Diabelskie Głowy – sen szalonego artysty

Zwykle nie narzekam, gdy zdarza mi się być w jakiś miejscach. Nie buduję w swojej głowie szczególnych oczekiwań, więc niejako możliwość narzekania zduszam w zarodku. Przeważnie więc jestem zadowolona z tego, gdzie jestem, co widzę i czego doświadczam. Są jednak takie miejsca, o których powiedzieć, że się jest tam zadowoloną, to jakby nic nie powiedzieć. Takie są właśnie Diabelskie Głowy! Absolutny sztos pośród turystycznych atrakcji, jakie odwiedziłam w ostatnich latach. I niby widziałam je wcześniej na zdjęciach, to jednak to, co zastałam na miejscu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Diabelskie Głowy – jak tam dojechać?

Gdy wiem, że mam w perspektywie taka atrakcję, wstawanie o piątej nie stanowi dla mnie problemu. Tradycyjnie więc wyruszam ze Świdnicy o świcie. Jest początek października, a do przebycia mam spory kawał trasy. Niby w dystansie to tylko ok. 200 km, jednak decyduje się wybrać trasy niepłatne. Będę się więc tam telepać trzy godziny z okładem. Przydługawy czas przejazdu wynagradzają mi jednak po drodze piękne widoki i ładne miasteczka.

Mapa dojazdu: Świdnica - Diabelskie Głowy

Sen szalonego artysty

Twórcą skalnych monstrów, do których się właśnie udaję, był Václav Levý, urodzony w 1820 czeski artysta. Jego rodzice pragnęli, aby był stolarzem. Życiowe zakręty spowodowały, że zawodowe szlify zdobywał też w zawodzie kucharza. Rzeźbiarstwo jednak wracało raz po raz. Pierwszy raz nadzwyczajne zdolności Levego objawiły się we wczesnej młodości, kiedy to wyrzeźbił kilka figurek Matki Boskiej i krucyfiksów. Jego pierwszym mecenasem okazał się miejscowy proboszcz, który wysyłał go na nauki do Pilzna, a potem do Drezna.

Potem utalentowany artysta spotykał w swoim życiu kolejne osoby przekonane o tym, że warto dalej promować jego kunszt. Wsparcie Levego owocowało powstawaniem kolejnych dzieł.

Jak zwiedzać Diabelskie Głowy

Postanawiam zaparkować auto (i jest to chyba jedyna rozsądna opcja) we wsi Żelizy. Wjeżdżając do niej główną drogą z Mlada Boleslav, już z poziomu ulicy dostrzegam po prawej stronie na wzgórzu gigantyczne skalne głowy. Zatrzymuję się więc nad niewielką rzeczką, tuż przy wiejskiej restauracji. Z tego miejsca nie widzę żadnych drogowskazów, ale postanawiam iść za parą turystów, którzy najprawdopodobniej mają ten sam cel wycieczki. Wzgórze zaatakuję więc od prawej strony.

Wzniesienie z dołu wygląda groźnie. Są to jednak tylko pozory, bo podejście nie jest szczególnie wymagające. Po drodze robię sobie jednak kilka przystanków na złapanie oddechu i na przywitanie budzącej się jesieni.

Droga wiedze przez las, malowniczym wąwozem. Idzie się powoli, ale przyjemnie. Nieco trudniej jest jedynie w końcowym odcinku, gdy do pokonania jest krótki, stromy odcinek odsłoniętego zbocza. Na stromiźnie leży trochę drobniutkiego piasku, który osypuje się z piaskowcowych bloków. Tu trzeba być nieco ostrożniejszą.

Jaskinia Klácelka

Pierwsze, co spotykam wybierając prawe podejście, to Jaskinia Klacelka. Były to pierwsze prace Levego po osiedleniu się w nieodległym Liběchovie, po krótkich epizodach z nauką rzeźbiarskiego rzemiosła w rozmaitych miejscach Europy. Tu za namową swojego mecenasa Františka Klácela, profesora augustianów z Brna, Václav Levý zaczął rzeźbić monumenty w piaskowcowych wychodniach na pobliskim wzgórzu.

Inspiracją do powstania Jaskini była poezja Klácela. Zainteresowanie ludzi tym miejscem okazało się tak duże, że mecenas Levego postanowił wysłać artystę na dalsze studia – tym razem do Monachium. Po powrocie Levy „uzupełnił” miejsce otaczające jaskinię o rzeźby inspirowane historią Czech. Choć przyznam szczerze, że mi – zupełnemu laikowi w sprawach czeskich dziejów – styl rzeźb przywodzi na myśl raczej celtyckie legendy. Albo i kambodżańskie zapomniane miasto…

Niestety wejście do jaskini jest okratowane. Nie wejdę więc do środka. Trochę żałuję, jednak oglądanie tego zakątka z otaczających je skalnych półek i tak dostarcza wrażeń. Całe to miejsce można łatwo obejść dookoła i naprawdę warto to zrobić, aby obejrzeć je z różnych perspektyw.

Jaskinia Klacelka

Okolice Jaskini Klacelka

Jakinia Klacelka

A tak momentami wygląda szlak w tej okolicy. Malowniczo, prawda?

Szlak wokół Jaskini Klacelka.

Diabelskie Głowy – Certovy Hlavy

Zostawiając Jaskinię Klacelkę za sobą, pozwalam prowadzić się ścieżce w górę. Drzewa rzedną, aż w końcu las rozstępuje się zupełnie i zadzierając głowę wreszcie je dostrzegam: gigantyczne skalne głowy. Moje skojarzenie z Kambodżą i areną działań Lary Croft jeszcze bardziej przybierają na sile. I wiem, że głowy mają wysokość dziewięciu metrów, ale z tej perspektywy wyglądają naprawdę na gigantyczne.

Ostatni odcinek podejścia pokonuję jak na sterydach. I wreszcie jestem. Mogę ich dotknąć…

Diabeskie Głowy z bliska

Gdy dotykam skały, do spoconej dłoni przylepiają się ziarenka piasku. Pod stopami mam tego piachu znacznie więcej. A więc to tak łatwo natura rozprawia się z tą sztuką. To cud, że rzeźby stoją tu już prawie dwieście lat i wciąż wyraźnie widać diabelskie oczodoły i równie diabelskie zęby w otwartych ustach.

Podnóże Diabelskich Głów

Tajemne zakamarki i artystyczne plenery

Podobnie jak przy Jaskini Klacelka, tak też i tu postanawiam spenetrować każdy spłachetek tego terenu. Widzę z dołu ludzi na szczycie tych czaszek, ja więc również chcę się tam znaleźć. Niepotrzebnie jednak ładuję się w trudności i chcę wejść na szczyt skały zbyt szybko. Czuję się skuszona pierwszą nadarzającą się okazją i zaraz za lewą głową skręcam w wąski przesmyk. Z duża pomocą mojego towarzysza w tej podróży pokonuję stromiznę. Jak się potem okazuje, mogłam się tam znaleźć dużo łatwiej, robiąc w lesie większy łuk i dostając się na te czaszki od tyłu.

Nie ma jednak co narzekać, bo oto stoję na potylicznej części monstrualnych czaszek. Można wejść na ich przednią część i z góry obejrzeć kolosalne nosy. Ja się jednak na to nie zdobywam, bo musiałabym przeskoczyć nad groźnie wyglądającą skalna szczeliną. Sama siebie przekonuję, że więcej wrażeń mi nie potrzeba. Mi się nawet w tym miejscu podoba i to mi w zupełności wystarczy. Wraz z przyjacielem postanawiamy przysiąść na pniach i tutaj zjeść cały prowiant, jaki przygotowałam na tę podróż. Tym sposobem powiększyłam swoją osobistą listę spektakularnych miejsc nadających się na podróżny posiłek. Widok ze szczytu jest nieziemski. W oddali majaczą upchnięte w dolinach wioski oraz elektrownia jądrowa Melnik. Dookoła zaś towarzyszą nam artyści pracujący przy sztalugach. Pojęcia nie mam, czy oni właśnie uczestniczą w jakimś evencie, czy też stale tam przychodzą i zachwycają się, jak ja teraz.

Artystka na szczycie Diabelskich Głów

Plener artystyczny - Diabelskie Głowy

Powrót do wioski

Nakarmiwszy brzuch, oczy i wszystkie inne zmysły po kolei, postanawiam powoli udać się z powrtoem do wioski. Tym razem postanawiam wybrać lewą stronę zbocza, która okazuje się znacznie łagodniejsza, choć może to tylko złudzenie…

Idę drogą przez sosnowy bór. Uwielbiam takie lasy za ich żywiczny zapach i słońce, które dociera obficie aż do spodu. Po drodze w wielu miejscach widzę więcej piaskowcowych głazów. Co za niewykorzystany potencjał tego lub innego artysty… Gdy wiem już, co można z takimi skałami zrobić, moja wyobraźnia śmiało i bez skrępowania dorysowuje sobie dziwne rzeczy.

Po paru chwilach znowu jestem we wsi. Ogarniam wzrokiem ciekawe zabudowania i dopiero tutaj natykam się na pstrokaty drogowskaz. Lepiej późno, niż wcale 🙂

Diabelskie Głowy - drogowskaz

Zadowolona, nakarmiona widokami i zapachami mogę zrobić podsumowania:

  1. Cały pobyt w tym miejscu zajmuje około trzy godziny.
  2. Parkowanie i wstęp do Czaszek jest bezpłatny.
  3. Dojazd drogami niepłatnymi z polski jest długi, ale widokowo ciekawy. Alternatywnie jednak można wybrać drogi płatne i jeśli wierzyć mapom Google, można cel osiągnąć szybciej o paręnaście minut.
  4. Dla niezapobiegliwych, którzy nie mają ze sobą prowiantu: na dole we wsi jest typowa czeska restauracja typu „kuflolot” z typową kuchnią serwującą knedliki i smażony syr oraz piwo „z kija” i kofolę.
  5. Miejsce nadaje się do wycieczek dla rodzin z dziećmi i niedzielnych tuptaczy, ale wyborni wędrowcy też będą mieli frajdę. Serio, serio… Czesi naprawdę potrafią w turystykę.
  6. Ja odwiedziłam miejsce w październiku 2021, w słoneczny ciepły dzień. Były to wymarzone warunki, aby tam być.

Inspirację do wycieczki zaczerpnęłam z profilu Podróżniczki na FB.

Jeśli interesuje Cię temat innych moich wycieczek po Czechach, skorzystaj z tego przycisku:

Może Ci się spodoba również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *