Jakie zabytki zobaczyć w Szczecinie?

Ileż to ja razy słyszałam opinie o tym mieście (podobnie zresztą było z Padwą), że nie warto, że nudy i że wiele hałasu o nic. Czy rzeczywiście tak jest? Postanowiłam to sprawdzić. Moje odwiedziny w Szczecinie przypadły akurat w czasie Dni Morza. Obejrzałam więc nie tylko zabytki, ale też żeglarski festiwal żagli i szant. Zapraszam na wspólny spacer…

Co ma Szczecin do Paryża?

Wyruszam rano z dzielnicy willowej, w której podobno przepięknie wiosną zakwitają magnolie. Tak to przynajmniej zapamiętała moja babcia, która mieszkała w Szczecinie jakiś czas. Tramwajem przejeżdżam przez gwiaździste place, które – jak głosiła krążąca tu legenda, projektował pewien francuski urbanista, który odpowiedzialny był za organizacje przestrzeni miejskiej w Paryżu. I podobno w każdej plotce jest ziarno prawdy… Nie tym razem jednak. Szczeciński Plac Grunwaldzki z paryskim Placem de Gaulle’a łączy jedynie to, że z obu placów gwiaździście odchodzą ulice: w Szczecinie osiem, w Paryżu dwanaście. Tak czy owak ten system zabudowy jest interesujący nie tylko ze względu na urbanistyczny układ, ale i na stare zabytkowe kamienice, których klatko schodowe mam zamiar zinwentaryzować przy kolejnym wyjeździe.

Bramy miejskie

Wysiadam z tramwaju dwa przystanki dalej i pierwsze, na co napotykam, to bramy miejskie. Tylko tyle pozostało po dawnych fortyfikacjach z XVIII w., czyli z czasów, kiedy Prusom udało się zrobić ze Szczecina obronną twierdzę. Bramy miały jednak nie tylko bronić dostępu do miasta. Ich zadanie było również sianie propagandy. Obydwie miały sławić potęgę króla i zapewniać społeczność o rozpościeranej nad nimi królewskiej kurateli. Stąd takie bogactwo barokowych zdobień i szczególne podkreślenie królewskich herbów i symboli.

Szczecin bramy miejskie

Gotyckie kościoły

Ceglany gotyk, jaki widzę na tutejszej katedrze, jest bardzo charakterystyczny dla północnych terenów krajów nadbałtyckich. Podobne budowle miałam okazję podziwiać podczas podróży po Kaszubach, Trójmieście czy Warmii. Rozpoznaję typowe dla tego stylu cechy: przysadzistą bryłę, wieżę umieszczoną w przedniej części budynku, jasne i klarowne wnętrza, którym jakimś cudem udaje się oprzeć przykryciu barokowymi dekoracjami.

Akurat ta szczecińska katedra została mocno zniszczona podczas działań wojennych. Odbudowano ją dopiero w latach siedemdziesiątych. We wnętrzu widzę tylko nieliczne gotyckie elementy wystroju. Zostały przywiezione tu z zewnątrz: Ciećmierza, Chojny i Lubeki.

Szczecin - katedra

Nieco inny charakter ma stojący również w ścisłym centrum kościół św. Piotra i Pawła. I choć ranga tego kościoła nie jest tak wielka, jak pobliskiej katedry, to na nim skupiam cała swoją uwagę. Potem się okaże, że podobnych budowli – i to niekoniecznie o religijnym charakterze – zobaczę w tym mieście więcej.

Kościół ten interesuje mnie również z tego względu, że spotkał go odwrotny los, niż większość kościołów gotyckich w Polsce, które to po nastaniu baroku zostały tak obwieszone barokowymi dekoracjami, że czasem trudno spod nich dostrzec pierwotne cechy budynku. W tej świątyni postąpiono więc tak, że w trakcie remontu na samym początku XIX w. usunięto wszelkie ślady baroku, nadając wnętrzom na powrót gotycki charakter. Regotyzacja… Czyż to nie brzmi uwodzicielsko? I naprawdę chciałam choć trochę liznąć tej tendencji. Niestety drzwi kościoła były tego dnia zamknięte i można było jedynie musnąć wzrokiem kawałek wnętrza z ciekawym drewnianym stropem przez szybę drzwi wejściowych.

Szczecin - kościół św. Piotra i Pawła

Szczecin - wnętrze kościoła św. Piotra i Pawła

Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie

Przez łukową bramę wchodzę na prostokątny, otoczony krużgankami dziedziniec z masywną wieżą zegarową.

Dziedziniec zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie

Zamek wybudowano w dobie renesansu i to jest naprawdę miła odmiana w tym mieście gotyku i baroku. Zwłaszcza, że jak wszystko inne tutaj, również i ten szczeciński renesans bardzo odbiega od tego, do czego jestem przyzwyczajona. Dziedziniec podoba mi się. Jestem tu w południe i wraz ze mną jest tu niewiele osób. Jednak pracownicy ośrodka kultury uwijają się jak w ukropie. Rozstawiają krzesła dla widowni, organizują scenę. Wieczorem będzie tu koncert. Tych koncertów, spektakli, wystaw, imprez jest Jednak na to, co widzę na zewnętrznych fasadach zamku, gdy już opuszczę to podwórze, trochę brakuje skali w moim osobistym poczuciu zachwytów. Białe sztukaterie, rzeźby i zdobienia poprzetykane świeżutko odczyszczoną czerwoną cegłą. Ech… to jest naprawdę COŚ.

Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie

Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie - elewacja zewnętrzna

Wały Chrobrego

Powoli kieruję się na Wały Chrobrego. To około kilometra drogi od zamku, ale już z oddali słyszę, że dzieje się tam sporo. I właśnie to głośne zamieszanie jest powodem mojej wizyty w Szczecinie. Przyjechałam tu z okazji Dni Morza. Gdy wreszcie więc docieram w tę część miasta, ze sceny słyszę szanty, a na wodzie widzę cumujące żaglowce.

Gdy podjęto decyzję o likwidacji twierdzy, postanowiono jednocześnie, że miejscu dawnych umocnień miasto wybuduje reprezentacyjne tarasy widokowe. Inwestycje rozpoczęto w 1902 r., a ukończono niecałe dwadzieścia lat później. Zarówno cale założenie, jak i znajdujące się przy Wałach budowle mają wielki rozmach.

Idąc więc wzdłuż Wałów, najpierw widzę monumentalne schody, piękną fontannę i dwa pawilony. W jednym z nich jest lodziarnia. Działa na mnie psychologia tłumu. Widzę, że do lodów stoi niezła kolejka, staję więc i ja. No i lody rzeczywiście superowe, choc cena… ekhm, jakby to powiedzieć… również luksusowa. Ale od czego są w końcu wakacje, jak nie od drobnych szaleństw, prawda?

Wały Chrobrego w Szczecinie

Zostawiam za sobą lodziarnię i ruszam na oglądanie zabytków, których jest w tym miejscu niezła reprezentacja: mijam więc imponujące, modernistyczne muzeum narodowe, a następnie Politechnikę Morską. Z tą Politechniką miałam związane plany wejścia do wnętrza, bo środku zachowała się podobno niebywale piękna klatka schodowa. A ja do klatek, jak zresztą również do bibliotek, mam pewną słabość, więc sobie nie odpuszczam. Jest jednak niedziela i Politechnika ani myśli otworzyć się na mnie, abym mogła jej schody zapisać do kolekcji. Nie ubolewam jednak zbyt długo, bo tuż za politechniką widzę budynek Urzędu Wojewódzkiego. Ech, co to jest za gmach…

Budynek – oprócz neorenesansowych, absolutnie cudownych detali, ma równie imponujące dwie wieże: północna, nazywana astronomiczną – ze względu na umieszczoną tam różę wiatrów. Druga zaś, o ok. 10 metrów wyższa od swojej siostry, ma na szczycie figurę marynarza – kupca hanzeatyckiego. Nic dziwnego, Szczecin to w końcu ważne miasto należące do Hanzy.

Zwiedzanie Wałów kończę na schodach odchodzących od tarasu widokowego w dół. Pod nimi ustawiona jest scena, na której szantymeni śpiewają swoje morskie pieśni. Jest ciepło i słonecznie. Widok stąd na Odrę i Łasztownię jest naprawdę śliczny. Na tym drugim brzegu – w Łasztowni, będę jeszcze tego samego dnia wieczorem, podczas nocnych koncertów, oraz następnego dnia, aby zobaczyć tę dzielnicę w świetle dziennym. Pójdę tam też ze względu na pewien znany szczeciński pomnik. Nowym częściom Szczecina chcę jednak poświęcić osobny wpis.

Rynek sienny

Popołudnie kończę przechadzając się po Rynku Siennym. Zrobiłam już dotychczas po mieście sporo kilometrów, ale wizyty w tym miejscu nie mogę sobie odmówić. Szczecin nie ma jednego głównego miejsca, przy którym byłyby umieszczone główne zabytki. Tak jest we Wrocławiu czy w Warszawie, ale nie tu. Atrakcje Szczecina są rozproszone i naprawdę warto swój spacer przez to miasto zaplanować lepiej, niż ja, aby uniknąć powtarzania tych samych odcinków. No cóż, ja się jednak nie przyłożyłam za bardzo, więc znowu mijam zamek, katedrę i wreszcie dobijam do niewielkiego, wybrukowanego placyku otoczonego przepięknymi kamienicami.

Rynek Sienny stanowił w średniowieczu ważne miejsce handlowe (handlowano tu m.in, sianem, stąd nazwa tego miejsca). Działał tu również targ, po którym dziś już nie ma śladu, ale kupieckie tradycje widać w tym miejscu do teraz. Ja przyszłam tu dla dwóch rzeczy: przepięknych barokowych kamienic oraz gotyckiego ratusza. Gdy zobaczyłam ten ratusz pierwszy raz na jakiejś fotografii, myślałam, że to kościół. Ale nie! To budowla świecka i zawsze taka była. Wydało mi się to niebywałe. Obiekt wybudowano z czerwonej cegły i jest jedną z tych konstrukcji, o których wspominałam wcześniej, że są bardzo charakterystyczne dla tego miasta. Nigdzie więcej nie widziałam podobnych.

Ratusz Staromiejski w Szczecinie

Obecnie w ratuszu działa muzeum historii Szczecina. Zwiedzanie obiektów to jednak plan na inną wizytę. Dziś zachwycam się jedynie tymi charakterystycznymi wieżyczkami, podcieniami i ostrołukowymi oknami. Śliczne są też wszystkie ceramiczne detale.

Szczecin - portal ratusza staromiejskiego

Tuż obok ratusza uwagę przykuwają niezwykłe barokowe i neorenesansowe kamienice. Należały kiedyś do bogatych rodzin kupieckich. Co ciekawe, zostały one zburzone w trakcie bombardowania Szczecina. To co widzę, jest więc rekonstrukcją. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie znajdujące się tu domy są przepiękne i przenoszą mnie wspomnieniami do Holandii, choć wszystkich innych przenoszą do Rygi. Tak słyszałam… No cóż, każdy ma swoje skojarzenia.

Szczecin - kamienica na Rynku Siennym

Rynek sienny w Szczecinie

Kamienice na Rynku Siennym w Szczecinie

Woda z niebieskiej rury

Na odchodne przyglądam się jeszcze niebieskiej żeliwnej pompie. Widziałam ich już kilka wcześniej, w różnych częściach zabytkowego Szczecina. Są nieodłącznym elementem tej starówki. Podobno stoi ich tu grubo ponad setka, a 27 wpisanych zostało w rejestr zabytków. Miasto o nie dba i pięknie odnawia. Wyróżnia je intensywnie niebieski kolor oraz złote zdobienia: korony i szczecińskie gryfy. Przez ludzi podobno zwane są „berlinkami”, z powodu podobieństwa do systemu studni w Berlinie. Zostały wybudowane, aby zabezpieczyć miasto w wodę w razie awarii sieci wodociągowej. Przydały się już kilkukrotnie, gdy sieć zawiodła – głównie w czasie wojny i zaraz po niej. Obecnie studnie wciąż są czynne i podają wodę. Zakład wodno-kanalizacyjny Szczecina zachęca, aby używać pomp przy każdej nadarzającej się okazji. Wtedy jest gwarancja, że z rury wciąż będzie płynąć czysta, świeża woda.

Trochę szerzej o szczecińskich berlinkach przeczytasz tu.

Podsumowanie i zaproszenie na jutro

Mam wrażenie, że to jest długi spacer i możesz już czuć się zmęczona. A przecież Szczecin to nie tylko zabytki. Gdzieś przeczytałam, że w tym mieście im młodsza architektura, tym lepsza. Porównując to z moimi doświadczeniami, trudno się z tym kłócić. Jutro więc postaram się tu wrócić, aby pokazać Ci nowe (choć niekoniecznie nowoczesne) atrakcje Szczecina. Przyjdziesz? Zwłaszcza, że pokażę Ci też nocne iluminacje tego miasta.

A jeśli chciałabyś przeczytać cos jeszcze właśnie dziś, zapraszam Cię na wycieczkę w inne rejony Polski.

Może Ci się spodoba również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *