Zaczęłam podróżować samotnie dość późno – na pewno przekroczyłam już czterdziestkę. Wcześniej uważałam, że aby gdzieś pojechać i coś zobaczyć, koniecznie muszę być uczepiona czyjegoś ramienia. Najlepiej męskiego. Tak się czułam najbezpieczniej i nawet nie próbowałam rozpatrywać innej opcji.
Potem się rozwiodłam, a partner, z którym się następnie związałam, też początkowo nie palił się do podróży. A ponieważ chciałam być obecna w różnych miejscach, chciałam widzieć, smakować i doświadczać, nie pozostawało nic innego, jak się odważyć i spróbować zrobić to samodzielnie. A potem już poszło…

Na początku myślałam, że podróżowanie w pojedynkę jest trudne. No i przede wszystkim że jest niebezpieczne. Z czasem zaczęłam się przyglądać tematowi trochę bardziej. A im bardziej ja się mu przyglądałam, tym bardziej temat przyglądał się mnie. Zewsząd zaczęły do mnie napływać informacje o podróżujących dziewczynach. A to w sieci, a to w radiowych audycjach. Po wysłuchaniu paru z nich stwierdziłam, że skoro one mogą, to ja też mogę.
Potem trafiłam na profil „Podróżniczki” na FB. I oto naraz otworzyło się bezkresne morze inspiracji. Liczne opowieści, porady, fotorelacje zaczęły wypełniać wszystkie moje przerwy od pracy. Wyobraźnia zaczęła pracować coraz intensywniej, a apetyt się stopniowo zaostrzał. Brakowało mi odwagi, jaką miały niektóre z dziewczyn, na pewno brakowało mi też kasy, a doświadczenia to już w ogóle. I ponieważ przeciwnik (owe solo-podróże) wydawał mi się tak potężny, postanowiłam rozbroić go w etapach.
Moje początki
Nie wiem, czy jednodniowe przejażdżki rowerem można zaliczyć jako start w tym temacie. Ale tak, ja zaczęłam właśnie od roweru. Stopniowo zataczałam coraz większe kręgi. Na początku wyjazd z rowerem pociągiem do Wrocławia i powrót rowerem do domu uważałam za nie lada wyczyn. Cieszyło mnie to, że muszę się zmagać. Że ogarniam poruszanie się z objuczonym rowerem po peronach, że potrafię poprosić o pomoc, gdy zachodzi taka potrzeba. Że wiem, jak się do wyjazdu przygotować, jaki prowiant zorganizować, jak sprawdzić połączenia. Po sezonie spędzonym na rowerowym siodełku i poznawaniu z jego perspektywy całego regionu, postanowiłam, że wyruszę sama pociągiem w jakąś dalszą podróż. Kupiłam bilet do Katowic. Od jakiegoś czasu marzyły mi się odwiedziny w Nikiszowcu (zabytkowej, górniczej dzielnicy Katowic). Przeszperałam rozkłady jazdy i postanowiłam, że wyjadę z domu bladym świtem, a wrócę tego samego dnia wieczorem. Był mroźny dzień lutego. Zmarzłam straszliwie, ale wróciłam przeszczęśliwa.

Po Katowicach byłam już gotowa na pierwszą nocną podróż. Jeszcze w tym samym miesiącu wybrałam się więc pociągiem do Świnoujścia. Prognoza pogody na koniec lutego dla Świdnicy nie była optymistyczna, ale za to nad Bałtykiem miało być ciepło i słonecznie. I tak też było. Ponieważ mam tę zdolność, że łatwo zasypiam w każdych warunkach, dwie noce w pociągu (jedna noc tam, a druga z powrotem) upłynęły mi niepostrzeżenie. Za to oddech nadmorskim powietrzem, słony wiatr, wyludnione plaże, mewy, bezkresny błękit… ech, tego mi było trzeba.
Od Świnoujścia już popłynęło gładko. Podróże były coraz dłuższe i dalsze, a cele coraz bardziej ambitne. W każdym kilometrze rozpuszczałam powoli swój strach i uprzedzenia. Teraz praktycznie jestem wolna od obaw, choć czuję, że jeszcze wiele przede mną. Na przykład nie leciałam jeszcze sama samolotem. Nie odwiedziłam innego kontynentu. Bardzo chcę kiedyś tego wszystkiego spróbować.
