Są miejsca, na które wpada się przypadkiem, jak na przykład Dahme Mark, ale są i takie, które są celem samym w sobie, do których podróż była planowana, studiowana i organizowana. I takim celem w moim przypadku było na pewno Luckau. Malutkie miasteczko o słowiańskich korzeniach.
Dlaczego słowiańskich? Bo pierwsze wzmianki o tej miejscowości pochodzą już z 1230 r., gdy na tym terenie panowały ludy łużyckie. Potem miejsce przechodziło w ręce czeskie, następnie węgierskie, aby za chwilę znowu wrócić pod czeska flagę. Następnie władali tu panowie saksońscy, pruscy, aż finalnie – i tak jest do chwili obecnej – miasto znalazło się w granicach Niemiec.
Są co najmniej trzy powody, aby przyjechać do Luckau
Choć każdy znajdzie swoje powody odwiedzenia tego miejsca, to pozwól, abym opowiedziała Ci, co mnie tu przywiodło:
Barokowe kamienice w rynku
Całe miasteczko jest śliczne, kameralne, o zwartej zabudowie – jak tysiące podobnych miasteczek w tej części świata, które puchły sobie w obrębie staromiejskich murów.
I również, jak w podobnych miejscach po sąsiedzku, znalazłam tu malownicze uliczki utkane z bajecznie kolorowych kamienic. Przechadzałam się wzdłuż nich w górę i w dół, wyławiając wzrokiem wysmakowane i pięknie odrestaurowane fachwerki.


Niecierpliwie jednak wypatrywałam dwóch konkretnych kamienic, które wyróżniają się ponad resztę.
Te dwa domy kwitną sobie w samym rynku. I są jak Dom Bractwa Czarnogłowych w Rydze. Albo Kamienica pod gwiazdą w Toruniu. No więc te są również wyjątkowe, przebogato zdobione (jak to w baroku) i bardzo charakterystyczne. Obydwie równie piękne – jakby stawały ze sobą do zawodów.




Średniowiczne mury obronne wokół Luckau
Jeżdżę po tych miasteczkach Brandenburgii i cieszę się, że udało się w nich zachować fortyfikacje. Miasta rozwijały się i co najwyżej usunięto niewielką część obwarowań w miejscach, gdzie należało poszerzyć drogi. Jednak większczość murów udało się zachować. I pomyśleć, że moja rodzima Świdnica też długo była otoczona podobnymi umocnieniami. I że niestety je rozebrano do goła, zostawiając na pamiątkę jedynie samotną basztę, ech…
Tu w Luckau murów można oglądać naprawdę długie odcinki. Są też zachowane w doskonałej kondycji wieże obronne.

Kościół ewangelicki św. Mikołaja
Kościół św. Mikołaja to jest coś, co naprawdę trzeba koniecznie odwiedzić. Gotycka, dwuwieżowa bryła, trochę przysadzista, zupełnie inna od gotyku, do którego jesteśmy przyzwyczajeni na Śląsku. Wnętrze kościoła spłonęło w pożarze, jak to się więc zwykle robiło w takich przypadkach, wyposażenie zbarokizowano. Barokizowanie gotyckich budowli ma swoje grono przeciwników. Wiedziałaś/łeś o tym? Jeśli nie, to na końcu tego wpisu odeślę Cię do profilu, gdzie poczytasz o tym więcej. I może nawet trochę się pośmiejesz.
Jednak tutaj, to barokowe wyposażenie naprawdę rzuca na kolana. Wysmakowane malowidła, tablice z fragmentami pisma świętego, bogato zdobione herby miasta, no i te niesamowite, piękne, nieziemskie organy. Stałam tam i nie mogłam przestać na to wszystko patrzyć. I gdyby nie to, że pan „zawiadowca” czyli najprawdopodobniej pan kościelny chciał się już stlenić do domu, mogłabym tam zostać do wieczora i chłonąć te wszystkie złocenia i koronkowe detale, których jest tam prawdziwy ogrom. Zachwyciły mnie też przeszklone balkoniki – z pewnością były to loże dla bogatych rodów. No i kręcone, kamienne schody prowadzące na poziom tych lóż.





Bonusy
Bonus nr 1 – ratusz
W bonusie dostałam budynek ratusza – i to od wewnątrz. Nazywam to bonusem, bo gdy odwiedzałam Luckau, było niedzielne popołudnie, a w weekendy ratusz jest zamknięty. Ale że właśnie odbywały się wybory do Europarlamentu, postanowiłam spróbować szczęścia i pozaglądać tu i tam.
W najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniu ratusza, czyli auli, moją uwagę zwróciły bogato zdobione stropy. Natomiast tuż obok, w sali rady miejskiej znalazłam najprawdopodobniej ślady poprzedniego urzędu. Ten obecny ratusz ma bryłę neoklasycystyczną, natomiast sala, do której trafilam, ma krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wygląda na oryginalne. Czyżby prawdziwy gotyk im się uchował w tym nowym budynku?


Bonus nr 2 – szyldy
Są tu naprawde piękne szyldy. Wypisywane złoconymi literami przymocowanymi do elewacji lub rzeźbione wprost w tynku. Zwróciłam na to uwagę, bo jestem świeżo po lekturze „Zrób sobie raj” Mariusza Szczygła. Czytałam tę książkę drugi raz i zapamiętałam fragment o szyldach. Pan Szczygieł wskazał na różnicę pomiędzy szyldami w Czechach i Niemczech, oraz tymi w Polsce. Te nasze wypisywne na blasze, kawałku plastiku, czasem drewna; przymocowywane do ściany na kołki rozporowe. Czasem jedynie – jak w przypadku mojego dawnego sklepu – jedynie w postaci naklejki na oknie wystawowym. Natomiast te czeskie i niemieckie są zwykle na stałe związane z budynkiem. Wyrzeźbione, trwale odciśnięte lub wymalowane wprost na ścianie. O czym to świadczy według Szczygła? Ano o tym, że Czesi i Niemcy pokładają większą wiarę w powodzenie zakładanych przez siebie biznesów. Tworzą firmę dla siebie i przyszłych pokoleń. Natomiast Polacy otwierając przedsiębiorstwo tylko jakby badali teren, niekoniecznie przywiązując się do wizji, że to będzie coś trwałego. No i chyba jest w tym coś, co ma sens – tak patrząc na realia…



Bonus nr 3 – drzewko majowe
To stara tradycja, rozpowszechniona we wszystkich landach Niemiec, ale obecna i kultywowana również w innych zakątkach Europy – w Szwacarii, Austrii, Czechach, czy Anglii. W Polsce drzewka majowe stawia się np. na Śląsku Opolskim. Tradycja mówi, że drzewko majowe powinno być wykonane z dorodnego pnia, najlepiej świerkowego lub brzozowego, które po usunięciu kory i gałęzi, przyozdabia się wstążkami, herbami, symbolami ważnymi dla danej społeczności, a u szczytu wiesza się zielony wieniec. Ten w Luckau jest naprawdę pokaźny. Ma sporo metrów wysokości. Gdzieś tam kiedyś przeczytałam, że według tradycji ustawianie drzewek majowych powinno odbywać się bez użycia maszyn. Mobilizują się w tym celu silni mężczyźni, którzy za pomocą specjalnych drągali ustawiają słup w pionowej pozycji. Trochę rozczarował mnie fakt, że ten słup w Luckau został osadzony przy pomocy dźwigu.
Tradycyjnie słup majowy (drzewko) ustawia się 30 kwietnia w nocy lub w pierwszomajowy poranek. Towarzyszy temu zazwyczaj muzyka miejscowej kapelii i wszechobecna zabawa, z fajerwerkami i bratwurstem. No i z piwem oczywiście.

Dawniej jednym ze zwyczajów było wykradanie drzewka majowego. Chłopcy z jednej miejscowości szli podprowadzić drzewko do sąsiedniej wioski. Sprawą honoru było potem odzyskanie skradzionego drzewa. Owo odzyskiwanie odbywało się zazwyczaj w drodze długich i zawiłych negocjacji, gdzie argumentem przetargowym okazywały się beczki z piwem, wypijanym później przez obie strony. I wszystko to raczej kumam, tylko jak zajumać drzewko, które ma dziesięć metrów wysokości…?
A teraz czas na wspomniany wcześniej link do przeciwników barokizowania budowli gotyckich. Aby wejść, musisz miec konto na FB. Potrzebna jest też pewna doza dystansu. Jeśli go nie masz, nie idź tam…
Gotowa? Gotowy? No to siup…
A jeśli nie chce Ci się surfować po fejsie, może odwiedzisz inne moje brandenburskie podstrony?
