Wrocław – mój nieoczywisty pomysł na Twój spacer

Gdy byłam ostatnio na krótkim wyjeździe do Południowego Tyrolu, wychodziłam codziennie o świcie na balkon pensjonatu, który mnie gościł i patrzyłam w przestrzeń przede mną. Chciałam na zawsze zapamiętać ten widok. I zastanawiałam się wtedy, czy ludzie, którzy tu mieszkają, potrafią docenić te wszystkie zapierające dech w piersiach krajobrazy. Czy popylając codziennie rano do pracy zatrzymują się czasem na którymś z zakrętów i wzdychają: „Jezusicku, jak tu jest piknie”. A potem naszło mnie, że my przecież też mieszkamy w cudnej okolicy – w krainie pałaców, zamków i przepięknych parków. Mamy tu wszystko: lasy, góry, jeziora i malowniczo położone wioski. Mamy Książ i Wojsławice, Chełmsko i Wrocław. No i zdarza się, że nam spowszednieje to, co widzimy. I że dopiero przyjezdni są nam w stanie uzmysłowić, jakie skarby mamy tuż przed progiem. Spojrzenie na swoje własne podwórka cudzym okiem zawsze pomaga w takich momentach. Zachwyty ludzi nie stąd powodują, że i my otwieramy oczy szerzej i zadziwieni zadzieramy głowy, aby obejrzeć to, co nad nami.

Co się kryje za drzwiami kamienic?

Wiele lat temu trafiłam na blog Klatkowca. Podlinkuję go dopiero na końcu, żebyś mi za szybko nie uciekła. W każdym razie Klatkowiec, co facet, który jeździ po Polsce i „inwentaryzuje” polskie kamienice. Lustruje klatki schodowe, zwiedza korytarze, fotografuje balustrady, kafle, witraże i windy. Pod jego wpływem moje oko wyczuliło się na „kuczki” i „mezuzy” (i o tym też Ci kiedyś napiszę). Na blogu mało było tekstu, jednak zdjęcia niejednokrotnie wprawiały mnie w osłupienie. Wiele z tych fotografii pochodziło z naszych rejonów: z Dzierżoniowa, Ziębic, Strzegomia, nawet naszej Świdnicy, no i przede wszystkim Wrocławia.

Był ciepły styczniowy dzień

Tak ciepły jak to się w tym miesiącu rzadko zdarza. Styczeń zazwyczaj mało ma do zaoferowania turystycznie w naszym rejonie, zwłaszcza gdy jest cieplej, niż powinno być o tej porze roku. W lesie i górach zamiast śniegu błocko po kolana, w miastach pośniegowa breja. Na spędzenie zimowej niedzieli naprawdę nie było pomysłu. I wtedy przypomniał mi się Klatkowiec. Że może by tak pójść jego przykładem: pospacerować ulicami miasta i po prostu naciskać na klamki. W dobie domofonów większość drzwi jest skutecznie zamknięta dla obcych, ale bywa, że ma się szczęście…

Pamiętam, że zadzwoniłam owego niedzielnego poranka do syna i zaproponowałam mu ten niepoważny wyjazd. Nie oponował. Nie wiem, ile zrobiliśmy wtedy kilometrów piechotą. Szwendaliśmy się ulicami, wiele razy zmieniając kierunek marszu. Mieliśmy jedynie dwa pewne punkty programu, które chcieliśmy osiągnąć. Wiedzieliśmy, że spróbujemy dostać się do budynku na przeciw opery. No i że „przypuścimy atak” na klatkę z rowerami. Wszelkie inne klatki pomiędzy objawiły nam się przypadkiem.

Wrocław, Plac Teatralny

Nie wiem, ile razy mijałam tę kamienicę, zupełnie nie zdając sobie sprawy, co kryje się w środku. Na przeciw niej znajdował się basen, na którym będąc jeszcze na studiach miałam w-f przez dwa semestry. Swoją drogą sam basen też jest tak piękny, że można by na jego temat zrobić cały osobny wpis. W danym czasie uważałam się za szczęściarę, że mogę mieć zajęcia z pływania w takim miejscu. Wracając jednak do kamienicy… jest to dawny dom czynszowy Sachsów (wrocławskiej rodziny przedsiębiorców). Projektował go Karl Schmidt – ten sam, którego projektem jest też budynek na Wzgórzu Partyzantów, zabudowa tutejszego ZOO oraz częściowo Opera Wrocławska. Nic dziwnego, że i ta kamienica okazała się być takim rarytasem.

O ile z zewnątrz nie odbiega zanadto od standardów, do jakich przyzwyczaiła nas cała zabytkowa część Wrocławia, o tyle wewnątrz spoglądanie na pozostałości dawnego wyglądu potrafi przyblokować oddech. Piszę „pozostałości”, bo po wojnie, jak walec, przewalił się przez te wnętrza budowlany referat tutejszych władz miejskich, który stwierdził, że budynek wyremontuje. A wtedy słowo „remont” oznaczało jedno: usunięcie wszystkiego, co zbyteczne (czytaj: sztukateryjnego zbytku). Można więc rzec, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności, ktoś oszczędził to, co w tym budynku było szczególnie cenne: ażurowe schody, żeliwne balustrady i wewnętrzne okna, oddzielające klatkę oficjalną od klatki dla służby.

Wrocław, klatka schodowa Plac teatralny

Widok z okna kawiarni

Obecnie budynek znowu jest po remoncie, ale dla odróżnienia od tego pierwszego, odrestaurowano to, co uchowało się przed pierwszą ekipą budowlańców. Wydobyto i podkreślono detale, zabezpieczono metalowe elementy, wymieniowo posadzki, zadbano o oświetlenie. Z klimatu, jaki tam panuje, korzystają często i chętnie ślubni fotografowie. Skorzystał również Marek Krajewski. Mieszkał tu Eberhard Mock, a w parterze tej kamienicy mieściła się kawiarnia, w której lubił przesiadywać wrocławski detektyw.

Schody na Placu Teatralnym w kamienicy Sachsów. Wrocław

A po drodze…

O tym, że warto naciskać na klamki przypadkowo napotkanych drzwi, świadczy kolejna klatka. Nie miała tyle szczęścia, co poprzednia, nie wyremontowano jej pięknie i nie pachnie tam płynem do podłóg. Jednak rysunek schodów, czy detale balustrad pokazują, jak bogata była historia tego miasta.

Te klatkę napotkaliśmy przy Podwalu, gdzieś blisko Dworca Świebodzkiego. Pewnie drugi raz nie potrafiłabym tam trafić. Gwarantowane jest jednak, że w sąsiedztwie jest wiele takich miejsc. Trzeba być tylko cierpliwym i ciekawym.

Wrocław, zabytkowa klatka schodowa

Wrocław, zielona, zabytkowa klatka schodowa

Rowery w szybie windy, Wrocław Duboisa 16

Wisienką na torcie tego wrocławskiego spaceru okazała się jednak klatka, o której dowiedziałam się, szukając informacji o tej pierwszej – w domu Sachsów. Natrafiłam na artykuł o ciekawej rewitalizacji korytarza w wielorodzinnej kamienicy przy Duboisa, którą przedsięwzięła wspólnota mieszkaniowa. Już sama przestrzeń korytarza, pomijając artystyczną instalację, którą za chwilę pokażę, też była warta podjęcia próby dostania się do środka.

Wrocław, Duboisa 16, klatka schodowa

A dostać się tam łatwo nie było. W środku nie mieści się żadna instytucja, która mogłaby dać pretekst do wejścia. Mieszkania należą do osób prywatnych, którzy widocznie zmęczeni są już sukcesem własnego pomysłu i dość mają osób szwendających się tuż pod drzwiami ich lokali. Albo po prostu my mieliśmy „szczęście”, że jeden z panów wpuścił nas tam – oględnie mówiąc – dość niechętnie. Musieliśmy obiecać, że nasz pobyt będzie krótki i cichy.

Jednak który to już raz okazało się, że to, co jest trudne na początku, tym bardziej jest warte wysiłku. Bo tuż po przekroczeniu progu ukazała nam się przeszklona przestrzeń, w której podobno kiedyś znajdował się szyb windy. Obecnie zaś wrocławska artystka Anna Mierzejewska zawiesiła tam ciekawą instalację, na którą składa się kilka holenderskich rowerów. Cała kolekcja należy do ludzi, którzy mieszkają w tym domu i którzy mają też we Wrocławiu sklep rowerowy. Efekt? Oceńcie sami…

Klatka schodowa z rowerami. Wrocław Duboisa 16

Wrocław, Duboisa 16, klatka schodowa z rowerami

Podsumowując…

Dziękuję Ci, że dotarłaś aż tutaj i zechciałaś mi towarzyszyć w tym spacerze. Mam nadzieję, że Ci się podobało. Moje przeżycia z tego styczniowego dnia pokazują, że choćby z prawie-niczego da się ukręcić temat na wycieczkę. I nawet w miejscu, o którym myślisz, że widziałaś już tam wszystko, znajdziesz coś, co potem przy kawie będziesz wspominać latami. Obecnie mam już nawyk naciskania na klamki bram i drzwi wejściowych. Robię to nawet w mieście, w którym mieszkałam ostatnich trzynaście lat. Tam to dopiero znalazłam cuda… Ale o tym przy innej sposobności.

Bo teraz chcę Cię jeszcze zaprosić do zaznajomienia się z Klatkowcem. Można go odwiedzić na blogu albo na facebooku

Poszukaj, czy przypadkiem nie był i w Twoim mieście, a jeśli był, to co tam wytropił. W Świdnicy na przykład wyczaił to:

http://www.kamienicewpolsce.pl/search/label/%C5%9Awidnica

Natomiast drugie miejsce, do którego chcę Cię zaprosić, to strona mojego sklepu. Uzupełniłam ostatnio półkę o nowe torby. Sprawdzą Ci się one pierwszorzędnie na tego typu spacerach. Zmieścisz w niej prowiant, mapę i aparat fotograficzny. No i dodatkową bluzę, i buty na zmianę, młotek i kombinerki, treblinki i milion innych rzeczy niezbędnych w damskiej torbie.

Może Ci się spodoba również:

1 komentarz

  1. […] A tymczasem pojedźmy razem do Wrocka angielskijęzyk obcyjęzyki obcenaukasamorozwój […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *