Cebulowe pola pod Wrocławiem

Maj jest niewątpliwie jednym z najpiękniejszych miesięcy w naszym regionie. Po pierwsze właśnie kwitną sady, a jest ich w masywie Ślęży, w Górach Kocich i w ogóle w całym Wale Trzebnickim bardzo dużo. Po drugie kolorami eksplodują rododendrony. Kwitnących pól rzepakowych nie sposób przeoczyć. Jednak to, co najbardziej zaskoczyło mnie w ostatnich latach, to kwitnące cebulowe pola.

I wydaje mi się, że widziałam już w życiu całkiem sporo: kilka oszałamiających, słynnych w świecie parków i ogrodów, pola bajecznie kolorowych tulipanów i hiacyntów, narcyzowe łany, słonecznikowe uprawy… Jednak to, co dane mi było napotkać niemalże na własnym podwórku, mogę wpisać na listę moich największych estetycznych zaskoczeń.

Ale od początku…

Trasę Świdnica-Wrocław pokonywałam rowerem już kilka razy, za każdym razem nieco zmieniając jej przebieg. Raz jeździłam przez Sobótkę, innym razem przez Mietków i Kąty Wrocławskie. Raz pokonywałam odcinek ruszając z Wrocławia, a kolejnym razem we Wrocławiu kończąc. W każdym wypadku jest to dobry pomysł na niezobowiązującą i niezbyt wymagającą wycieczkę dla średnio wprawionych rowerzystów. Droga zazwyczaj wynosi około 70 km i trzeba na nią przeznaczyć kilka godzin.

Tym razem wybrałam kierunek od Świdnicy do Wrocławia z kilku względów: chciałam zaserwować sobie mniej podjazdów (Wrocław leży niżej od Świdnicy, więc siłą rzeczy bilans podjazdów powinien przemawiać na moją korzyść). Po drugie przez większą część trasy chciałam mieć słońce za sobą. Wstałam więc pewnej majowej niedzieli wcześnie rano, przygotowałam prowiant, narysowałam schemat trasy i wyruszyłam ze świdnickiego rynku w stronę Ślęży.

Wiatrak w Gogołowie

To miał być zdecydowanie jeden z mocniejszych punktów tej wycieczki. Tu i ówdzie napotykałam na wzmianki o tym wiatraku, ale jakoś nigdy nie udawało mi się tam zawitać. Pomyślałam, że tym razem mogę trasę poprowadzić tak, aby budynek wreszcie zobaczyć z bliska. Wjeżdżając do wsi od strony Świdnicy, z głównej drogi trzeba skręcić w prawo. Do obiektu trafi się bez trudu. Jest dobrze widoczny z ulicy.

Budowla, którą wzięłam na celownik to wiatrak typu holenderskiego, zbudowany w 1830 roku. Podczas wojny nie ucierpiał zanadto, trzeba było jednak odbudować skrzydła, które zdewastowali rabusie. Na szczęście przetrwały ryciny i fotografie, i to na podstawie tych dokumentów ówcześni gospodarze obiektu odrestaurowali go w całkiem udany sposób. Obecnie w wiatraku można wynająć pokoje i zorganizować prywatny lub firmowy pobyt. Do dyspozycji jest kilkanaście łóżek oraz sala biesiadno-konferencyjna. Więcej danych na ten temat można znaleźć tu.

Wiatrak w Gogołowie

Trasa R9

Zostawiając wiatrak za sobą, kontynuowałam jazdę w kierunku Sobótki. Trasa prowadzi ślężańskim odcinkiem międzynarodowej drogi rowerowej R9 (zwanej inaczej szlakiem bursztynowym). Szlak poprowadzony jest od wioski do wioski trzeciorzędnymi drogami asfaltowymi. Po drodze zorganizowano miejsca do wypoczynku: do dyspozycji są drewniane stoły i ławy W wielu miejscach ustawiono też tablice informacyjne i edukacyjne. Kierunek jazdy jest łatwy do rozszyfrowania dzięki wyraźnym oznaczeniom (szukajcie charakterystycznych pomarańczowych strzałek i kwadratów). Trakt poprowadzony jest w taki sposób, aby zaserwować rowerzystom piękne widoki i możliwość zobaczenia największych atrakcji tego regionu. Zdecydowałam się pojechać tym szlakiem jedynie do Sobótki. Potem trasa przechodzi na drugą stronę drogi nr 35, a mi jednak zależało na obejrzeniu cebulowych pól, które miałam nadzieję znaleźć na południe, a nie na zachód od Wrocławia.

Trasa R9

Trasa rowerowa r9

W Sobótce zaserwowałam sobie krótki odpoczynek. Zjadłam lody, sprawdziłam mapę i zrobiłam notatki w notesie. Zlustrowałam też trójwymiarową makietę masywu Ślęży, która jest w rynku, a którą pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Bardzo mi ona wtedy działała na wyobraźnię. Pospacerowałam odrobinę uliczkami, aby odgniecione od siodełka mięśnie tyłka mogły się trochę zrelaksować. Po godzince ruszyłam w dalszą trasę.

Kierunek: cebulowe pola

Aby zobaczyć zakwitnięty szczypiorek, trzeba z Sobótki kierować się na Kunów, Masłowice, a następnie na Ręków. Fioletowych zagonów jest kilka. Nie wiem, czy co roku znajdują się dokładnie w tych samych miejscach, ale jeśli będziecie krążyć po drogach w tej okolicy, jest szansa, że napotkacie co najmniej jedno z nich. Widoczne są z daleka i gdy są w pełni rozkwitu, mają kolor dojrzałej lawendy. Tereny nie są ogrodzone, można się więc przy nich zatrzymać na krótką sesję fotograficzną. Trzeba jednak uważać, aby nie zadeptać delikatnych kwiatów.

(Pokazane zdjęcia pochodzą z wycieczki, którą zrealizowałam w 2022 r. Przed wyjazdem na oglądanie tych pól możecie sprawdzić dokładną lokalizację z danego sezonu. Na pewno internauci będą się tym chętnie dzielić na mediach społecznościowych.)

Cebulowe pole i rower

Cebulowe pola pod Wrocławiem

Zauroczył mnie ten widok tak bardzo, że postanowiłam namówić znajomych, aby podjechać tam wspólnie jeszcze raz następnego dnia o zachodzie słońca.

Cebulowe pola o zachodzie słońca

Zbliżając się w kierunku Wrocławia, można napotkać również pola cebuli siedmiolatki. Podobno również i ją uprawia się ją tam w dużej masie każdego roku. W tym sezonie byłam tam odrobinę za wcześnie, aby zobaczyć te pola w pełnej krasie, ale i tak byłam zadowolona. Kwitnąca cebula siedmiolatka (najpiękniej kwitnie w dopiero czerwcu) ma duże białe kwiaty wielkości pięści, a liście i łodygi są w kolorze srebrzysto niebieskim, co razem daje bardzo ciekawy, nietypowy koktajl odcieni.

Kwiat cebuli

Zakwitnięte pole cebuli

Topacz na zakończenie

Gdy się zobaczy coś takiego w środku wycieczki, ciężko potem dać się zaskoczyć czymś równie pięknym. Zwłaszcza, że ostatni odcinek trasy nie jest już zbyt ciekawy. Jednak jakoś do pociągu trzeba dotrzeć. Mijałam więc kolejne wioski bez wzlotów i westchnień. Przez chwilę zatrzymał moją uwagę stary kościół w Żernikach Małych. Mogłam go jednak obejrzeć jedynie z zewnątrz, bo w niedzielne popołudnia wiejskie kościoły są zwykle zamknięte na cztery spusty. Aby nie jechać do samego centrum miasta chodnikiem wzdłuż hałaśliwej drogi Kudowa-Wrocław, odbiłam w Bielanach Wrocławskich lekko w prawo drogą do Zamku Topacz.

Byłam tam już parę lat temu wczesną wiosną. Zapamiętałam kwitnące drzewa owocowe w budzącym się do życia, ładnym, zadbanym parku. Teraz w tym samym parku zieleń była już bardziej rozwinięta.

Zamek Topacz w kwietniu

Zamek jest w rękach prywatnych. Urządzono tam hotel i dobudowano kilka, w moim odczuciu, psujących bryłę zabytku dobudówek. Nie można go zwiedzać. W dawnych zabudowaniach gospodarczych urządzono muzeum motoryzacji, na odwiedzenie którego za każdym razem brakuje mi jednak czasu. Zdaje się, że aby zobaczyć tę kolekcję starych samochodów, muszę się tam wybrać specjalnie w tym celu.

Zamek Topacz

Przejazd przez południowy Wrocław

Od zamku Topacz, do centrum Wrocławia jedzie się przez nowo wybudowane osiedla, które raczej niczym nie zachęcają do zatrzymania się. Warto dopiero na chwilę zrobić pauzę na Partynicach lub przy wojskowym cmentarzu radzieckim. Ciekawy jest również park południowy, gdzie w maju kwitną okazałe tulipanowce. Można pooglądać starą tramwajową zajezdnię oraz najwyższy wrocławski budynek SkyTower. Ja jednak zwykle zatrzymuję się na Cmentarzu Żydowskim, który zasługuje na osobny wpis. (Obiecuję go kiedyś zrobić.) A stamtąd od Wrocławskiego Dworca już tylko parę nadepnięć na pedały.

Dworzec kolejowy Wrocław

Jeśli interesują Cię inne pomysły na rowerowe wypady po naszym regionie, zapraszam Cię do poczytania innych artykułów w tym dziale.

Może Ci się spodoba również:

2 komentarze

  1. Jako osoba zafascynowana psychologią czytelników, ciekawi mnie, czy stosujesz jakieś nietypowe metody analizy feedbacku czytelników, aby lepiej zrozumieć ich oczekiwania i preferencje?

    1. Raczej nie zdarza mi się tu pisać artykułów ze względu na preferencje czytelników. Tematy wpisów to po prostu relacje z podróży, które odbyłam. A podróże planuję według własnej listy marzeń lub nadarzających się okazji. Inaczej jest z budowaniem oferty sklepu. Ta jest odpowiedzią na preferencje klientów, ale odkrywam je w indywidualnych rozmowach i zapytaniach. Nie mam na razie systemu ankietowania. Pytam o opinie i pozwalam się klientkom luźno wypowiadać na temat propozycji produktów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *