O Oybin usłyszałam pierwszy raz kilka lat temu, gdy planowałam wycieczkę rowerową po Górnych Łużycach. Wtedy zabrakło czasu, ale teraz – podczas ostatniego weekendu pięknej jeieni udało się nadrobić tę zaległość.
Do miejcowości Oybin dojeżdżamy od strony Bogatyni krzystając z przejścia granicznego dla lokalnego ruchu turystycznego. Po drodze mijamy Zittau (Żytawę), ale to miejsce postanawiamy sobie zostawić na koniec wycieczki, w razie gdyby zostało trochę czasu i sił.
Gdy dojeżdżamy na parking w Oybinie, pierwsze co się ukazuje naszym oczom, to górująca nad miasteczkiem formacja skalna. To tam za chwilę się udamy.

Parking jest płatny przez siedem dni w tygodniu. Jest jednak pojemny, przewidziany na wiele samochodów osobowych i autobusów. I praktycznie jest to jedyna opcja pozostawienia auta w tym uzdrowisku. Istnieje wprawdzie możliwość dotacia tu koleją wąskotorową z Zittau. Pociąg jednak nie jeździ jesienią i zimą, wbrew temu, co mówią drukowane i internetowe przewodniki. W sezonie na parkingu działają również toalety i prysznice, oraz inne udogodnienia na kamperowiczów, ale teraz – podobnie jak kolejka – są zamknięte aż do wiosny. Działa jednak bar z drobnymi posiłkami.
Barokowy kościół na pochyłości
Udajemy się uliczkami uzdrowiska w kierunku wejścia na szlak i pierwszym obiektem, który spotykamy już po paru krokach marszu, jest cudnie położony na stromym zboczu barokowy kościół (Bergkirche).

Kościół swą nazwę zawdzięcza miejscu, w którym go wybudowano – a mianowicie na zboczu stromizny. Ponieważ wykucie w skałach platformy, na której można byłoby postawić taki budynek, byłoby wymagające, dopasowano więc architekturę świątyni do pochyłości. Gdy więc wchodzimy do wnętrza kościoła, czujemy sie trochę jak w kinie, albo na sali wykładowej – dalsze ławki i organy umieszczone są wyżej, a kolejne rzędy siedzeń opadają stopniowo w stronę ołtarza, który umieszczony jest w najniższym punkcie budowli.



Dolny zamek i ruiny kościoła
Opuszczamy kościół i ścieżką w górę udajemy się w stronę szczytu. Przechodzimy malowniczo rysującym się wąwozem i w efekcie, przechodząc przez dwie bramy, dostajemy się na podzamcze. Zostaje jeszcze tylko kupić bilety (5 Euro od osoby), obłowić się w bezpłatne przewodniki i broszury o okolicy, w które bogato zaopatrzona jest tutejsza informacja turystyczna, i można rozpocząć zwiedzanie.

W pierwszej kolejności wchodzimy do zrujnowanego XVI-wiecznego kościoła i XIII-wiecznego zamku. To właśnie we wczesnym średniowieczu założono tu gród mający chronić przeprawę pomiędzy Czechami a Żytawami. W 1577 roku uderza jednak w dach jednego z budynków piorun i od tego uderzenia wybucha pożar, który trawi dużą część zabudowań. Po pożarze ani kościół, ani zamek nie zostały już odbudowane.


Kościół robi wrażenie ogromnego. W rzeczywistości ściany budowli nie są tak wysokie, jak można byłoby sądzić, jednak oparcie konstrukcji na naturalnie występujacych tam skałach sprawia wrażenie kolosu. Jednak najbardziej wwiercają mi się w pamięć niesamowite okna, które zresztą uwieczniali romantyczni malarze ze szkoły dresdenskiej, z Casparem Davidem Friedrichem na czele. I to właśnie te obrazy rozsławiły w świecie ten romantyczny zakątek.





Szlaki spacerowe wokół ruin
Po dokładnym obejrzeniu zamku, klasztoru i znajdujących się w nich ekspozycjach, udajemy się na spacer wokół ruin. Do wyboru są dwie trasy. My decydujemy się na obie. Powoli przechadzamy się wytyczonymi ścieżkami, wchodząc we wszelkie dostępne zakamarki, na platformy i pomosty widokowe. Z góry oglądamy miasto i Góry Żytawskie w pełnej jesiennej krasie. Udaje się również obejrzeć same zabudowania kościoła z różnych perspektyw.





Dużym przeżyciem jest podziwianie z góry samego uzdrowiska Oybin, z pięknie utrzymanymi zabudowaniami oraz stacją kolejki wąskotorowej, która z tej perspektywy wygląda jak zabawkowy model.

Kameralny cmentarz
Trasa spacerowa zaczyna i się i kończy na maleńkim, wciśniętym między skały cmentarzu. Trudno sobie wyobrazić o bardziej romantyczne miejsce do pochówku. Pogrzebani są tu mieszkańcy miejscowości oraz kilka osobistości ze świata kultury. Najpiękniejsze groby upamiętniają Alfreda Moschkau – niemieckiego badacza historii regionalnej oraz Petera von Dobschütz.





Schronisko
Przechodząc przez cmentarz postanawiamy jeszcze obejrzeć schronisko. Niestety możemy to zrobić tylko z zewnątrz, bo w listopadzie schronisko nie obsługuje gości. Działa jedynie bar zewnętrzny. Schronisko jest jednak urokliwie położone, więc warto je obejrzeć. A gdyby nie okoliczne zabudowania, z pewnych perspektyw można by je z powodzeniem pomylić ze schroniskiem na Szczelińcu Wielkim.


Gdy wydaje nam się, że obejrzeliśmy tu już każdy zakamarek i zamierzamy się powoli wycofywać z tego miejsca, zauważamy, że z jednego z zabudowań prowadzą schody na górę. I całe szczęście, że to jednak nie uchodzi naszej uwadze, bo byłoby grzechem nie obejrzeć ruin z góry.



Uzdrowisko Oybin
Zrobiło się już dość późno i wiemy już teraz na pewno, że Żytawę trzeba będzie zostawić sobie na kolejny spacer. Decydujemy sie jednak na powolną przechadzkę przez uzdrowisko. Zaglądamy na peron tej uroczej stacyjki, którą parę godzin wcześniej oglądaliśmy z góry. Podziwiamy też ładnie urzadzony park, który o tej porze roku szykuje się już do odpoczynku. No i oczywiście trochę czasu spędzamy w wąskich, odchodzących od centrum uliczkach, przy których stoją przepięknie zadbane, odnowione, kolorowe domy przysłupowe. Widzieliśmy już ich w całych Łużycach sporo, ale dobrej architektury nigdy dość.




A skoro już jesteśmy przy domach przysłupowych, zapraszam Cię do obejrzenia innego mojego reportażu o ludowej architekturze Górnych Łużyc.
Gdybyś również chciał/a dowiedzieć się więcej o żytawskiej kolei wąskotorowej, to wszystkie potrzebne informacje znajdziesz tu:
