Wambierzyce. Bazylika, kalwaria i św.Wilgefortis

Pomimo układu ulic i placyków, które sugerowałyby, że jestem raczej w niewielkim miasteczku, okazuje się, że Wambierzyce są wsią. Znajdują się na Dolnym Śląsku, tuż obok Dusznik i Polanicy Zdrój, nieopodal granicy z Czechami. Leżą na uboczu i nie są zbyt dobrze skomunikowane z resztą świata. Trudno tu zajechać, będąc po drodze skądś dokądś. Trzeba się tu raczej pofatygować specjalnie. I naprawdę warto to zrobić…

To właśnie takie miejsca jak Wambierzyce sprawiają, że zaczynam patrzeć na przestrzeń inaczej – na kolory, detale, klimat. I to dokładnie te wrażenia przenoszę dziś na moje tekstylia w projekcie 👉 Miejskie Kolekcje.

Wambierzyce - bazylika Nawiedzenia NMP

Pierwszy raz byłam tu prawie czterdzieści lat temu, będąc jeszcze uczennicą podstawówki. Przywieziono nas tu na pielgrzymkę. Nie pamiętam wiele – dotransportowali nas tu autokarem. Potem była msza, a po mszy wpakowali nas z powrotem do autobusu. Przypominają mi się kanapki jedzone na tych gigantycznych schodach. I kabanosy – jakiż to był wtedy rarytas.

No i po latach – wracając z Gór Stołowych pewnego pięknego październikowego dnia stwierdziłam: „Jest jeszcze na tyle wcześnie, że szkoda już wracać do domu.” Przeleciałam więc wzrokiem po mapie i wybrałam Wambierzyce. O… tu dawno nie byłam.

W górach było pięknie, ale po przekorczeniu bram Wambierzyc przekonałam się, że niestety bazylika stoi w rusztowaniach. Remontem objęta była cała frontowa elewacja. „Czyli zdjęć kościoła i słynnych schodów tym razem nie będzie” – pomyślałam sobie z uczuciem lekkiego zawodu. „Może więc chociaż zobaczę, jak kościół wygląda od tyłu?”

No więc tylna elewacja bazyliki nie powala. Żwiedzać środka bazyliki nie wypadało ze względu na odbywająca się własnię mszę. Za to przechadzając się po zapleczu kościoła dojrzałam na przeciwległym wzgórzu jakieś obiekty i snujących się tam ludzi. No więc byłam już pewna, że tak szybko to ja tej miejscowości nie opuszczę…

Prawie jak na sycylijskiej prowincji…

Wambierzyce - podwórka

Cały układ urbanistyczny w zamyśle miał przypominać Jerozolimę – bramy wjazdowe do wsi, dziedzińce, otoczone podcieniami podwórka, kaplice wtopione w zabudowę, ale przede wszystkim schody, schody i jeszcze więcej schodów.

O Jerozolimie niewiele wiem, więc się nie odniosę, jednak gdy tylko zapuszczam się w ten labirynt maleńkich, kameralnych zaułków i placyków, przed oczami stają mi sceny żywcem wyjęte z „Cinema Paradiso”, z „Maleny” albo innych filmów Giuseppe Tornatore. Popękane ściany i obdrapane tynki w różnych odcieniach żółci i ochry z pewnością nie spodobają się każdemu. Ja zaś jestem zachwycona.

Uwielbiam takie miejsca – trochę niedoskonałe, trochę zapomniane, ale pełne klimatu. To właśnie one inspirują mnie do tworzenia rzeczy, które mają nie tylko funkcję, ale też emocję. Tak powstają moje torby i dodatki inspirowane podróżami 👉 zobacz tutaj [Miejskie kolekcje].

Wambierzyce - podwórka

Te gotowe scenerie filmowe nie zostały niestety odkryte przez wspomnianego Tornatore, ale za to inni filmowcy docenili ich urodę i malowniczość. W uliczkach kręcono „Wielkiego Szu”, a ostatnio Wambierzyce posłużyły za plenery do filmu „Kobieta z…” Szumowskiej i Englerta.

Podwórka i zaułki we wsi Wambierzyce

Zwłaszcza ten drugi film umiejscowiono tu nieprzypadkowo. Historia opowiada o życiu transpłciowej kobiety, która w małomiasteczkowym środowisku miała prawo czuć się jak w więzieniu. Oprócz scen kręconych na wzgórzu wambierzyckiej Kalwarii, wymowne są kadry kręcone przy kaplicy św. Wilgefortis – kobiety na krzyżu, w jednym bucie.

Wilgefortis zwykle ukazywana jest jako ukrzyżowana kobieta z brodą. Ta z Wambierzyc podobno również miała kiedyś brodę, choć teraz śladu po zaroście już nie ma. Tak czy owak spotknie z figurą Wilgefortis było dla mnie dość szokujące. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam.

Dopiero po powrocie do domu doczytałam, że to postać nieuznawana przez Watykan za świętą z racji tego, że nie jest pewne, czy taka postać istniała rzeczywiście, czy tylko jest kanwą dla legend. Według podań, Wilgefortis była córką pogańskiego króla Portugalii, która w odróżnieniu od ojca, ślubowała miłość Bogu. Ojciec zaś, zgodnie z rodową tradycją, zamierzał wydać córkę za mąż. Na nic się zdawały błagania dziewczyny i zapewnienia, że chce swoje życie przeżyć w czystości. Wobec nieustępliwości surowego ojca, Wilgefortis zaczęła modlić się bardzo żarliwie o cud, aby jej kandydat na męża zniechęcił się do niej i zrezygnował z żeniaczki. Jezus postanowił wysłuchać modłów kobiety. Obdarował ją męską twarzą, upodobnioną do niego samego. Zmieniły się więc dziewczynie rysy i włosy, a na twarzy wyrosła broda. Entuzjazm kandydata na męża został więc skutecznie ostudzony, zgodnie z modlitwami dziewczyny. Ojciec wściekł się i postanowił ukarać córkę śmiercią identyczną do tej Jezusowej. Ukrzyżował więc własną latorośl.

Druga część legendy wspomina o grajku, który chciał ulżyć dziewczynie w jej cierpieniach i zaczął grać na fujarce, stojąc przy krzyżu. Wilgefortis chcąc odwdzięczyć się mu za tę łaskę, postanowiła podarować u jeden ze swoich drogocennych, haftowanych złotymi nićmi pantofli. To dlatego tę postać przedstawia się zazwyczaj z jedną bosą stopą, a drugą obutą.

Ze względu na swój tragiczny los, Wilgefortis patronuje nieszczęsliwym żonom i trudnym małżeństwom. I tu właśnie jest symboliczne powiązanie z filmem „Kobietą z…”

O postaci wspomina też Olga Tokarczuk w książce „Dom dzienny, dom nocny”:

„Na krzyżu wisiała kobieta, dziewczyna, w tak obcisłej sukience, że jej piersi wydawały się pod warstwą farby nagie. Warkocze skręcone misternie wokół smutnej twarzy z chropowatego kamienia, jakby kamień, z którego wyrzeźbiono tę twarz , szybciej wietrzał. Spod sukni wystawał bucik, druga stopa była bosa i po tym poznałam, że ta sama figurka wisi w kapliczce przy drodze do Agnieszki. Tamta miała jednak brodę, dlatego zawsze myślałam, że to Chrystus w wyjątkowo długiej szacie. Pod spodem było napisane „Sanc. Wilgefortis. Ego dormio et cor meum vigilat”, a Marta powiedziała, że to jest święta Troska.”

Św. Wilgefortis - patronka nieszczęśliwych żon i trudnych małżeństw w Wambierzycach

W drodze na Kalwarię

Zostawiam za sobą szokujący obrazek kobiety na krzyżu i skręcam w lewo pod górkę. Przechodzę pod kolejną bramą i wkraczam do następnej strefy – krainy schodów i kaplic. To co tu zastaję sprawia, że wszystkie inne drogi krzyżowe, jakie do tej pory widziałam, zostają nagle daleko w tyle. Jest tu na tyle pięknie, że postanawiam odwiedzić to miejsce ponownie przy kolejnej nadarzającej się okazji. Ta okazja przychodzi właśnie teraz – w lipcowy wieczór, pomiędzy jedną letnią burzą a drugą. To dlatego, aby Ci oddać urodę tego miejsca, posłużę się zdjęciami z obu spacerów: październikowego i lipcowego.

Schody są kamienne, strome i jest ich wiele. To dlatego administratorzy tego miejsca przestrzegają, żeby nie wchodzić tu podczas trudnych warunków pogodowych. Za pierwszym i drugim razem jest tu jednak urzekająco. Mniejsze i większe kaplice usadowione są po obu stronach głównej trakcji oraz przy alejkach odchodzących na boki.

Pierwsze kaplice zaczęto tu wznosić z końcem XVII wieku. Były jednak budowane z drewna i nie przetrwały do dziś. Te, które znajduję tu obecnie, wybudowano w XIX i w pierwszej połowie XX wieku. W budyneczkach odnajduję obrazy i rzeźby ilustrujące sceny z życia Chrystusa. Na zapleczu kaplic, nieco bardziej w parku, w cieniu starych drzew wybudowano drogę krzyżową.

Podobno przejście drogi krzyżowej i odwiedzenie wszystkich kaplic na wzgórzu kalwaryjnycm oraz okolicznych wzgórzach Wambierzyc, ma zająć pobożnemu chrześcijaninowi 4-5 godzin. Ja nie kontempluję tu kontekstów religijnych. Bardziej zachwyca mnie uroda tego miejsca i jej malownicze, przemyślane schematy i plenery.

Wambierzyce, kalwaria jesienią

Wabierzyce - kalwaria i jej kaplice

Wambierzyce - kalwaria i kapliczki

Wambierzyce - październik na kalwarii

Kalwaria w Wambierzycach

Przechadzanie się alejkami zajmuje mi grubo ponad godzinę i naprawdę nie żałuję ani minuty z tego czasu. Gdy tylko widzę otwartą polanę ponad ostatnią z widocznych kaplic, postanawiam udać się w tym kierunku, mając nadzieję na dobry punkt widokowy na miejscowość. Mój nos mnie nie zawodzi. Znajduję stare drzwo, a pod nią małą, drewnianą ławkę. Zawsze mam w sobie dużo ciepłych uczuć dla ludzi, którzy ustawiają ławki w takich miejscach jak te. Siedzę więc sobie i oglądam Szczeliniec Wielki na horyzoncie oraz bazylikę w bliższym planie. Msza się pewnie już skończyła, więc za chwilę znowu tam będę…

To są dokładnie te momenty, które chciałabym zatrzymywać na dłużej – nie tylko w pamięci, ale też w przedmiotach, które towarzyszą na co dzień.

Widok na Wambierzyce z kalwarii

Ale jak się okazuje, to jeszcze nie koniec. Za plecami odnajduję kolejne kapliczki oraz cztery gigantyczne dzwony. Spodziewałam się, że z dzwonami związana jest jakaś kolejna zagadka. Ale nie… Dzwony przyjechały tu w latach dziewięćdziesiątych XX w. z Niemiec jako dar od dawnych niemieckich mieszkańców Wambierzyc. To stąd na dzwonach niemieckie sentencje. Dzwony miały rozbrzmiewać z kościelnej dzwonnicy, która nigdy jednak nie powstała, bo nie znaleziono funduszy, aby ją wybudować. Stoją więc sobie na trawie, pośrodku polany, i milczą. Trochę smutny to obrazek.

Wambierzyce - cztery milczące dzwony

Zostawiam za sobą milczące dzwony, obczajam ostatnie plenery i powoli, patrząc pod nogi, zaczynam schodzić stromymi schodami w dół. Kierunek: bazylika…

Wambierzyce - kapliczki kalwarii

Kalwaria we wsi Wabierzyce

Kalwaria we wsi Wabierzyce

Bazylika

Będąc jeszcze na schodach i tarasach kalwarii dostrzegam ładną, skąpaną w miękkim, zachodzącym słońcu bramę po prawej stronie od bazyliki. Pozstanawiam przez nią dostać się do kościoła. Tych bram jest we wsi kilkanaście – każda, obdrapana czy świeżo po remoncie – piękna na swój sposób.

