Myślą, mową i uczynkiem – chciałoby się rzec. Każda forma wsparcia, zwłaszcza na początku budowania właśnie rozwijającej się marki lub nowego miejsca w sieci jest przyjmowana z otwartym sercem i równie otwartymi ramionami. Na początku drogi nie bardzo się wie, jak rozdzielić skromny budżet: czy kupić najpierw surowce na rozwój produktów już istniejących, czy inwestować raczej w nowości. A tu jeszcze przydałoby się sfinansować opakowania, opłacić kuriera, wykupić najmniejszą choćby reklamę. Wszyscy twórcy, rzemieślnicy, wykonawcy wszechrzeczy bardzo dobrze znają te rozterki i cieszą się jak dzieci, gdy z niespodziewanego źródła skapnie im choćby maleńka kropelka.
Wsparcie w starcie
Po raz pierwszy w życiu staję po tej stronie kontuaru, gdy namawiam Was do wsparcia w sposób inny, niż dokonanie zakupu w moim sklepie. Zwykle to ja starałam się być czyjąś podporą. Pamiętam, gdy kilka lat temu odzwyczajałam się od nałogowego picia coca-coli, za każdym razem, gdy nachodziła mnie ochota na kupno kolejnej butelki, wychodziłam na spacer, aby rozchodzić ten głód, a zaraz po spacerze wpłacałam piątaka na konto jakiegoś twórcy w portalu „Polak potrafi”. A ponieważ mój głód cukrowy przechodził właśnie apogeum, wpłacanie piątaków odbywało się z grubsza co parę dni. Pomogło na odwyk od cukru i na poczucie, że robię coś dobrego dla innych. W efekcie stałam się wsparciem (niewielkim, ale jednak jakimś) dla produkcji gry planszowej „Bunkrów nie ma”. Dołożyłam cegiełkę do produkcji hipsterskich rowerów. Współfinansowałam też kilka wydań książek i kilka podróży na krańce świata lub choćby tylko za miedzę. I pamiętam, jak fajne było to uczucie, że to również ode mnie zależy – jeśli nie czyjś sukces, to przynajmniej pierwszy krok do niego.

Potem zaczęła się era finansowania przez Patronite. I tu również zdarza mi się wspierać ulubionych twórców. Moje ukochane Globstory, „Kołem się toczy” czy „Fabryka Dobra”, Radio 3-5-7 i Radio Nowy Świat… Wszystko to wciąż dostaje nie tylko moją uwagę, ale i kilka drobnych na to, by chciało im się chcieć tworzyć, kręcić filmy, pisać książki, emitować audycje. Wiem, że te moje piątaki to takie sterydy, na których mogą rozwijać się mięśnie weny i kreatywności.
O co więc chodzi z tą kawą…?
Czasem w fejsbukowym poście lub w artykule na tym blogu piszę pod koniec, iż jeśli uznasz, że treści które zamieszczam lub pomysły którymi się dzielę, są dla Ciebie w jakiś sposób pomocne, przydatne lub inspirujące, możesz postawić mi kawę. Oczywiście kawę w realu możesz kupić mi również – pewnie nie odmówię. Może nawet ja Cię na nią zaproszę, jeśli tylko nadarzy się taka okazja. Tym razem jednak „kawa” to forma finansowego wsparcia. Kupując mi kawę na stronie, którą zawsze przy tej okazji linkuję, godzisz się na to, aby wpłacić 5, 10 lub 15 zł, które następnie po uzbieraniu pewnej kwoty będę mogła podjąć i coś za to sfinansować.

I to świetnie działa. Z ostatnio postawionych przez Was „kaw” zakupiłam materiał na nowy projekt, który właśnie się szykuje i dzięki temu przestaje być projektem tylko na papierze, a zaczyna nabierać realnych kształtów. Już niedługo nowe przedmioty zobaczycie w sklepie na półce. Niech wszystkie boskie siły błogosławią tego, kto taką formę wsparcia dla twórców wymyślił. Amen!
Nie taki wilk straszny…
Jeśli już zdecydujecie się na postawienie mi kawy, po wciśnięciu przycisku link zabierze Was do tego miejsca:

I w tym momencie możecie zdecydować, jakiej wysokości wsparcia chcielibyście mi udzielić. Wpłata jest jednorazowa i nie ulega odnowieniu. Nie ma więc obawy, że dokonując jednej wpłaty, zostaniecie wciągnięci w jakąś dłuższą, abonamentową sprawę.
Oczywiście, gdybyście uznały, że stać Was na więcej, to wpłacić można też i większą kwotę. I ja protestować nie będę. Jednak kawa to kawa, się rozumie. 🙂

Na sam koniec zostaniesz poproszona o dokonanie płatności. Tę wirtualna kawę można sfinansować przelewem internetowym albo blickiem.
A potem mój ogród zakwitnie tysiącem kolorów – bo mniej więcej tak się właśnie czuję, gdy dostaję takie wiadomości. I choćby rzecz rozbijała się jedynie o 5 zł, to nie kwota tu się liczy, a Wasza obecność przy mnie. Za to wszystko bardzo, ale to bardzo dziękuję!

A czy są inne formy wsparcia?
Oczywiście, że są…
Budowanie marki w sieci, przy tych tysiącach, czy nawet setkach tysięcy innych twórców, sklepów i marek to proces bardzo mozolny. I naprawdę robię dużo w tym kierunku, aby poprawić swoją pozycję w tym rankingu. A im wyżej wejdę, tym więcej mogę Wam zaoferować.
Pracuję więc jak pszczółka, noszę ten nektar na nogach i zostawiam po pyłku, gdzie się tylko da. A Wy w tym chętnie uczestniczycie. Każde Wasze polubienie posta na FB, każde serduszko, udostępnienie przekonuje zautomatyzowane algorytmy, że jest gdzieś w maleńkim FrouFrouKowie taka Beata, która pisze lub robi rzeczy ważne dla innych. I skoro oni ją lubią, to i my ją lubimy. I damy jej okazję, aby kolejni też ją mogli obejrzeć, a może i polubić. Pokażemy jej wpisy to tu, to tam i sprawdzimy, jak to się dalej potoczy – myślą sobie googlowe algorytmy.
Tak więc to działa. Automaty analizują wszystko: w co klikacie, gdzie się zatrzymujecie, jakie zdjęcia powiększacie, na ile sekund zatrzymują Was jakie treści. To wszystko działa na moją korzyść lub na niekorzyść. To zależy… Moja w tym głowa, aby wczuwać się w Wasze odczucia i tworzyć rzeczy, które Wam się – mam nadzieję – spodobają. Więc ja również analizuję Wasze polubienia. Widzę i czuję Wasze reakcje. I staram się nie pozostawać na to obojętna.
No więc dobijając do brzegu…
Chcę Ci jeszcze raz podziękować, dobra Kobieto, Dziewczyno, Siostro, Mamo, Koleżanko, Klientko. Podziękować za każdy przejaw sympatii, każde polecenie, wyrażoną opinię, komentarz, polubienie. Każde opowiedzenie o FrouFrouKowie kolejnym Kobietom i Dziewczynom. I ja Wam już teraz mówię: z tego jeszcze będzie chleb. Przytulam Was wszystkie razem i każdą z osobna. I taką samą dobrą energię, jaką ja czerpię od Was, wysyłam też do Was – owiniętą w teksty, zdjęcia, pomysły i produkty.
A gdybyś po przeczytaniu tego wszystkiego poczuła się zmotywowana do pomocy i naszłaby Cię ochota na kawę ze mną, to zapraszam nieustająco.
A gdybyś chciała pobuszować po sklepie, to drzwi do niego są wciąż otwarte dla Ciebie.

