię, a których językowych poletek jeszcze w ogóle nie uprawiałam. Lekcje „jeden na jeden” są wymagające. Trzeba być skupionym przez cały czas, jednak atmosfera zajęć była urozmaicona i rozluźniająca. Przychodziłam wyposażona jedynie w zeszyt do notowania. Rozmawiałyśmy rzeczywiście na tematy, które podałam przy pierwszym spotkaniu: dużo o psychologii i samorozwoju, o pisarzach i ostatnio obejrzanych filmach, bardzo dużo o podróżniczych planach. Gramatyczne zagadnienia Iwona przemycała mi w postaci praktycznych zadań. Dostałam kilka ćwiczeń z podręcznika odbitych na kserówkach. Kilka razy bawiłyśmy się puzzlami do nauki strony biernej. Pisałam sprawozdania weekendowe z użyciem poznanych właśnie czasów przeszłych. O planach i marzeniach w czasie przyszłym – wiadoma sprawa…

Ponadto ćwiczyłyśmy jogę i podczas ćwiczeń nauczyłam się, jak się nazywają wszystkie części ciała. Odbyłyśmy wiele krótkich pogawędek przez telefon między zajęciami. Wymieniałyśmy się sms-ami. Rozmawiałyśmy o gotowaniu, dzieliłyśmy się przepisami kulinarnymi i wiadomościami o ziołach. Czasem zdarzało się, że Iwona wpadała do sklepu na dwu-trzy minutowe pogawędki. Było naprawdę intensywnie, wielorako i arcyciekawie. Uczyłyśmy się razem nieco ponad rok. Z miesiąca na miesiąc czułam niesamowity postęp. Z niecierpliwością czekałam na każdy kolejny poniedziałek. Jednak pomiędzy poniedziałkami też miałam, co robić. Nauczycielka dbała, abym się nie nudziła i zadawała mi duuużo ciekawych zadań do wykonania.

Czyli więc jaki powinien być dobry nauczyciel języka obcego?

Każdemu życzę właśnie takiego, jaki mi się trafił. Taki który inspiruje i przy którym poczujesz, że realizujecie razem Twój program, który to Ciebie rozwija, a nie tylko daje dochód korepetytorowi.

Do dziś uważam, że spotkania z tą dziewczyna ugruntowały mnie w tym, co już umiałam (lub tak mi się wydawało), ale też przede wszystkim bardzo rozwinęły w nowych umiejętnościach. Wydatki związane z tymi lekcjami uważam za najlepszą inwestycję w siebie w moim całym dotychczasowym życiu. Bo oprócz większej wprawy w posługiwaniu się językiem, zyskałam też wiarę w siebie i własny potencjał. Zachłysnęłam się optymizmem tej dziewczyny i jej kolorowym myśleniem. Dużo przeszczepiłam od niej do własnego życia. Nie da się tego przeliczyć na żadne pieniądze.

Podsumowując

Myślę, że dobrym otwarciem dla mojej edukacji był ten nasz wstępny wywiad. Mogłam sprecyzować swoje cele i potrzeby. I przez cały proces nauki było to respektowane. Nie bez znaczenia była w tym całym interesie osobowość nauczycielki. Ja po prostu uwielbiałam te lekcje. Czułam się zaciekawiona i zmotywowana. Zauważałam szybkie postępy i nieograniczone możliwości. W trakcie tego roku zakochałam się w nauce języka na dobre. Do dziś jestem jej za to bardzo wdzięczna. Aż nawet gdy to piszę, sama do siebie się uśmiecham na samo wspomnienie. Ech…

Korzystając z tego linku poczytasz o moich potyczkach z językiem. Daj znać, czy było to dla Ciebie inspirujące…

Może Ci się spodoba również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *