Są takie miejsca w Polsce, które trzeba zobaczyć o konkretnej porze roku. Jednym z nich są Wrzosowiska Przemkowskie. A że właśnie wrzesień trwa w najlepsze, a pogoda w tym roku jest wyjątkowa, to i podróż w ten rejon trzeba wciągnąć na listę obowiązkowych rzeczy do zobaczenia jesienią.
Wrzosowe polany zajmują obszar kilkudziesięciu hektarów i sąsiadują z pięknym, młodym lasem bukowym oraz sosnowym borem. Ze względu na unikatowa szatę roślinną oraz obecność wielu rzadkich zwierząt, teren został objęty specjalną kuratelą. Utworzono tam bowiem Przemkowski Park Krajobrazowy. A to wszystko na miejscu zlikwidowanego przed laty poradzieckiego poligonu.
Jak dojechać na Wrzosowiska Przemkowskie?
Wyjeżdżając ze Świdnicy kieruję się na autostradę A4 w kierunku naszej zachodniej granicy. Przy rozwidleniu autostrad na kierunki Drezno albo Berlin trzymam się kursu berlińskiego. Po zaledwie kilku kilometrach, odbijając w prawo z autostrady dojeżdżam do miejscowości Trzebień. Chwilę kluczę po wiosce, bo nie znajduję tu żadnego drogowskazu do punktu, które ma być celem obecnej wycieczki. Mapa wskazuje, że powinnam być właśnie na miejscu, jednak nic na to nie wskazuje. Pomocny okazuje się pan w miejscowej Żabce, który każe wjechać w jedną z leśnych dróg i zaparkować na którymś z leśnych parkingów.

Z różnych źródeł dowiedziałam się, że miejsc wymarszu na podziwianie wrzosowisk jest tu kilka i że w zasadzie nie ma lepszych, ani gorszych. Można wystartować z Trzebieni, można i ze Starej Olesznej lub z innych sąsiednich miejscowości. Ja postawiłam na Trzebień skoro już w niej się znajdowałam. Znaleźć parking leśny było stosunkowo łatwo. Miejsce ogrodzono płotkiem z brzozowych pni i jest raczej porządnie zagospodarowane. Znajduje się tu niewielki plac piknikowy, drewniane ławki, śmietnik i plastikowy tojtoj.
Powolny spacer przez wrzosowe polany
Z parkingu udaję się przed siebie szeroką piaszczystą drogą. Po obu stronach mijam drzewa bukowe przemieszane z brzozami i sosnami. Las jest młody i niewysoki, ma w końcu zaledwie trzydzieści lat. Po około dziesięciu minutach po lewej stronie otwiera się rozległa fioletowa łąka. To znak, że właśnie wkraczamy na miejsce zapierającego oddech fioletowego spektaklu.

Obszar jest rzeczywiście rozległy. Wrzosowe łąki ciągną się w każdą stronę po horyzont. Warto pokluczyć trochę po okolicy gęstą siatką śródleśnych ścieżek. Po drodze można natknąć się na zgrupowania kolorowych uli. Pszczelarze ustawiają je tutaj już w sierpniu. Miód wrzosowy z tych terenów odznacza się wyjątkową jakością i został wpisany na „Listę Produktów Tradycyjnych”, to znaczy, że chroniony jest przepisami unijnego prawa.

Po lewej stronie od głównej drogi leśnej teren jest raczej płaski. Od czasu do czasu jedynie można tu natknąć się na delikatne fałdowania i wyniesienia. Na jednym z nich decyduję się urządzić krótki piknik. Przed wyjazdem z domu tradycyjnie przygotowałam pieczonego kurczaka, bułki, ogórki małosolne i śliwkowy placek. Jeśli jak ja, planujesz zrobić tu kilkugodzinny spacer, warto prowiant mieć ze sobą. Na miejscu nie ma żadnego sklepu ani punktu gastronomicznego. Wszystko trzeba mieć w plecaku.

Jeśli nie przeszkadza Ci siedzenie wprost na ziemi, masz szansę zjeść posiłek w jednej z bardziej romantycznych scenerii, jakie przyjdzie Ci zobaczyć jesienią. Warto porozkoszować się taką chwilą.

Co poza wrzosami?
Na wrzosach oczywiście świat się nie kończy. Ponieważ na obrzeżach polan są sosnowo-brzozowe zagajniki, możesz być pewna, że z wycieczki wrócisz z koszem pełnym grzybów.



Znajduję również i takie malownicze okazy.

Szczęściarze mogą tu też podobno spotkać owadożerną rosiczkę. Ja nie znalazłam. Za to zachwyciły mnie wielkie stanowiska chrobotka reniferowego i krzewy jałowca, które rosną tu i ówdzie.
Zataczając wielkie koło po chwili znowu natykam się na główną drogę leśną, z której na początku spaceru odbijałam w lewo. Ta droga zdaje się prowadzić przez całe Wrzosowiska Przemkowskie. Tym razem decyduję się ją przekroczyć i spenetrować prawą stronę lasu, który powoli zmienia się w bór sosnowy – nadal młody i świetlisty, niezarośnięty samosiejkami i krzaczorami. Teren zaś jest tu bardziej pofałdowany. Gdzieniegdzie widzę ślady wskazujące na to, że kiedyś ćwiczyli tu czołgiści naszej „przyjaznej” armii. Idę na przełaj przez las, uważając, aby nie wpaść w dziury po dawnych okopach.
Teraz w runie leśnym, oprócz grzybów znajduję również borówki brusznice. Ponieważ jest ich dużo, a w plecaku mam puste pudełka po prowiancie, wiem już, że szybko to ja w tego lasu nie wyjdę. Po przyjeździe do domu, jeszcze tego samego dnia przygotowuję z tych czerwonych jagód kilka słoiczków powideł. Będą doskonałym dodatkiem do pieczonego mięsa i serów.


Więcej informacji i ciekawej faunie i florze wrzosowej tkaniny znajdziesz w linku:
Powrót do punktu startowego
Zmieniałam kierunek marszu w tym lesie już tyle razy, że w pewnym momencie poczułam, iż najprawdopodobniej straciłam orientację w terenie. Mój towarzysz podróży dostrzega jednak linię energetyczną, której postanawiamy się trzymać. Idziemy trasą dawnej kolejki – być może wąskotorówki. Zakładam, że linia energetyczna z pewnością musi prowadzić do miejscowości, w pobliżu której jest parking. Ta myśl okazała się trafiona.
Szybko wydostaję się z lasu z powrotem na szeroką leśną drogę i docieram do samochodu. Teraz jednak, gdybym znowu miała powtórzyć ten spacer, załadowałabym w swój telefon aplikację z mapą lasów państwowych. Zawsze to lepiej się zabezpieczyć na kilka sposobów, niż wpadać w niepotrzebne stany lękowe.
Jeśli pomysł na odwiedzenie Wrzosowisk Przemkowskich właśnie znalazł się na Twojej liście jesiennych wycieczek, przed wyjazdem nie zapomnij odwiedzić mojego sklepu. Będzie mi bardzo miło…
