Właśnie zakwitły: piękne, szlachetne, aromatyczne i bajecznie kolorowe róże. A wraz z nimi zaczął się też sezon na powidła z płatków róży. Książki podpowiadają, że wszystkie róże są jadalne. I to prawda. Jednak nie wszystkie są tak samo smaczne. Przetestowałam to osobiście jednego roku, kiedy myślałam, że powideł z róży muszę mieć w kuchni dużo… bardzo dużo… najlepiej kilka wielgachnych słoików. Zbierałam więc wszystkie płatki, jakie wpadały mi w ręce – z róż białych, herbacianych, czerwonych, pnących, rabatowych i dzikich. Ileż ja wtedy pokonałam kilometrów na rowerze, żeby zapełnić delikatnymi płatkami te wory, com je sobie na ten cel przygotowała.
Nie bardzo przemyślałam, że potem będę musiała spędzić kolejne godziny, aby te płatki przerobić. Bo z przygotowaniem różanych powideł jest pracy całkiem sporo. Ale do brzegu.

Jak i kiedy zbierać płatki róż
Zasady przy zbiorze większości ziół są podobne: zbieramy je rano lub wieczorem. Na pewno nie warto robić tego w porze wielkich upałów, kiedy kwiaty mogą być trochę przywiędnięte i wymęczone, a więc nie są aż tak pachnące, jak mogłyby być. Zresztą osoby, które dużo spacerują właśnie wieczorem lub rano do parków i na łąki wiedzą, na czym polega różnica.
Należy wybrać krzewy z dala od ruchliwych ulic. Ja upatruję sobie również te, które rosną niezbyt blisko dużych upraw – a to ze względu na chemiczne opryski.
Zazwyczaj staram się zbierać płatki tak, aby dna kwiatowe wciąż pozostały na krzaku. Wtedy jesienią będę mogła zebrać również owoce róży z tych samych krzewów. Wybieram dojrzałe, w pełni rozwinięte kwiaty i delikatnie obieram płatki, zsypując je do pojemniczka lub koszyka.
Przez te parę lat, od kiedy robię te powidła, przetestowałam, że nie każdy rodzaj róży smakuje mi tak samo dobrze. Stałam się bardziej wybredna i obecnie pozyskuję kwiaty tylko z tzw. róży cukrowej, zwanej inaczej różą pomarszczoną (łacińska nazwa: Rosa rugosa). Lubię też ciemnoczerwone w kolorze róże pnące z krzewu moich przyjaciół, którzy chętnie mi to pnącze udostępniają na moje różane żniwa. Ale nie dam sobie głowy uciąć, że wszystkie pnące czerwone róże są tak samo smaczne. Być może po prostu mam szczęście do jakiejś konkretnej odmiany, która daje wyjątkowo aromatyczne i słodkie kwiaty.

Jak przygotować powidła z płatków róży
Przetestowałam różne receptury. Raz ucierałam surowe płatki. Innym razem parzyłam je. Jeszcze innym gotowałam konfitury w tradycyjny sposób. Jednak to, co sprawdza mi się najbardziej i co powtarzam z lubością od lat, to tradycyjne ucieranie na zimno. Przepis znalazłam wieki temu u Klaudyny Hebdy.
Płatki zbieram zwykle w słoneczny poranek i tak szybko jak się da, wiozę je do domu, aby je rozłożyć luźno na papierze na jakąś godzinę. Staram się nie myć płatków, jeśli nie jest to konieczne. Rozkładanie kwiatów na papierze ma pozwolić uciec spomiędzy płatków wszystkim insektom, jeśli je zebrałam razem z kwiatami.

Najwięcej czasu zabiera potem usunięcie (odcięcie ostrym nożykiem lub oderwanie palcami) białych końcówek tych płatków. Te białe części są gorzkie i jeśli ktoś nie lubi posmaku goryczki w różanym dżemie, powinien się naprawdę do tego solidnie przyłożyć. Mi ten lekko gorzkawy posmak zupełnie nie przeszkadza, więc robię to zdanie raczej po łebkach.

Klaudyna przekonuje, że konfiturę powinno się przygotowywać ręcznie, przez ucieranie drewnianą pałką w makutrze. Ja jednak robię to blenderem, co zajmuje około pięciu minut.

Złota proporcja
Po przygotowaniu i obraniu płatków, czas na ważenie. Ustalenie wagi płatków jest ważne, bo do powideł dodam dokładnie dwa razy więcej cukru. Jeśli więc udało mi się pozyskać pół kilograma płatków (o co naprawdę nie jest łatwo), w trakcie ucierania dodam kilogram cukru. Do tego dodam jeszcze świeżo wyciśnięty sok z dwóch cytryn. I blenduję – tak długo, aż uzyskam gładziuchną, purpurową, perliście błyszczącą masę. Wiem, że niektórzy używają do tego celu cukru pudru. Ja używam zwykłego cukru, bo kryształki tak czy owak całkowicie się rozpuszczą podczas ucierania.

Na koniec przekładam powidła do porządnie wyparzonych słoiczków, ugniatam łyżeczką, aby wycisnąć z nich na zewnątrz powietrze, zakręcam i ustawiam w lodówce. Powidła mogą stać w lodówce długo. Całe miesiące. Czy przetrwałyby również całe lata, nie wiem. Zawsze schodzą dość szybko.
Używam ich jako nadzienie do rogalików, które są fajną słodyczą na podróż. Niedługo więc pewnie pojawią się w menu podróżniczki na tym blogu. Wypatrujcie…
Świetne są też do zimowej herbatki na przeziębienie. Ech!
Do czego jeszcze można używać płatków
W tym roku zrobię po raz kolejny różany syrop do lemoniady. Część płatków wysuszę i wkrótce spożytkuję do zrobienia różanego cukru, a część użyję przy robieniu musujących kul do kąpieli. Łazienka mi się szykuje i wreszcie będę mogła korzystać z wanny. Już przebieram nogami.
Płatki można tez macerować w oleju i taki olej używać potem do produkcji własnych kremów i toników. Wychodzi też z tego przecudowny, delikatnie pachnący ocet, który z zieloną sałatą jest naprawdę pyszny. Smacznego!

[…] Zapomniałam Ci wcześniej powiedzieć, abyś spakowała sobie do plecaka pudełko. Ja miałam jedno puste po zjedzonym już do końca prowiancie. Pudełko się przyda, bo właśnie na poboczu drogi rosną i właśnie są w pełni rozkwitu róże damasceńskie. Tak, te róże, z których wychodzą te najlepsze w świecie różane powidła. Jeśli przeoczyłaś wpis o tych różach, to przepis jest tutaj. […]