Dlaczego warto podróżować solo?
- Choćby dlatego, że nie zawsze ma Ci kto towarzyszyć. Gdy więc masz ochotę gdzieś pojechać, nie musisz czekać na partnera. Nie musisz na siłę ciągnąć koleżanek. Poczyń założenie, że świat jest Ci przychylny i że na Ciebie czeka. I że Ty do niego wychodzisz.
2. Nawet jeśli dotychczas wszędzie towarzyszył Ci Twój mąż lub partner, to przecież biologia i statystyka działają na niekorzyść naszych relacji. I wiem, że być może brutalnie to brzmi, ale jest bezlitosne, nieczułe prawdopodobieństwo, że ostatnie lata naszego życia spędzimy same. Można więc wypielęgnować w sobie myśl zawczasu, że świat nie kończy się wraz z naszą relacją. Jesteśmy wartością samą w sobie, nie tylko w kontekście innych ludzi wokoło. Kula ziemska nadal się kręci, z nami na pokładzie. Dobrze więc być aktywnym pasażerem tego globu, usiąść w pierwszym rzędzie siedzeń, tuż przy panoramicznym oknie.
3. W samotnej podróży poznasz siebie bardziej. Wyostrzą Ci się zmysły. Zobaczysz i usłyszysz więcej. Możesz też się bardziej porozpieszczać. Pójdziesz w miejsca, które chcesz zobaczyć, zjesz to, co lubisz w porach, które sobie wybierzesz. Inaczej też zorganizujesz sobie rozrywkę. Sama wiesz najlepiej, co Cię bawi i cieszy. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, abyś tym właśnie wypełniła sobie czas w podróży. Będziesz miała też okazję zmierzyć i zbadać swoją wytrzymałość – na stres i zmęczenie – oraz zobaczyć, gdzie leżą Twoje własne limity i ograniczenia. Gdy je przekroczysz – a z początku może się tak zdarzać – warto umieć prosić o pomoc. Ludzie są chętni, aby jej udzielać.
4. W podróży prawie nigdy nie będziesz sama. Poznałam niezliczoną ilość osób właśnie jeżdżąc w pojedynkę. Czasem są to kontakty na moment – na potrzeby wymiany informacji, zaczerpnięcia wiedzy, wymiany doświadczeń. Innym razem niewinnie zaczynające się epizody przeradzają się w długotrwałe znajomości. Znam też kilka par, które poznały się w trakcie wycieczki. Podróżując solo jesteśmy bardziej otwarte na poznawanie ludzi. Tak więc Ty również będziesz w otoczeniu ludzi. No chyba, że jest to wyjazd „po wyciszenie”, wtedy zamkniesz się na innych. I to też jest spoko. Wszystko ma swój czas.

Jak zorganizować podróż solo?
Zakładam, że masz już wybrany termin i kierunek podróży. Być może masz pojęcie, czym tam dojedziesz. A może na razie o czymś dopiero nieśmiało marzysz. Przy organizacji wyjazdu warto dopiąć parę spraw:
- powiedz komuś, gdzie jedziesz. Zostaw adres i telefon miejsca, gdzie się zatrzymasz. Ja podaję ten adres zawsze do wiadomości syna i/lub przyjaciół, zwłaszcza gdy wykupuję nocleg u osoby prywatnej (np. z portalu AIRBNB).
- podobne dane podaj też o samej podróży: od kiedy do kiedy, jakim środkiem transportu,
- zasięgnij opinii o miejscu – poczytaj blogi, przeglądnij wątki na forum np. „podróżniczki” na FB. Wynotowuj szczegóły z cudzych relacji: co warto zwiedzić, gdzie i za ile coś zjeść, ile kosztują bilety wstępu i czy warto za to zapłacić, czy w danym miejscu jest bezpiecznie, etc.
- wykup dodatkowe ubezpieczenie turystyczne – zwłaszcza na zagranicę, nawet gdy wyjeżdżasz na dwa dni. Kosztuje parę groszy, a daje dodatkowe poczucie bezpieczeństwa.
- zwłaszcza, gdy wybierasz się do innego kraju, warto sprawdzić polityczne i kulturalne konteksty. Dowiesz się z grubsza, które tematy mogą okazać się drażliwe w pewnych krajach czy regionach. Pomoże Ci to uniknąć niezręcznych sytuacji. To samo zrób pod kątem ewentualnych zagrożeń. Z góry postaraj się dowiedzieć, jakich okolic unikać i na jakich dworcach lepiej się nie przesiadać.
- przed wyjazdem wynotowuj numer do ambasady lub konsulatu.
- ogarnij umiejętność czytania map. Kup mapę papierową, zabierz ze sobą mały notes. Ściągnij na telefon przydatne aplikacje (o tym zrobię kiedyś osobny wpis. Obiecuję).
- sprawdź prognozę pogody i pod tym kątem dobierz garderobę.
- gdy jedziesz w podróż autobusem, zabukuj miejsce blisko kierowcy, w pociągu dosiadaj się do innych osób.
- zadbaj o własny komfort w podróży. Ja do plecaka biorę coś do przykrycia się (noce w autobusach potrafią być chłodne). Zabieram ze sobą również miękkie kapcie – nic tak nie męczy, jak nogi uwięzione w butach na wiele, wiele godzin. Pakuję też butelkę filtrującą oraz mokre chusteczki do mycia rąk i odświeżania twarzy. Pomocny jest też porządny krem. Klimatyzacja bardzo wysusza skórę.
- dokumenty i pieniądze noś w miejscu ukrytym. Na pewno nie możesz ich mieć w torbie czy plecaku. W moich podróżach sprawdza się saszetka na szyję, zapinana na suwak, noszona po bluzką. Kiedyś kupiłam ją na jakichś targach turystycznych i musze powiedzieć, że to ekstra patent. Postaram się, aby takie saszety już wkrótce znalazły się w sklepie. Wtedy w kieszeni dobrze jest nosić tylko tyle kasy, ile wystarczy ci na ogarnięcie miejskiego transportu i kupno drobnej przekąski. Zarówno tajna saszeta jak i kapcie autobusowe już wkrótce znajdziesz w sklepie w zakładce Akcesoria.
Samotne podróżowanie ma jednak też swoje wady
Trudno, żeby nie miało. Bo jeśli dotychczas wyjeżdżałaś tylko i wyłącznie z kimś, to masz w głowie tak sztywno utrwalone schematy, że czasem trudno je pokonać. Podróż w towarzystwie ma też tę przewagę, że nie musisz się sama sobą zajmować. Wystarczy, że skupisz uwagę na kimś innym i sprawa kłopotliwego kontaktu samej ze sobą załatwiona. A w podróży solo trzeba raczej polubić siebie, zaprzyjaźnić się ze sobą i oswoić się ze swoją nudą, umieć się ze sobą dogadać i z czasem przekonać się do życia w dyskomforcie.
No i jeszcze ważne jest to, że trzeba nauczyć się „to” ogarniać. Taki typ podróży uczy samodzielności i odpowiedzialności. To na pewno nie jest wada, ale dla niektórych może to być pewna chwilowa niewygoda.
Jednak trzeba Ci wiedzieć to wcześniej: nic nie daje takiej wolności, jak samodzielne zwiedzanie świata. Nic kompletnie. I kto raz popróbuje, tego będzie ciągnęło już zawsze. Więc jedno chciałabym Ci powiedzieć: po prostu zacznij. Pójdź sama do miejskiego muzeum, albo na wieczorny seans do kina. Pojedź do sąsiedniej miejscowości i spędź tam popołudnie w pojedynkę. Zadrzyj głowę do góry, zobacz jak piękne są nad tobą detale budynków. Pooddychaj… Gdy na taką myśl jednak wciąż dostajesz skurczów żołądka, powiedz temu stresowi: „widzę cię, akceptuję cię, ale nie pozwolę, abyś stanął mi na drodze”. Mi to pomaga. A wkrótce sama zobaczysz, że wszystko gładko się ułoży.
Jeśli uważasz, że ten wpis był Ci potrzebny, podziel się uwagami. A może uznasz, że warto postawić mi kawę…