Droga przez bramę prowadzi mnie rzeczywiście do kościoła od zaplecza. Z tej perspektywy kościół wygląda na o wiele mniejszy niż od strony schodów.

Bazylika mniejsza w Wambierzycach

Do wnętrza dostaję się prze boczne drzwi. Kościół ma jakby dwie odrębne, okrągłe czy owalne przestrzenie, przyrośnięte do siebie jak dwa gigantyczne bąble.

W głównej nawie podziwiam ołtarz i wielgaśne malowidła. U szczytu ołtarza słynna cudowna figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Kult w tym miejscu zaczął się podobno właśnie od tej figurki. Postać Maryi wyrzęźbiona została z drewna lipowego, jest stareńka, gotycka, i ma zaledwie 28 cm wysokości. W zależności od okazji ubiera się ją w odpowiednią sukienkę. W 1980 r. miała tu miejsce ważna uroczystość, kiedy to kardynał Stefan Wyszyński ukoronował obie postaci(mamę i dziecko) koronami papieskimi. Od tej pory wambierzycka Maryja stała się patronką rodzin.

Mam trochę pod górkę z tematami wiary i kościoła, dlatego na sprawę przebierania figurki i czynienia z tego świętych rytuałów patrzę pod nieco ostrym kątem. Jednak skoro figurka ma cudowne właściwości, postanawiam spisać na kartce i powierzyć jej swoją intencję.

Po tej dziwnej, ale kojącej dla mnie chwili oglądam jeszcze dłuższą chwilę barokowe ozdobniki, ołtarze i zachwycające kopuły. Lustruję też organy i w wyobraźni widzę tu znowu naszego świdnickiego organistę Jakuba Monetę. Ech… piękny to byłby koncert.

Sklepienie nawy bocznej bazyliki w Wambierzycach

Wambierzyce - ołtarz główny w bazylice ze świętą figurką Matki Boskiej z dzieciątkiem

Wambierzyce - malowidło na sklepieniu bazyliki

Po godzienie wychodzę na zewnątrz – tym razem kieruję się do głównych schodów. Z tarasu z balustradami jeszcze raz spoglądam na przeciwległe wzgórze i kapliczki kalwarii. Kątem oka dostrzegam też kolejne kapliczki na sąsiednim wzgórzu. No, tam jeszcze nie dotarłam… Będzie więc ciąg dalszy mojej wambierzyckiej przygody, gdy tylko nadarzy się stosowna okazja.

Wambierzyce - polne kapliczki

I to koniec mojej wambierzyckiej przechadzki. Chciałam Ci w tej relacji pokazać mojej postrzeganie tego miejsca, prywatne odczucia i kolory w moich oczach. Może zobaczysz je w podobny sposób, gdy już tu przybędziesz. A może to miejsce jest Ci już znajome i podpowiesz mi, co mi umknęło…

Jeśli lubisz takie miejsca i takie spacery, to może odnajdziesz też coś dla siebie w tym, co tworzę na co dzień.
Zajrzyj do 👉 Miejskich Kolekcji [link] – tam znajdziesz rzeczy inspirowane dokładnie takimi podróżami.

Jeśli zaś spodobał Ci się spacer ze mną, zapraszam na podobne, po innych zakątkach kraju:

Nieliczne fakty z historii zaczęrpnęłam ze strony:

Może Ci się spodoba również:

2 komentarze

  1. Przepiękna podróż po wzgórzach Bardzkich oraz Sanktuarium w Wambierzycach. Cudownie przedstawiona. Polecam gorąco do odwiedzenia tego miejsca.

  2. […] groszem na budowę nowego kościoła. (O Jerozolimie w Wambierzycach pisałam tu: KLIK). okazuje się, że wnuczka Józefina nie była gorsza ani pod względem […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *